Więcej o
z-jamnikiem
Dany Longo niespodziewanie dostaje fuchę - jej szef prosi, żeby na cito przepisała z notatek prezentację dla ważnego klienta, a że rzecz jest pilna, to zaprasza ją do siebie do domu, żeby mogła pracować przez całą noc. Dany się cieszy, bo Anita, żona szefa, jest jej dawną przyjaciółką, ale zamiast miłych wspomnień atmosfera jest nerwowa, skupia się więc na pracy. Następnego dnia szef zabiera prawie kompletny maszynopis z jej rąk i pogania ją, żeby pojechała z nim i Anitą na lotnisko, bo się spóźnią na samolot, po czym wręcza jej kluczyki od luksusowego thunderbirda i każe odwieźć go do siebie do domu. Dany pomimo pewnego oporu wsiada, ale nagle wpada na dziki pomysł - skoro ma urlop i samochód, a szef wraca dopiero za kilka dni, pojedzie na wybrzeże na mini-wakacje. Po czym następuje seria dziwnych wydarzeń - ktoś twierdzi, że Dany spędziła noc w hotelu, w którym nigdy nie była, ktoś rozpoznaje ją na stacji benzynowej, ktoś znienacka ją atakuje i uszkadza rękę… Dziewczyna zaczyna podejrzewać, że niechcący się w coś wplątała i zaczyna prowadzić amatorskie śledztwo, podczas którego trafia na atrakcyjnego oszusta, zwłoki, tytułową strzelbę i dwóch sympatycznych zawodowych kierowców.
Czyta się sympatycznie, aczkolwiek cała intryga jest karkołomna - żban fmrsn mnovłn fjbwrtb xbpunaxn, n fmrs pupvnł wą jebovć j zbeqrefgjb, glyr żr wrw fcbagnavpman qrplmwn b cbżlpmravh fnzbpubqh v jlwrźqmvr cbxemlżbjnłn zh cynal. Jako że rzecz się dzieje w latach 70. XX wieku (albo i wcześniej), śledzenie kogoś, kto niespodziewanie wyjechał w nieplanowaną podróż, nie jest trywialne, zwłaszcza jeśli rzecz należy trzymać w tajemnicy.
Się pali: gitany.
Się je: drożdżówki i tabliczkę czekolady, rostbef, owoce, baraninę z pomidorami po prowansalsku, sałatę, maliny z cukrem, precelki, rogalik (na śniadanie), poziomki z kremem, hamburgera, mrożony melon, smażona barwena, coś w rodzaju ratatui, krewetki; zraziki cielęce, zwane „skowronkami bez głowy" (to istnieje! ^dees mi znalazła przepis!).
Się pije: czerwone wino, kawę, aperitif, wino prowansalskie (nie kręci się tak w głowie jak po czerwonym), sok owocowy, mocny koniak w szklaneczce z podziałką z różowych świnek różnej wielkości, wino alzackie.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#98
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday August 5, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie, z-jamnikiem
- Skomentuj
Powszechny Bank Rzemiosła, dzień jak co dzień, tyle że po otwarciu skarbca okazuje się, że zniknęło 10 mln rezerwy bankowej w nowych 500-tkach. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że do otwarcia skarbca potrzebne są tytułowe trzy przedwojenne angielskie klucze z rzadkiego stopu platyny i irydu, które podobno istnieją tylko w dwóch kompletach - jeden ma milicja w sejfie, drugi rozdzielony jest między trzech urzędników banku i wszyscy trzej są potrzebni do otwarcia.
Kapitan Piotr Jarkowski z Komendy Stołecznej zaczyna rozpytywać, ale jak tylko trafia na cokolwiek, to jego współpracownik - porucznik Widera - chce każdego podejrzanego od razu aresztować. Ale u Edigeya jest milicja z misją, więc przede wszystkim nie wolno aresztować bez dowodów, a jak już są dowody, to warto grzecznie poprosić, żeby się sam zgłosił i zrehabilitował. Milicja zatrudnia swojego człowieka w banku, a w finale dokonuje eksperymentu psychologicznego i złodziej wpada.
Się pali: Wawele.
Się wierzy: Wierzę we wszystko, w co kościół święty wierzyć każe, w świętych obcowanie i ciała zmartwychwstanie (stary, przedwojenny woźny).
Się pije: wódkę jałowcówkę, starowin, wino jugosłowiańskie, meukow fine champagne (u starszej pani z pretensjami), pięciogwiazdkowy jubilejny (w Komendzie Stołecznej).
Się zagryza: bułką, pudełeczkiem korków (zgaduję, że chodzi o śledziowe), 10 deka szynki i słoikiem ogórków.
Się mieszka: w willi przy ulicy Dygasińskiego.
