Więcej o
z-jamnikiem
Mecz Polska-Walia[1] w Cardiff (stąd wiadomo, że clou akcji ma miejsce w marcu 1978 roku), cała męska populacja przed telewizorami, a tu prokuratora wzywają do zwłok, sztuk dwie, z czego jedna okazuje się być pijana w trupa[2], ale druga jednak jest nieżywa permanentnie. Tak naprawdę śledztwo tutaj nie jest jednak prowadzone przez milicję po odkryciu morderstwa, tylko wcześniej, przez 18-letnią Dorotę, córkę państwa profesorstwa. Dorota odkrywa, że cwaniaczek, odwiedzający jej elegancką mamę, jest szantażystą, który przed laty był alfonsem matki w ciężkich powojennych czasach. Nobliwa pani profesorowa, aktualnie przełożona pielęgniarek, była znana w Szczecinie jako Perła, wysokiej klasy, ale jednak kurtyzana. Dziewczyna chce poznać prawdę i zneutralizować gang, żeby chronić matkę; ojciec przez większą część akcji jest "na placówce" za granicą. Przestępcy zmuszają matkę do firmowania zakupu samochodu (który zostaje użyty do przestępstwa, co zwiększa zainteresowanie prokuratora) oraz do przyjęcia pod dach pięknego plastyka, który dzierga etykiety na wódkę w lokalnym oddziale Polmosu. I nie tylko.
Młoda jest egzaltowana, prowadzi ze sobą monologi o Bogu, Lucyferze, cytuje Baczyńskiego, filozofuje, ale jak przychodzi co do czego, nie waha się sprzedać Longinesa przywiezionego przez ojca z Bazylei, żeby mieć środki na uzyskanie informacji (i elegancką sukienkę z komisu). Śledzi członków szajki, szybką ucząc się złodziejskiej gwary, włamuje się do biurka podejrzanego lokatora, prowokuje (również głębokim dekoltem) i doprowadza do wielu aktów przemocy, na szczęście skierowanych głównie pod adresem bandy.
To dość dziwna historia, mocno osadzona w powojennej przeszłości, relacjonowana z punktu widzenia kilku osób - młodego prokuratora[3], nastoletniej Doroty, jej matki i członka bandy, gładkolicego plastyka o brzydkim charakterze.
Autorka ma niezłe rozeznanie w warszawskich lokalach: "Kameralna" na Rakowieckiej, "Rybkol" na Puławskiej, "Bar pod dwójką" przy placu Unii. Wie też, że wprawdzie panowie w dowolnym stadium upojenia wszędzie są mile widziani, tak panie - niekoniecznie.
Kelner także zapamiętał tę kobietę, zażądała coś do jedzenia i setkę wódki. Podał — jedzenia nawet nie tknęła. Było około dziewiątej, o tej porze goście, prawie sami mężczyźni, byli już — z nielicznymi wyjątkami — mocno podpici; samotna kobieta nie powinna w takich barach pić wódki, bo zaraz skoncentruje na sobie uwagę mężczyzn. Szczególną uwagę. Więc wzbudziła zainteresowanie niemal natychmiast, tym bardziej że nie była stara — bardzo ładna i doskonale ubrana. Drażniła innością. W tym barze kobiety pijące samotnie mają wulgarne, wyniszczone twarze, wyzywający makijaż, od razu widać, kto zacz, a ta? Nie sprawiała wrażenia ani alkoholiczki, ani prostytutki. Więc kim była, dlaczego prowokowała tą setką czystej wódki?
Elementem burżuazyjnym (poza piękną willą profesorostwa i brylantem na palcu matki) jest gosposia, Aniela; utrzymuje cały dom w porządku, gotuje i zajmuje się Dorotą pod wieczną nieobecność rodziców, czasem tylko przeszukując - z troski - jej pokój. Taki element osadzający w prozie ("Aniela skomentowała to na swój praktyczny sposób: imieniny się udały, nikt nie ściągnął serwisu na podłogę, nie wysmarował dywanu majonezem i nie zarzygał łazienki").
