Więcej o
Czytam
Chistiania, koniec XIX wieku. Narratorowi, bezimienny literatowi (dziennikarzowi?) kończą się pieniądze, nie pierwszy raz i nie ostatni, gospodyni niedwuznacznie sugeruje, że mógłby zapłacić, nie bardzo już ma co zastawić w lombardzie, ale przecież zaraz za chwilę napisze taki artykuł, że będzie opływał w pieniądze. Tylko musi coś zjeść, bo bez jedzenia nie jest w stanie pisać. Ale skąd pieniądze, nie będzie żebrał, ma swoją godność.
Mam już zwycięzcę w konkursie na tegorocznego Najbardziej Męczącego Bohatera. Typ zajmuje się, jak w żydowskim szmoncesie, kręceniem dookoła pracy, bo nie pracą. Tu pójdzie, tam przyśnie, tu się uniesie honorem, napisałby taki artykuł, ale nie ma świecy, tu zastawi ostatnią kamizelkę, a uzyskane walory roztrwoni, a jak jest głodny, to żuje drewniane wióry, albo się kaleczy, wszak krew jest odżywcza. Z zasobów została mu źle pojmowana duma, więc odmawia pomocy nawet jak ją mu ktoś proponuje, a dodatkowo nie przyznaje się, w jak bardzo kiepskiej sytuacji jest. W zasadzie to chciałby umrzeć, ale jednak nie umiera, do tego zakochuje się w przypadkowo poznanej na ulicy pannie. Po czym ucieka na statek, żeby zacząć nowe życie.
Dla słabszych (to ja) książka zaopatrzona jest w posłowie wyjaśniające ważną rolę tej powieści w literaturze norweskiej, kontrast z mieszczańską stabilizacją, łamanie norm i społecznych tabu:
Zmory egzystencji inteligenckiego proletariusza, jego dumne gesty niezależności i wisielczą grę z własną nędzą, z sytym otoczeniem, z losem przeciwnym, z niezrozumieniem mieszczanina dla jego aspiracji (...)
Witold Nawrocki
Nie dziękujcie. Jedyna zaleta - jest krótka i jak już myślałam, że pójdę po gumkę, żeby strzelać bohaterowi w ucho za każdym razem, jak zrobi coś głupiego, to się skończyła. No nie zachwyt.
#115
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday September 5, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Mężczyzna, zwany niegdyś “Dymitrem”, opowiada narratorowi historię sprzed kilkudziesięciu lat, z czasów świeżo po wojnie. Zostaje warunkowo zwolniony z więzienia, z aluzji można się domyślić, że za działalność w AK w czasie wojny i dostaje zadanie do wykonania. Ma pojechać do Bagnisk, miejsca rządzonego przez jego dawnego dowódcę z oddziału, Zygmunta, który był dla niego wzorem i ma potwierdzić teorię, iż dowódca jest zdrajcą, Złowrogim, który wydawał Polaków Niemcom. Przed nim był już w Bagniskach tajny agent, ale został zdekonspirowany i zabity. Zabiera jednego z współaresztowanych towarzyszy, stosik pieniędzy i jedzie, ale raczej żeby oczyścić imię Zygmunta z podejrzeń. Na miejscu znajduje piękną panią fryzjerkę, z którą tak zupełnie przy okazji wchodzi w bliższe stosunki, również kulinarne, oraz więcej znajomych z czasów okupacji. Sprawa rozwiązuje się podczas partii pokera w nocnym lokalu, a narrator zachwyca się pięknymi nogami dorosłej już córki “Dymitra”.
To dość nietypowy kryminał, mimo udziału milicji, taki bardziej rozliczeniowo-westernowy. Sporo czasu zajmują zachwyty damską anatomią i nocne dyskusje Polaków o pryncypiach. Jeden z bohaterów zastępuje frazą "batożę to" jeden z pospolitszych czasowników, trochę ubolewam, byłoby barwniej bez cenzury.
Się je: niedogotowany kapuśniak z chlebem, wiejską kiełbasę, pieczoną kurę, grzybki w occie, ogórki z beczki i sery rozmaite, jabłka z własnego ogródka, placki kartoflane, jajecznicę, zimne mięsa, sałatkę, pączka, bułkę z masłem, jajka po wiedeńsku.
