Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Albo o przeładowaniu

[12.08.2021]

Po kawie w zamku Hrubá Skála spróbowaliśmy poszukać tej nieszczęsnej Mariánskiej vyhlídki przed podjechanie samochodem, ale okazało się, że możemy podjechać, zataczając spore koło, do parkingu, a stamtąd jeszcze iść a iść. Jako że wkradło się już pewne zniechęcenie pt. “jakby było łatwo, to może, a jak nie, to nie”, poddałam się i ruszyliśmy do ruin zamku Trosky. Płatny parking, tłumnie, droga ostro pod górę, nawet dla mnie trasa straciła wszelkie zalety, a dodatkowo, kiedy dobiliśmy do wrót zamku, okazało się, że wejście jest biletowane podobnie jak do czynnych zamków, do kasy kolejka, do zamku trzeba jeszcze iść a iść do góry. A że przed kasą leniwie emitował brzuszek długowłosy kot, po wygłaskaniu kota jednogłośnie stwierdziliśmy, że “e, no nie” i pojechaliśmy na obiad do pobliskiego Jicina, o czym niebawem. A zamek Trosky najlepiej wygląda z oddali. Albo z góry.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 4, 2021

Link permanentny - Kategorie: Koty, Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, trosky - Komentarzy: 2

« Agatha Christie - Trzecia lokatorka - Agatha Christie - A.B.C. »

Komentarze

Basia
Bardzo podoba mi się Wasze podejście do planów ! Ja też mam zasadę, że robimy to, na co mamy ochotę, co jest przyjemnością.Nic na siłę,"bo tak miało być". Ciekawa jestem kulinarnych wrażeń z Jicina!
Zuzanka
@Basia, ja zawsze cisnę, bo mam poczucie, że już nigdy nie wrócę i chcę jak najwięcej. Ale może jednak wrócę, więc może zaczekać?

Skomentuj