Się pali: zagraniczne "Caporale" lub papierosy bułgarskie. Się nie je, nawet huczne przyjęcie imieninowe jest opisane enigmatycznie (chociaż wiadomo, że był majonez).
[1] 2:0.
[2] Cucenie pijaka odbywa się w ten sposób, że na zmianę się podstawia pod nos amoniak, a potem naciera kark zimną wodą i tak przez godzinę.
[3] Milicja występuje głównie zadaniowo - odpytują na miejscu czy rzucają bonmotami:
(...) Dostał w kark, potem bykiem w brzuch, i wtedy upadł.
— Mówili coś? — zapytał milicjant.
— Tak… ty skurwysynu — skrzywił się nasz lokator.
— Zwięźle — mruknął plutonowy. — Nic więcej?
Inne tej autorki, inne z tej serii:
#46
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 7, 2015
Link permanentny -
Tagi:
2015, panie, kryminal, prl, z-jamnikiem -
Kategoria:
Czytam
- Komentarzy: 2
Nawet jak na Kłodzińską intryga jest niesamowita. Obcy wywiad gospodarczy, nie mogąc pozyskać polskiego obiecującego naukowca, Adama Zielińskiego, zleca zamordowanie go. Płatny morderca zajmuje się tym sprawnie, po kilku dniach rzeczny patrol wyławia zwłoki.
WTEM do akcji wkracza kapitan Szczęsny, który odkrywa, że jest podobny do denata. Z małą pomocą charakteryzatora, specjalisty od efektów specjalnych, fryzjera i innych specjalistów zaczyna udawać zabitego; ba, nawet przebierać się nie musi, bo polski 007 również nosi czarny beret, zamszową kurtkę i obuwie z Cedetu na górze za 270 zł. Od ręki wprowadza się do mieszkania docenta, zaczyna chodzić do laboratorium, które o tyle wspomaga całą maskaradę, bo jest Ściśle Tajne i docent mało z kim rozmawia i tak. Jak się łatwo domyślić, obcy wywiad w postaci demonicznej firmy "Camilla" (z siedzibą w Hamburgu) jest absolutnie zdezorientowany (jak w komedii slapstickowej - "to kogo w końcu stuknęliśmy?!") i zaczyna działać na dwa fronty - morderca zasadza się ponownie, a naganiacz - dr Kraus - ponownie werbuje naukowca do prac na rzecz firmy "rynkowej".
Są i godne polskiego Bonda gadżety: Elektronowy Pies - narzędzie pozwalające na wykrycie, czy ktoś obserwuje za pomocą podczerwieni czy Neutralizator K-654, pozwalający na zwalczenie efektów każdego narkotyku lub środka usypiającego, dla niepoznaki wmontowany w rameczkę wisiorka ze zdjęciem damy. Imperialistyczne siły zła również nie próżnują - jeżdżą najnowszym modelem Citroena DS-21 w kolorze błękitu ("wyciąga 180, jak dobra droga"). Ale warto być ostrożnym, bo w oparciu pasażera znajduje się igła z narkotykiem, aktywowana przyciskiem przy kierownicy.
Jak w poprzednich tomach, gładki Szczęsny najpierw przybywa prosto z urlopu, na którym wypoczywał z aktualną flamą ("Oszczędź człowieka, niech się wykocha"), potem - już w roli docenta - otwiera drzwi pięknej blondynce, która zaczyna od przygaszenia światła, a potem przybliża usta do jego ust. "Pomyślał, że los po prostu zmusza go do bliskiego zetknięcia się z tą kobietą i choćby nawet tego nie chciał, nie może się już cofnąć. Rzecz w tym, że nagle zaczął chcieć. (...) Całował ją, przestał myśleć o zadaniu, jakiego się podjął, o docencie, o "Camilli" i o tym wszystkim. Delikatnie, gorącymi rękami zaczął rozpinać różowy sweter, kiedy nagle ostro zadźwięczał telefon". Taka sytuacja. Chwile zapomnienia zdarzały się, jak widać, nawet największym bojownikom spod sztandaru generała Moczara, którzy ronią łzy na spektaklu o partyzantach.