Się nie je: sandacza pod beszamelem, śledzia po japońsku, rolmopsów, indyka w maladze, czerwonego kawioru astrachańskiego (bo nie ma).
Się pali: papierosy Triumf, gitany, “Magyara”.
Się pije: herbatę z termosu, samogon, starowin, wódkę, burgund, gdański gold-wasser, sok grapefruitowy, koniak, zbożową kawę, wodę borżomi (najlepszą na kaca), kawę z mlekiem.
Się leży: na rekamierce.
Inne z tej serii.
#114
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday September 4, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie, prl
- Skomentuj
Anarchiści bronią opuszczonej zabytkowej willi nad Wannsee[1] przed zniszczeniem przez nieuczciwego dewelopera[2], podczas siłowej ewakuacji w piwnicy zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Jak się okazuje, umarła z powodu krwotoku po niefachowo wykonanej aborcji. Komisarz Katarzyna Ledermacher wprawdzie właśnie jedzie na wakacje, ale już po tygodniu nie może wytrzymać i wraca, żeby dowiedzieć się, że sprawa dotyka ją osobiście - jej konkubent, znany z lewackich sympatii oraz 17-letnia córka wspierają okupujących budynki, bynajmniej nie postrzegając ich jako terrorystów, a sprawiedliwość społeczną - stają się podejrzani w sprawie, a mieszkanie, w którym we troje mieszkają, “przeszukane”. Te dwa wątki - wywłaszczania mieszkańców i niszczenia zabytkowych budynków, żeby na ich miejscu postawić hotele bądź apartamentowce i zyskać na ulgach podatkowych oraz podziemie aborcyjne przeplatają się aż do finału.
Kiedyś podobała mi się warstwa obyczajowa - wyluzowana matka-policjantka, która pozwala nieletniej córce wynieść się do pustej kawalerki, gdzie bez nadzoru może przejść inicjację seksualną. I Berlin Zachodni, od dziecka miałam dużo sympatii do Berlina.
Się choruje: na grypę jelitową.
Się je: keksy (w samolocie), grzanki z marmoladą agrestową lub salami (śniadanie w łóżku), rogaliki z masłem, sałatę, lasagne al forno, zupę jarzynową z mięsem (w domu), kanapki z szynką, kurczaka.
Się pali: również w samolocie, cigarillo, fajkę.
Się pije: słabą herbatę, herbatkę miętową, wino na szklanki, koniak caliente, czystą wódkę (do obiadu), kawę, hiszpańskie wino o oplatanej butelce, potrójną “Bloody Mary” (znajoma striptizerka na śniadanie), wodę mineralną, sok pomarańczowy, neskę, mleko, sok owocowy.
Się napada na bank: banda z Domu Starców. Rześcy staruszkowie, zamaskowani i występujący pod nazwą OPS, Organizacji dla Polepszenia Samopoczucia, napadli na kilka banków i spokojnie usadowili się ze zdobytymi pieniędzmi na Majorce. Korzystając z dobrej opieki prawnej do dziś żyli sobie beztrosko w pięknych, komfortowych willach nad morzem.
Się nie zamawia: rozbierającego się starszego służącego w hotelu w celach rozrywkowych.
Się kupuje na ryneczku: trzy funty śliwek za jedną markę, kwiaty, obrazy z nagimi kobietami z rozkraczonymi nogami i szczegółowo przedstawionymi detalami (jego obrazy szły jak świeże bułeczki (sic!)).
Się jeździ: Orient-Expressem, „czosnkowym” metrem, łączącym turecką dzielnicę w Kreuzbergu ze śródmieściem.
Się przesłuchuje drag queen (który z pasją przebiera się za Katarzynę):
- Ach, te świnie, co go zamordowały. Cudzoziemcy! Przeklęte pedały!
- Pedałowaci cudzoziemcy?
- Ach - rzekł Phelz zmieszany. - To tylko takie wyzwisko, wie pani. Jak się to mówi. Ostatecznie co jest w
naszym społeczeństwie gorszego od pedałów i cudzoziemców. Odkąd nie mamy już do dyspozycji Żydów. Prawda? W rzeczywistości ci dwaj nie byli ani pedałami, na to mam ostatecznie oko, ani cudzoziemcami, to się przecież też widzi.
