Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panie

Helena Sekuła - Siedem domów Kuny

Nietypowo, chociaż są przestępstwa i dwa trupy, to nie jest w zasadzie kryminał, ale historia dorastania osieroconej Pelagii. Niemowlę zostało podrzucone pod dom dziecka, z karteczką z personaliami i kilkoma artefaktami, między innymi złotym medalionem ze zdjęciem pięknej kobiety, pieczołowicie przechowanym dla niej w kolejnych placówkach wychowawczych. Ale nie jest to słodka bajka, bo to lata 60. w rozkwicie PRL-u. Brzydkie, wycofane, dzikie dziecko przechodzi przez kolejne placówki, pragnąc tylko przynależeć do kogoś, kto za to nie dostaje pensji. Po czym pojawia się Nonna, elegancka dama, która z niewiadomych przyczyn interesuje się małą Pelką, ale potem znika; Pelka zaczyna uciekać, żeby ją odnaleźć. Po kilku próbach odnajduje i wrasta w dziwną przestępczą rodzinę, która docenia Pelkową zręczność; przyuczają ją do roli kuny - włamywaczki. Po początkowych sukcesach sprawa się sypie, Pelka wraca do systemu, ale już jako pensjonariuszka zakładu poprawczego, gdzie ma na swoją obronę tylko pięści, spryt i szybkość. To ostatnie daje jej niespodziewanie przepustkę do klubu sportowego i nadzieję, że zmieni swoje dotychczasowe życie. Oczywiście nastolatka nie zaprzestaje szukania swojej matki, mimo że wszyscy twierdzą, że jej nie odnajdzie.

W zasadzie to jedna z tych historii, gdzie przestają być istotne realia, a na pierwszy plan wychodzi psychologia dorastania i wpływu otoczenia na kształtowanie się czyjejś osobowości. Dorastanie bez miłości jest trudne, nie dziwi specjalnie, że Pelka, zwana później Kuną i Mustelą, lgnie do każdego, kto okazuje jej choć minimum zainteresowania, nie analizując motywów. W tle przemiany - stan wojenny, który Pelkę przypadkiem odnajduje za granicą, co pozwala skontrastować zachodni blichtr z tym, co w Polsce. Dobroczynność, działacze sportowi i resortowi, prostytucja i złodziejstwo, przy czym ci drudzy wcale nie są aż tak mniej moralni od pierwszej grupy. Podsumowując, przyszłam po tanią rozrywkę, a dostałam historię, od której nie mogłam się oderwać.

Się kupuje: komplet Doroszewskiego za ogromną cenę na warszawskim wolumenie, materac z gąbki w Pewexie.

Się pije: brandy, czerwone Nebbiolo z Piemontu, Orvieto białe słodkie i wytrawne z Umbrii, Veuve Clicquot z Szampanii (zlewki z lokalu klasy LUX), bełt, różowe musujące węgierskie i wódkę, kawę, jabłecznik, soki owocowe i mokkę (na pokazie mody), wódkę zaprawioną zielem trojanki.

Się je: pulardę w maladze, zupę, dzwonko sielawy, chłodnik na chlebowym kwasie, pieczone mięso i truskawkowe lody, kiszkę pasztetową i płonące naleśniki, befsztyk, frytki, pieczoną kurę z sałatą i winem; przystawki, melbę i sery (na francuskim przyjęciu); zupę regeneracyjną z puszki z mięsem dzika, doprawianą tymiankiem i rozmarynem, zacierkową na mleku.

Się idzie na francuski targ:

Sałata francuska, chińska, podobna do liści mniszka, belle dame, piękna pani czyli srebrzysta lebioda, szparagi i najróżniejsze łodygi, kłącza, bulwy, jakich nigdy nie widziałam. Owoce z Francji i całego świata. Jabłka z Normandii i afrykańskie ananasy z zielonym czubem, obłe awokado obok ociekających sokiem melonów. Greckie oliwki prosto z beczki, nabuzowane słońcem pomidory z Majorki.
I owoce morza. Pryzmy jeży morskich, krewetek, raczków, muli z Langwedocji hodowanych w ,morskich rozlewiskach; różowe kraby obłożone morszczyną, langusty jak potwory ze złego snu.
Szynki westwalskie, ze Szwarcwaldu, z Yorku, paryskie, parmeńskie, z Piemontu, suche wędliny, salami z Owernii. Wieprzowina i wołowina podzielone wedle gatunków, tusze baranie i jagnięcie, drób nadziewany orzechami, śliwkami, cząstkami pomarańczy i całe stosy małych ptaszków, każdy otulony płatkiem słoniny.

Inne tej autorki.