Najsmutniejsze jest to, że teraz biedny docent Zieliński pojechałby na kontrakt, machnął jeden antybiotyk czy dwa i wrócił z pieniędzmi na mieszkanie. A tak to wylądował w Wiśle, a cudownego antybiotyku pewnie do dziś nie ma. Ale ideały, partyzantka, laboratorium.
I jeszcze dwa majstersztyki słowne:
Po kwadransie Szczęsny wrócił do pokoju z bułką i kawałkiem kiełbasy. Boczań zreferował mu krótko:
- Babka dzwoniła. Zaczekaj.
- Nagrałeś?
- Tak. Co jest w bufecie?
- Rzeszowska.
- Szynki nie ma?
- Powiedziała swoje nazwisko?
- Kto? - Boczań myślał o szynce, nazwisko tu nie pasowało.
- Ta kobieta.
- Nie. Jest szynka?
- Jest.
Po stawie pływał samotny łabędź, właściwie było to tylko pół łabędzia, to gorsze, widać szukał czegoś na dnie.
Inne tej autora, inne z tej serii.
#80
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 13, 2013
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2013, kryminal, panie, prl, z-jamnikiem
- Komentarzy: 2
Kay wraca na Bermudy, na ślub swojej siostrzenicy z bogatym Ivorem. W bagażu wiezie dla niej suknię ślubną i pamiętnik byłej żony narzeczonego siostrzenicy, która w tajemniczych okolicznościach popełniła samobójstwo. Dodatkowo przez krótki czas Kay była również narzeczoną Ivora, ale przejrzała na oczy i zwiała. Po powrocie okazuje się, że Ivor się nie zmienił, dalej jest zarozumiałym gburem i pewnym siebie manipulantem, tym łatwiejsze więc wydaje się zadanie Kay. Tyle że chwilę przed północą zostają znalezione zwłoki Ivora i nagle cała historia nie staje się łatwa. Każdy - nawet do tej pory zachwyceni zięciem Maud i Gilbert, zakochana w nim sąsiadka Simone, lekarz sądowy mieszkający opodal i podwładny Ivora, młody Don - ma powód, żeby sprzątnąć bogacza. I każdy kłamie. Czasem, żeby dać komuś alibi, czasem dla własnego bezpieczeństwa, czasem ze strachu, nawet Kay. Major Clifford z lokalnej policji pojawia się i znika, czasem podpuszczając uczestników dramatu, czasem pozwalając im wyjaśnić sprawy między sobą.
Dość przewidywalny, chociaż w schemacie "wyspa" trudno wymyślić coś ożywczego. Ale miło się czyta ze względu na duszny, gorący klimat egzotycznych Bermudów.
Inne tego autora, inne z tej serii:
#48
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 22, 2012
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2012, kryminal, panowie, z-jamnikiem
- Skomentuj
Lew Archer jest takim bardziej dociekliwym detektywem i wprawdzie został zatrudniony do znalezienia skradzionego obrazu, ale w ciągu kilku dni rozwiązał sprawę dwóch morderstw sprzed kilkudziesięciu lat oraz dwóch świeższych oraz zrujnował pozornie poukładane życie trzech rodzin. Klimat tak pomiędzy Chandlerem a Sue Grafton (aczkolwiek może to przez to, że część akcji dzieje się w Santa Teresa).
Niby tani obraz, kupiony okazyjnie przez panią domu, znika. Pani domu podejrzewa, że namalował go zaginiony przed 30 laty jej znajomy, rokujący malarz, Richard Chantry. Archer zaczyna śledzić drogę obrazu, tyle że giną kolejne ogniwa uczestniczące w jego sprzedaży - właściciel taniej galerii i słaby malarz, który obraz odkupił od jakiejś kobiety podczas kiermaszu na plaży. Archer zaczyna kumplować się z uroczą panią dziennikarz, jest więc okazja do paru sypialnianych niedomówień. Trochę sobie detektyw jeździ z Santa Teresa, gdzie mieszkają bohaterowie dramatu, do Tucson i z powrotem, trochę biega po samym Santa Teresa i składa elementy układanki, a w międzyczasie filozofuje i nieco w stylu new age obserwuje emocje emanujące ze swoich rozmówców w postaci aury.
Lubię serię z Jamnikiem, nieustająco mnie wzrusza dobór zanęcających cytatów na okładkę. Tutaj jest to o tyle sprytne, że tytuł jest tak trochę z niczego, ot - raz pojawia się w przemyśleniach detektywa.
Inne tego autora, inne z tej serii:
#21
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwietnia 9, 2011
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2011, kryminal, panowie, z-jamnikiem
- Skomentuj
Taka trochę smętna ramotka o wielkim świecie amerykańskich magnatów prasowych kilkadziesiąt lat temu. Obiecujący pisarz Bill, autor świetnego debiutu, przestał pisać, po czym został opuszczony przez piękną żonę Angelikę, która szanowała i wspierała artystów, ale tych tworzących. Intratnie się wżenił w rodzinę C. J. Callinghama, biorąc za żonę jego starszą, nieatrakcyjną córkę Betsy. I tak sobie wygodnie żył do momentu, kiedy nie spotkał przypadkiem byłej żony, ciągle pięknej, choć nieco poobijanej. Wiadomo, damie w opresji trzeba pomóc, ale żeby nie irytować brzydkiej zakompleksionej drugiej żony, warto to robić w tajemnicy. Po czym nagle okazuje się, że nowy protegowany Angeliki, początkujący pisarz Lumb, zaczyna go nachodzić, poznaje jego postrzeloną szwagierkę Daphne i - ponieważ węch ma dobry - chce się z panną żenić. Po czym pojawia się uprzejmy porucznik Trant i zaczyna wypytywać wszystkich o alibi, ponieważ ktoś Lumbę zastrzelił. I nagle się okazuje, że kłamstwa i przemilczenia Teda zaczynają się kumulować, a wszyscy wokół coś ukrywają, nawet ci, co do których zawsze miał zaufanie. Pointa nieco przewrotna, choć spodziewałam się jednak nieco większego kalibru zamieszania.
Inne tego autora, inne z tej serii:
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marca 1, 2011
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2011, z-jamnikiem, kryminal
- Skomentuj
Z pięknego balkonu, pełnego zadbanego bluszczu, spada emerytowany śpiewak operowy. Kapitan milicji jest tym faktem dość przejęty, na równi z troską o wspomniany wyżej bluszcz (który podlewany jest skomplikowanym systemem kanalików i ma się dobrze, a potencjalny samobójca już tak trochę nie bardzo). Śledztwo posuwa się do przodu po części dzięki znajomościom kapitana, który robi dyskretny wywiad w tzw. środowisku (i dowiaduje się, że śpiewak, naiwnie wróciwszy z oper zagranicznych do odzyskanej w '45 ojczyzny, stracił głos, śpiewając w podłych warunkach; gdyby tylko pojechał do Związku Radzieckiego, w którym mimo zniszczeń wojennych były środki na zadbanie o taką gwiazdę, to by jeszcze pośpiewał), a po części dzięki rozkojarzonej i głupawej dziewczynie, która zarejestrowała pod domem denata fiata w kolorze bahama yellow (dla słabszych - pomarańczowy) i kobietę w tureckiej, haftowanej bluzeczce. Nie zdziwiło milicji, że fiat zniknął zaraz z miejsca wypadku, bo "ludzie, co się w życiu dorobili, unikają kłopotów i problemów". Narracja prowadzona jest trzema torami - życie potencjalnego samobójcy, dialogi dwóch małomiasteczkowych przyjaciółek i śledztwo prowadzone przez kapitana. Łatwo się domyślić, że obie panny są z nagłą śmiercią związane.
Dość zabawny jest PRL-owski luksus. Puszysty nylonowy dywan, chiński wazon, tapczan wbudowany w półkę z książkami, loggia z bluszczem i kryształowe lustro grubości 20 cm (oj, nie było to nowe budownictwo). Marzeniem dziewczyny z prowincji była praca w sklepie Mody Polskiej i układanie na półkach bluzeczek z importu. Ale ponadczasowo okazało się, że kłamstwo nie popłaca i kończy się tragicznie.
Inne tej autorki, inne z tej serii:
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maja 12, 2008
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, prl, 2008, kryminal, z-jamnikiem
- Skomentuj