Inne z tej serii.
[1] Ha, wiem, gdzie to! Oczywiście kiedy pierwszy raz czytałam ten kryminał w końcówce lat 80., wszystko opisane było jak inny świat, również wyjazd Katarzyny na wakacje na Lanzarote.
[2] Jak widać, niektóre choroby transformacji były już wcześniej w RFN, nie musieliśmy wyważać otwartych drzwi w latach 90.
#113
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 2, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie, z-jamnikiem
- Skomentuj
Kilka opowiadań, które stanowią prolog i epilog przygód Arcymaga Krogulca. Zaczątki szkoły na Roke i próba usystematyzowania magii; opowieść o miłości; czarnoksiężnik ze swoim mistrzem ratują wyspę Gont przed trzęsieniem ziemi, a potem nie żądają zaszczytów; pierwsza kobieta-mag na Roke; tajemniczy uzdrowiciel na prowincji irytuje osiadłego czarodzieja-partacza. Każde o czymś innym, ale wszystkie są przepojone głębokim humanizmem i zrozumieniem inności. Niektóre łatwo umieścić w ramach linii czasu całego cyklu, inne są nieco obok, ale stanowią zgrabną pointę do całości. Pewnie niekoniecznie, ale dla fanek bardzo przyjemne. Nie wiem, czemu aż tak odkładałam przeczytanie finału.
Inne tej autorki.
#112
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 1, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
opowiadania, panie, sf-f
- Skomentuj
Końcówka grudnia, kilka dni przed Wigilią. Tereskę Trawną wraz z synem wywiało do rodzinnej miejscowości jej ojca, której nie odwiedzała od wielu lat, co niespecjalnie dziwi, pamiętając o babci Briżit i rozwodzie. W teorii mieli przyjechać na 90. urodziny pra(pra)babci Przybysławy, ale na miejscu niespodziewanie okazało się, że trafili na pogrzeb. I wściekłą babcię Wandę. Poza spisem postaci na początku, dość nieużytecznym w audiobooku, Tereska wyjaśnia Maciejce dokładnie, kto jest kim, w którym pokoleniu i dlaczego jego dwie kuzynki mają na imię Ola. Oraz dlaczego dom jest tak cholernie skomplikowany architektonicznie. Nie zdąża wyjaśnić, czemu atmosfera nie jest najlepsza, bo tuż po udanej próbie wejścia do domu przez okno skręca boleśnie kostkę na kocie o dźwięcznym imieniu Bigos. Zabandażowana kostka unieruchamia bohaterkę, bo nie wróci do domu samochodem, a Andrzej został w domu z powodu infekcji pęcherza, więc jest słabo mobilny. I wtedy zaczyna się ciąg dziwnych wydarzeń - w domu pojawia się nieznajomy mężczyzna, przedstawiający się jako notariusz, ale ponieważ nie ma kworum, wychodzi, po czym następnego dnia zostają znalezione jego zwłoki. Kolejny notariusz, już bardziej znajomy, dawny absztyfikant jednej z ciotek, informuje wszystkich o dziwnym testamencie pradziadka, który zmarł jeszcze w latach 60. Do tego w domu zaczynają się dziać dziwne wypadki; czy to wystarczy Teresce i Maciejce do zaangażowania się w śledztwo? Oczywiście.
Klimatycznie, choć na szczęście nie humorem, intryga przypomina nieco te wczesne, udane książki Chmielewskiej. Jest mocno skomplikowana, toksyczna rodzina z nielicznymi sensownymi jednostkami, dużo historycznych waśni i trudna historia powojenna, która dopiero współcześnie wychodzi na jaw. Oczywiście nie raz cierpła mi skóra i świerzbiły ręce, bo babcia Wanda nie jest najsympatyczniejszą osobą, a o mężu ciotki Agniesi, dwojga imion Janie Jakubie, nawet nie wspomnę. Oczywiście można byłoby całą fabułę rozwiązać szybciej, a pra(pra)babcia Przybysława nie musiała wcale chować testamentu w bezpiecznym miejscu, ale nie byłoby wtedy rozmowy z jodłą i kalesonów dla Maciejki.
Inne tej autorki.
#111/#19
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 30, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panie
- Skomentuj