#116

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 7, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, prl - Komentarzy: 4


Ursula Le Guin - Opowieści z Ziemiomorza

Kilka opowiadań, które stanowią prolog i epilog przygód Arcymaga Krogulca. Zaczątki szkoły na Roke i próba usystematyzowania magii; opowieść o miłości; czarnoksiężnik ze swoim mistrzem ratują wyspę Gont przed trzęsieniem ziemi, a potem nie żądają zaszczytów; pierwsza kobieta-mag na Roke; tajemniczy uzdrowiciel na prowincji irytuje osiadłego czarodzieja-partacza. Każde o czymś innym, ale wszystkie są przepojone głębokim humanizmem i zrozumieniem inności. Niektóre łatwo umieścić w ramach linii czasu całego cyklu, inne są nieco obok, ale stanowią zgrabną pointę do całości. Pewnie niekoniecznie, ale dla fanek bardzo przyjemne. Nie wiem, czemu aż tak odkładałam przeczytanie finału.

Inne tej autorki.

#112

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 1, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: opowiadania, panie, sf-f - Skomentuj


Marta Kisiel - Zawsze coś

Końcówka grudnia, kilka dni przed Wigilią. Tereskę Trawną wraz z synem wywiało do rodzinnej miejscowości jej ojca, której nie odwiedzała od wielu lat, co niespecjalnie dziwi, pamiętając o babci Briżit i rozwodzie. W teorii mieli przyjechać na 90. urodziny pra(pra)babci Przybysławy, ale na miejscu niespodziewanie okazało się, że trafili na pogrzeb. I wściekłą babcię Wandę. Poza spisem postaci na początku, dość nieużytecznym w audiobooku, Tereska wyjaśnia Maciejce dokładnie, kto jest kim, w którym pokoleniu i dlaczego jego dwie kuzynki mają na imię Ola. Oraz dlaczego dom jest tak cholernie skomplikowany architektonicznie. Nie zdąża wyjaśnić, czemu atmosfera nie jest najlepsza, bo tuż po udanej próbie wejścia do domu przez okno skręca boleśnie kostkę na kocie o dźwięcznym imieniu Bigos. Zabandażowana kostka unieruchamia bohaterkę, bo nie wróci do domu samochodem, a Andrzej został w domu z powodu infekcji pęcherza, więc jest słabo mobilny. I wtedy zaczyna się ciąg dziwnych wydarzeń - w domu pojawia się nieznajomy mężczyzna, przedstawiający się jako notariusz, ale ponieważ nie ma kworum, wychodzi, po czym następnego dnia zostają znalezione jego zwłoki. Kolejny notariusz, już bardziej znajomy, dawny absztyfikant jednej z ciotek, informuje wszystkich o dziwnym testamencie pradziadka, który zmarł jeszcze w latach 60. Do tego w domu zaczynają się dziać dziwne wypadki; czy to wystarczy Teresce i Maciejce do zaangażowania się w śledztwo? Oczywiście.

Klimatycznie, choć na szczęście nie humorem, intryga przypomina nieco te wczesne, udane książki Chmielewskiej. Jest mocno skomplikowana, toksyczna rodzina z nielicznymi sensownymi jednostkami, dużo historycznych waśni i trudna historia powojenna, która dopiero współcześnie wychodzi na jaw. Oczywiście nie raz cierpła mi skóra i świerzbiły ręce, bo babcia Wanda nie jest najsympatyczniejszą osobą, a o mężu ciotki Agniesi, dwojga imion Janie Jakubie, nawet nie wspomnę. Oczywiście można byłoby całą fabułę rozwiązać szybciej, a pra(pra)babcia Przybysława nie musiała wcale chować testamentu w bezpiecznym miejscu, ale nie byłoby wtedy rozmowy z jodłą i kalesonów dla Maciejki.

Inne tej autorki.

#111/#19

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 30, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj


Han Kang - Idzie chłopiec

1980, masakra w Gwangju. Studenci i uczniowie rozpoczynają protesty przeciwko zamknięciu uniwersytetu, uważając, że władza się wycofa. Okupują budynki, uzbrojeni w jakieś mizerne resztki broni, bardziej na pokaz niż żeby odeprzeć ewentualny atak. Ale rząd się nie waha - wysyła wojsko, które bez wahania zabija większość protestujących i przypadkowych przechodniów, a ocaleńców torturuje, żeby wtem wypuścić na mocy amnestii, złamanych i zniszczonych. Ofiary są zrzucane na stosy, czasem pojawiają się bliscy, żeby rozpoznać swoich, czasem zmarli po prostu są zakopywani bez śladu. Różni narratorzy, w większości beznamiętnie opowiadają o czymś, czego nawet po latach nie są w stanie zrozumieć. Czemu ich rodacy bez wahania zaczęli strzelać, czemu nagle traktowali ich jak wrogów, skąd okrucieństwo, skąd zajadłość. I jak można, jeśli w ogóle, wrócić do normalnego życia po tym, jak przeżyło się koszmar albo z poczuciem winy, że nie udało się uratować dziecka.

Ostatnia z narratorek, może sama autorka, opowiada o odkryciu albumu ze zdjęciami z masakry, które jej ojciec przywiózł z ich dawnego domu w Gwangju, domu, gdzie podobno mieszkał zamordowany Tong-ho. Opisuje, że ślad po zbrodni zostaje, bez względu na to, czy odpowiedzialni za nią zostali rozliczeni, czy nie. To przerażająca historia, niestety nieunikalna, patrząc nawet na historię Polski (“To partia strzela do robotników”) czy byłej Jugosławii. Niekoniecznie dobra lektura na wakacje, ale ważna.