Się szabruje: biurko z byłej kwatery Goeringa na Mazurach.
Inne tego autora, inne z tej serii.
88/#13
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 19, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
kryminal, panowie, prl, z-jamnikiem
- Skomentuj
Joanna usiłuje napisać książkę s-f i w tym celu potrzebuje fizyka, który jej podpowie, jak może złapać promienie kosmiczne w takie małe coś, ale żeby w nim zostały, więc musi mieć dno. W celu znalezienia fizyka, a zaskakująco wielu z nich nie bardzo chce kontynuować rozmowę, kręci się po Warszawie i peryferiach, niespecjalnie zwracając uwagę na otoczenie. W celu napisania książki ignoruje potrzeby znajomych i przestaje organizować brydża, więc znajomi muszą się ogarnąć sami, jak chcą rozrywek. To wszystko buduje wstęp do kilku afer - kradzieży bezcennej (no, wycenialnej, ale drogo i w walucie wymienialnej) kolekcji znaczków, napadów na cinkciarzy, które jednak nie są zgłaszane na milicję, dwóch morderstw, bezczelnego przemytu, który jednak w finale okazuje się być na korzyść Skarbu Państwa. A wszystko kręci się wokół zaabsorbowanej książką autorki.
To typowa historia, gdzie każdy wie coś, ale nie ma szans, żeby zainteresowani ze sobą porozmawiali, bo się nie znają, trzeba katalizatora w postaci Joanny i jej miłości do milicji (wielokrotnie emitowanej, po którymś razie już gimnastykowałam oczy), żeby wszystko ze sobą powiązać. Ale nie będę się czepiała samej intrygi, bo jest ciekawa, nawet jeśli nieco chaotyczna, a żarty czasem powtarzalne, natomiast zaczęły tu wychodzić pewne wady w obserwacji świata autorki. Jest mnóstwo natrząsania się z wyglądu osób nielubianych, których jedyną wadą jest to, że ich Joanna nie lubi. Zwyczaj wydzwaniania do ludzi w środku nocy (nie, nie o 23, ale o 4 rano) jest okropny i absolutnie nic tego nie usprawiedliwia. Wciągnięcie wielbiciela jednej z postaci do nieświadomego udziału w przestępstwie, a potem doprowadzenie do tragicznego końca - no cóż, zdarza się, nie ma co deliberować, bo był głupi. Milicja to grupa cudownie puchatych miśków, co to wczuwają się w duszę przestępcy (chyba że akurat jest pijany, to im trudno), odciski palców pozyskują metodą na szklankę, a do tego wszyscy uwielbiają Chmielewską i pozwalają jej fantazjować do woli. Autorka i lubiani przez nią ludzie są nagradzani, reszta świata brzydka i ich nie szkoda. No nie wiem.
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#56/#8
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday May 6, 2026
Link permanentny -
Tagi:
2026, kryminal, panie, prl, z-jamnikiem -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam
- Skomentuj
Narrator, bezimienny porucznik ze Stołecznej, zostaje tymczasowo oddelegowany do wykrycia sprawcy kradzieży zabytkowej figurki, odkrytej podczas wykopalisk w prasłowiańskim Salinie. Na miejscu pracuje jego znajomy, Andrzej, który dzieli się obficie wiedzą historyczną, ale nieco mniej informacjami praktycznymi. Chwilę potem ginie szwedzki doktorant, ewidentnie nie był to wypadek, umiera zakochana w Andrzeju archeolożka, tutaj też początkowa teoria o samobójstwie się rozwiewa, a finalnie ktoś napada, na szczęście nieskutecznie, na prowadzącego wykopaliska profesora. Rozwiązanie jest dość zaskakujące, jak na polski kryminał, zawiera oczywiście ślad wiodący w przeszłość. Wielki finał następuje podczas inscenizacji napadu Wikingów na Prasłowian, w którym to spektaklu mieszkańcy wioski chętnie uczestniczą, chociaż wraz z księdzem protestowali przeciwko wykopaliskom.
Lokalna milicja jest opisana dość bezlitośnie - a to starszy sierżant Puterko Boguchwał (sic!) ma twarz proboszcza z głębokiej prowincji, zaś komendant cieszy się eleganckim wystrojem biura: Pięknym ozdobnikiem marsowej postaci komendanta, mężczyzny raczej tłustawego i już po czterdziestce, była figura nagiej kobiety z brązowego gipsu, która w uniesionych wysoko ramionach trzymała lampę osłoniętą zielonym biurowym kloszem. Owa figura stała oczywiście na biurku, obok popielniczki z muszli, wypełnionej po brzegi niedopałkami, oraz ogromnego kałamarza z wetkniętym piórem.
Się pali: oczywiście (narrator z milicyjnego nawyku kładzie papierosy pod poduszkę), “Grunwaldy”.
Się pije: herbatę parzoną na prymusie, kawę na śniadanie, piwo z eksportowymi nalepkami, oranżadę, herbatę z rumem, kawę „Nesca".
Się je: w środę: jarzynową i pierogi z serem, a na deser kompot; w czwartek - schab; kiełbasę w podłej knajpie pod śniadaniową ćwiartkę; jajecznicę na śniadanie; maliny prosto z krzaka, kołduny i popija starką (w 1919).
Się opowiada anegdotki:
- Pamiętacie tego, który ukradł żyrandol w teatrze? – wtrącił Żyła.
Roześmieliśmy się. Rzeczywiście, przed paroma laty pewien plastyk wymontował z foyer teatru ogromny świecznik i zawiesił go sobie w ogrodzie, na werandzie.
Się ma teorie spiskowe: magister Rudzka nie została otruta strychniną, tylko MARIHUANĄ.
Się interweniuje: Odetchnąłem. Dwaj milicjanci prali pałkami wyrostków i szarpali się z kobietami.
Się przywozi: od żony czystą bieliznę dla tajniaka (“cholernie się tu brudzę. Sam nie wiem, z czego. Może nie jestem przyzwyczajony do wczasów, co?”).
Inne tego autora, inne z tej serii.
#53
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday April 28, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
kryminal, panowie, prl, z-jamnikiem
- Skomentuj
Jak się poniewczasie zorientowałam, ten tomik poprzedza czytane wcześniej "Komu dziecko, komu?"; jak już musicie, to zacznijcie od tego. Autorka wprowadza tu rodzinę Hanki, która mieszka z dwiema dorosłymi córkami - artystką Basią i polonistką Moniką; trzecia, Jagna, wyszła za mąż i mieszka z mężem i 4-letnim upiornym Maciusiem; do tego dochodzi sklerotyczna i przygłucha babcia, stanowiąca w tej grotesce element komiczny. Każda z pań ma swoje problemy - Hankę zostawia wprawdzie pogardzany, ale wieloletni kochanek, do tego dla młodszej, więc mimo że jeszcze nie jest taka stara, irytują ją młodzi. Jagna nie może się dogadać z mężem, bo ten bardziej niż żony potrzebuje mamusi, a dodatkowo oboje nie są wielkimi fanami bycia rodzicami. Monika dowiaduje się, że jej śliczny i grzeczny narzeczony jest taki kulturalny, bo woli panów. Na szczęście poznaje równie przystojnego, choć nieco nieokrzesanego piłkarza. Barbara, po próbie odbicia Monice chłopaka, poznaje swojego kuzyna z Ameryki i znęcona wizją dolarów wyjeżdża z nim za granicę.
Jaka to jest przykra książka, jak wszyscy w niej się serdecznie nie cierpią. I tak, wiem, to w założeniu taki humor, ale absolutnie do mnie trafia. Wszyscy wszystkich zdradzają, głównym sposobem komunikacji jest złośliwość i szydera, zwłaszcza jeśli drugiej osobie zbywa na błyskotliwości[1]. Pełno szowinizmu (“ Inny człowiek! — zachwycał się pan domu. — O ile, oczywiście, kobieta może uchodzić za człowieka, he-he-he!”), wyższości i pogardy dla innych, do tego dochodzą żarciki z gwałtu, zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu. Możliwe, że autorka się świetnie bawiła, ale ja już zdecydowanie mniej.
Się je: indyka w galarecie, pierożki z wiśniami, cytryny, jałowcową kiełbasę, chleb, schabowe popijane piwem, pomidory z solą, czekoladki Wedla, owoce, bułkę z szynką, parówki z kwaśnym mlekiem, kaszankę z ogórkiem; kakao, bułki z masłem, salami, pomarańcze (na śniadanie we Włoszech); mleczną kawę, jajka, bułki, banany i mandarynki (śniadanie w Egipcie); amerykańską sałatkę - małe raczki, kawałki ananasa z puszki, pokrajane w plasterki banany, zieloną sałatę, groszek i kawałki szynki; befsztyk tatarski, i śledzika w śmietanie, śliwki w occie i sałatkę z sosem majonezowym, i rybę w galarecie, karpia po żydowsku, kiszone ogórki i sałatkę z mrożonych pomidorów, zimne mięsa (na weselu).
Się pije: francuski koniak, kawę ze szczyptą czekolady, wanilii i sproszkowanej gałki muszkatołowej, prawdziwą whisky z wodą sodową „White Horse“ (sic!), dobre wino, herbatę z termosu, cytrynówkę, czystą, jarzębiak, eksportową, herbatę z cytryną, wino jugosłowiańskie, słodką wiśniówkę.
Się pali: amerykańskie Chesterfieldy i polskie Giewonty.
[1] Miss Czegośtam, tak piękna, jak głupia:
- To futro z etoli... - odparła Danusia, ale widząc ironiczny uśmieszek wuja i obu młodzieńców, zarumieniła się lekko i zmieszana dodała. - Nie wiem zresztą dokładnie, jak się nazywają.
- No, nareszcie jakieś ludzkie słowo z pani ust. Czy maleńka pozwoli, żebym się stał jej cicisbeo?
- Tylko proszę: niech pan się nie wyraża! Nie znoszę tego.
- Oh! - zaśmiał się radośnie. - Ta cudna ignorancja! Ten uroczy brak erudycji! Widzisz, maleńka, cicisbeo znaczy po włosku tyle co opiekun, przewodnik...
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#45
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday April 12, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie, prl, z-jamnikiem
- Skomentuj
Rafał i Agata prowadzą radiową audycję interwencyjną, narażając się wszystkim w mieście - kurii, radzie adwokackiej, zarządowi dróg publicznych, związkom zawodowym. Tym razem uparli się wbrew ustaleniom milicji, która zamknęła śledztwo, że wyjaśnią, kto doprowadził Ewę Schmidt, ekspedientkę z “Delikatesów”, do odebrania sobie życia[1]. Na to nakłada się zniknięcie 20-letniej córki Rafała, Elżbiety, która ewidentnie wdała się w jakąś aferę. Na początku dochodzenie dziennikarz prowadzi sam, dopiero kiedy zaczyna padać gęsto trup, a sprawa Ewy niebezpiecznie zbliża się do jego rodziny, informuje zaprzyjaźnionego oficera milicji. W finale przestępca zostaje ujęty za pomocą podstępu na pełnym morzu.
Czuć lata 70., rzecz się kręci wokół pożycia intymnego na różnych poziomach, a dodatkowo czuć oddech Zachodu za sprawą tzw. prywaciarzy. Pamiętam, że słuchałam tej książki w radio w odcinkach, jeszcze w latach 80., wtedy oczywiście byłam zachwycona, bo opisywany luksus i rozmach był czymś, czego wtedy nie widziałam wokół siebie. Teraz już rzecz jest raczej przaśna, a nie prestiżowa.
Się pali: “Ekstra mocne” bez filtra (określane jako gwoździe), “Sporty”, „Damskie”.
Się pije: żytnią z cytryną (w butelce po koniaku), pejsachówkę (bo lepsza od śliwowicy), galaretki z
bułgarskich kompotów, napój firmowy z plasterkami cytryny, sok porzeczkowy, Cocacolę, winiaczek, mleko ze złotymi i srebrnymi kapslami, wodę mineralną “Perła Bałtyku”, Kryniczankę, kawę parzoną po polsku w szklankach, jarzębiak, grzany krupnik po staropolsku, napój z kompotu rozwodnionego przegotowaną wodą, “niebieską” (wódkę), “Budafok”.
Się dba o urodę: kremem Yardley „Beauty Magie”, węgierskim balsamem do rąk „Kez”.
Się zarabia: robiąc saszetki na eksport (Ale w dobrą stronę: wyłącznie do Związku
Radzieckiego.)
Się ozdabia: reprodukcjami postępowej grafiki meksykańskiej.
Się nie kupuje: słonych paluszków wieczorem, bo to nie Paryż.
Się czytuje: “Elle” (z wypożyczalni), “Brigitte”.
Się je: chleb z masłem, torcik firmowy z bitą śmietaną w “Lotosie”, kartofle odsmażane na słoninie.
Się zażywa luksusu: gin z tonikiem czy „Cuba Libre”, mocna, brazylijska kawa, angielskie biskwity (wysypane z pomarańczowej blaszanki z napisem „Gaytime Assortment”), słone orzeszki, egipska chałwa i grecki sok pomarańczowy “Dodoni”, tytoń „Amphora”, whisky „Queen Anne”, herbata „Liptona”, gra radio Luksemburg, a siedzi się w białych skórzanych fotelach.
Się ma niespodziewane trudności: - Gehenna - zawołał [XXX]. - Dzisiaj trudniej zrobić dobrą pornografię niż „Pana Tadeusza”, Te wszystkie figury, wie pan.
[1] - Pan ciągle myśli, że tam gdzieś pod spodem… A to była depresja. Tak jak powiedzieli w śledztwie. Depresja, proszę pana. Kobietom to się zdarza.
Inne z tej serii.
#104
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday November 27, 2025
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2025, kryminal, panie, prl, z-jamnikiem
- Komentarzy: 2