Inne tej autorki.

#109

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday August 27, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panie - Skomentuj


Sylwia Kubryńska - Furia mać!

Od kiedy pamiętam, od kiedy wymyślono ten cholerny wyświetlacz, cała się trzęsę, kiedy dzwoni telefon. Każda rozmowa to niewiadoma, w którym momencie pojawi się to rozdygotanie, ten brak pewności, ta wściekłość, że ktoś ci zadaje pytanie, którego wcale nie chcesz słyszeć, a już na pewno nie chcesz na nie odpowiadać i czujesz wszechogarniającą złość na rozmówcę, że co się przypierdala.

Magda idzie przez życie z wkurwem, nie żeby tego chciała, ale to jej zaszczepiły poprzednie pokolenia, które tylko furią były sobie w stanie dać radę ze sobą i ze światem. Owszem, ma poczucie wygranej w każdej potyczce, ale kosztem tego jest jej szczęście. W pewnym momencie Magda uczy się słuchać Leny, swojego spokojnego alter ego i razem z nią chce zespolić się w bardziej zrównoważoną Magdalenę.

To zbiór felietonów o moim pokoleniu kobiet, kobiet, które musiały być zawsze przygotowane na wszystko, czym rzuca w nie życie, czego kosztem było wieczne rozedrganie i niepokój. O pokoleniu, które zaczęło zadawać sobie pytanie, czy zawsze trzeba być w konflikcie ze wszystkimi i jak to zrobić bez utraty siebie. Co znamienne, zaczęłam tę książkę czytać kilka lat temu, w czasach, kiedy każdy telefon - jak u Kubryńskiej - oznaczał tylko złe wiadomości, a jeśli się go wyłączyło, było tylko gorzej. Wtedy jej nie skończyłam, dziś już chyba tyle wypoziomowałam, że mogłam.

Inne tej autorki.

#106

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 23, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, felietony, panie - Skomentuj


Marta Kisiel - Dywan z wkładką / Efekt pandy

Wszystko zaczęło się od tego, że w lodówce państwa Trawnych dało się słyszeć odgłosy pożycia intymnego sąsiadów. Andrzej, człowiek-labrador, spontanicznie a okazyjnie zakupił dom na prowincji i wywiózł tam całą rodzinę - Teresę, księgową o cholerycznym usposobieniu, 17-letnią Zoję, uosobienie rozsądku, 12-letniego Maciejkę, leniwego fana gier komputerowych oraz zaawansowaną wiekiem suczkę typu PON o dźwięcznym imieniu Pinacolada[1]. Na miejscu dołączyła do nich matka Andrzeja, Mira, kobieta mikrych rozmiarów, ale ogromnej energii. Nowy dom okazał się mieć kilka wad - niedziałający pilot do garażu, obrzydliwy kolorystycznie dywan zostawiony przez poprzednich właścicieli i tego jednego sąsiada, który wszystkim robi na złość. Ale niedługo, bo tuż po pierwszych scysjach Tereska i Mira znalazły zwłoki sąsiada zawinięte w ich dywan (patrz tytuł), zdecydowały się więc zrobić wszystko, żeby oddalić potencjalne podejrzenie od Andrzeja, którego sąsiad wyprowadził z równowagi.

Druga część opisuje przygody pań Trawnych oraz matki Tereski, wielojęzycznej Brigitte, która wtem organizuje wyjazd do spa Angelique w Dzierzążni Zdrój. Na miejscu ma być relaks, który się Teresce należy po traumatycznych wydarzeniach z pierwszej części, ale zamiast tego Mira i Tereska wpadają na trop kolejnego przestępcy - sąsiada z drugiej połowy domku, zwanego ze względu na walory zewnętrzne Żelingtonem. Podejrzewają, że dżentelmen zamordował swoją małżonkę, a teraz usiłuje pozbyć się zwłok. Jedyną osobą, która niczego nie podejrzewa, jest Brigitte. Warto po kolei, bo wątki z pierwszej części wspominane są często w drugiej.

Jest i część trzecia, ale jeszcze nie słuchałam.

Nie oczekiwałam wiele, a miło się zaskoczyłam. Bywa zabawnie, aczkolwiek nie na tyle, żeby głośno chichotać (albo może już jestem za stara na takie reakcje, ech). Bohaterki (bo głównie to książki o paniach) są niegłupie, przeważnie nie irytujące - nawet do Brigitte można się przyzwyczaić, aczkolwiek trudno mi uwierzyć w funkcjonowanie dorosłej osoby mówiącej jednocześnie po francusku, polsku i rosyjsku. Intrygi są ciekawe i, co mi się chyba najbardziej spodobało, ludzie ze sobą rozmawiają ze zrozumieniem.

[1] Trochę mi zgrzytało, że była zdrabniana do Pindzi, ale kimże ja jestem, żeby oceniać.

Inne tej autorki:

#103-104 / #16-17

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday August 12, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj