Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla wielka-brytania

Eric Ambler - Maska Dimitriosa

Latimer, brytyjski naukowiec i pisarz kryminałów, spotyka na przyjęciu w Stambule pułkownika lokalnej policji. Od słowa do słowa, pułkownik pokazuje mu właśnie znalezione zwłoki notorycznego zbrodniarza pochodzenia greckiego, Dimitriosa, i opowiada pokrótce jego historię. Latimer, węsząc temat na nową powieść, rusza po Europie śladami przestępstw denata, próbując prześledzić jego życie i odkryć to, czego turecka policja nie wiedziała. Trafia wreszcie na demonicznego pana Petersa, który mami go pół-informacjami, wysyła do polskiego (!) dobrze poinformowanego szpiega, a na koniec zachęca do uczestnictwa w przestępstwie.

Niestety, boleśnie czuć, że powieść jest ramotką (1939). Autor krąży po ówczesnej Europie (Rumunia, Szwajcaria, Grecja, Francja) grzebiąc w archiwach i odpytując ludzi o sprawy sprzed kilkunastu lat. Wszędzie chętnie mu udzielają informacji, wystarczy, że poprosi (no chyba że w grę wchodzi kontakt z francuską policją, która mu grozi aresztowaniem za niemanie paszportu przy sobie). Finał jest zupełnie oczywisty, domyślałam się od 1/3 książki - Qvzvgevbf żlwr, glyxb cbqemhpvł mnovgrzh rxf-jfcółcenpbjavxbjv fjbwr qbxhzragl.

#55/#11

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 31, 2017

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: wielka-brytania, panowie, mwa, kryminał, cwa, 2017 - Skomentuj


Doris Lessing - Lato przed zmierzchem

45-letnia Kate Brown stoi w drzwiach własnego domu na przedmieściach Londynu i szykuje się do podania kawy gościowi swojego męża. Przez ostatnie 25 lat jej życie było wypełnione przyjemną, powtarzalną krzątaniną - czwórka dzieci (już prawie wszystkie dorosły), dom pełen ich gości i mąż, wzięty lekarz, zwykle w rozjazdach. Okazuje się, że za chwilę zapadnie decyzja (w zasadzie zostanie podjęta przez męża Kate), która zmieni resztę życia kobiety. Znajomy męża proponuje jej posadę na wakacje - organizacja rządowa pilnie szuka tłumaczki konferencyjnej z i na portugalski, a Kate zna ten język doskonale (ojciec był Portugalczykiem). Kate się waha, ale dzieci rozjeżdżają się na wakacje, mąż planuje 4-miesięczną praktykę w USA, a dom będzie wynajęty. Oczywiście, mimo początkowych wątpliwości, świetnie sobie radzi w roli profesjonalnej tłumaczki, dostaje więc propozycję dłuższej współpracy w organizacji, co finalizuje przygotowanie kolejnej konferencji, tym razem w Stambule. Po konferencji Kate decyduje się na wakacje w Hiszpanii z przygodnie poznanym, młodszym od niej Amerykaninem. Po różnych dziwnych zdarzeniach, bardzo chora wraca do Londynu, gdzie po rekonwalescencji dojrzewa do powrotu do domu.

Doceniam wnikliwość tej książki - Kate nieustannie analizuje siebie i świat wokół pod kątem roli kobiety. Wyłapuje frazy i wzorce, których ona sama (świadomie i nieświadomie) używa do określenia ról; do pewnego momentu traktuje je jak pewnik, od pewnego - zaczyna kontestować porządek świata, który bez słowa protestu wtłoczył ją wprost z bycia najbardziej pożądaną dziewczyną w okolicy w rolę gderającej, wiecznie krzątającej się matki i zdradzanej żony. Gorzko uśmiecha się, relacjonując rozpad swojego małżeństwa, które jednocześnie traktuje jako bardzo dobre i pełne zrozumienia. Z drugiej strony książka jest przeraźliwie przegadana - autorka wkłada w relację bohaterki moralitet na kondycję ludzkości lat 70. - bezsensowność działań organizacji międzynarodowych i aktywistów, płytkość kontaktów międzyludzkich, zatrucie środowiska, biedę i na tym tle miałkość jest własnych rozważań o negowaniu swoich potrzeb (#problemypierwszegoświata). Dodatkowo przez 3/4 powieści przewija się powracający motyw proroczego snu Kate i jej umiejętności wpływania na fabułę śnienie, w którym niesie umierającą fokę przez zmrożoną krainę. Zapewne ma ogromne znaczenie symboliczne, ale jest męczący i niczego nie wnosi.

#51/#10

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 6, 2017

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, beletrystyka, 2017 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj


Connie Willis - Blackout / All Clear

Nie spodziewałam się, że po doskonałej, przez kilkaset stron trzymającej w ciągłym napięciu "Księdze Sądu Ostatecznego", dostanę drugi taki emocjonalny rollercoster. A jednak. Oxford, 2060[0]. W laboratorium podróży w czasie jak zwykle ogromny nieład, dezorg[1], nikogo nigdy nie można zastać[2], a do tego szef projektu, Dunworthy, zaczyna zmieniać historykom terminy powrotów w przeszłość; brak logiki i brak możliwości negocjacji terminów nie wpływa dobrze na i tak już nerwową atmosferę. Kilkoro młodych historyków wybiera się w czasy II wojny, żeby obserwować codzienność - Michael (Mike) udaje amerykańskiego dziennikarza, przeprowadzającego wywiady z przypadkowymi ludźmi, wyrwanymi z codziennych połowów, żeby ratować żołnierzy z Dunkierki[3], Merope (Eileen) na swoją pierwszą wyprawę wybrała obserwację dzieci ewakuowanych z Londynu, zaś Polly rusza w rok 1940, żeby przez kilka tygodni zrozumieć codzienne bohaterstwo Londyńczyków podczas Blitzu. Po przejściu okazuje się, że trafiają w zupełnie inny czas niż zamierzony (a poślizg jest znacznie większy niż zwyczajowe kilka minut), zaś punkt powrotu przestaje działać. Na początku każde z nich próbuje sobie radzić z sytuacją, uspokajając narastającą w głowie panikę i starając się nie wpływać na żadne istotne wydarzenia, w pewnym jednak momencie (Mike ląduje w szpitalu poważnie ranny podczas niezamierzonego udziału w ewakuacji, Eileen zostaje zamknięta w posiadłości z powodu kwarantanny, zaś Polly przestaje się zgadzać zapamiętana historia z rzeczywistymi wydarzeniami). Od pewnego momentu jednak nie da się opanować paniki, bo wszak ekipa ratunkowa z przyszłości powinna czekać na nich następnego dnia po ich przejściu w przeszłość, skoro nie mają technicznej możliwości powrotu. Brak ratunku może oznaczać, że ich drobne akcje przechyliły szalę wojny na korzyść Nazistów i historia została zmieniona, co w dalszej perspektywie może sugerować brak istnienia w Oxfordzie AD 2060 instytutu podróży w czasie, prowadzonego przez Dunworthy'ego.

Nie mam siły znęcać się nad setkami sytuacji, w których miałam ochotę potrząsnąć bohaterami, podejmującymi nerwowe czynności; wszak nie zrozumiem, jak to jest nagle zostać bez przyszłości, bez możliwości ratunku, nie dosypiając (naloty co noc!) i nie dojadając, patrząc na śmierć wokół. Przestałam zwracać uwagę na irytującą manierę każdego z bohaterów, którzy - oczywiście dla dobra innych - ukrywali swoje obserwacje i spostrzeżenia, opóźniając akcję, nie słuchając nigdy do końca rozmówców i biegnąc na oślep. Wybaczam, chociaż książce nie zaszkodziłoby przycięcie części wątków i powtarzających się sytuacji. Warto mieć oba tomy pod ręką, podział jest sztuczny; ogromnie się cieszę, że nie przeczytałam "Blackout" w 2010, czekając rok na "All clear".

Zgrabniejsza i wnikliwsza recenzja u dees.

[0] Uwielbiam Willis za doskonale opisy machiny biurokratycznej, umiejętne wyłuskanie elementów komediowych i obserwacje cudownego bezsensu tej bieganiny. Wadą jest złe zbilansowanie nastroju książki (identycznie rzecz się miała w "Księdze" - po dość zabawnym chaotycznym początku bohaterowie skaczą w epokę i już do samego końca dzieją się rzeczy dramatyczne. Brakuje kontrapunktu na końcu, wypoziomowania, powrotu do normalności[4]. Akcja kończy się nagle, zostawiając zawieszenie.

[1] Jest to jedna z typowych dla Willis cech narracji, która jednak w epoce zintegrowanych narzędzi do zarządzania aktywnością projektową (wiem, wiem, w 2010 roku było takich narzędzi mniej niż w 2017, ale były i to niezłej jakości) trochę irytuje. Jakże mniej problemów mieliby bohaterowie, gdyby korzystali z jakiegokolwiek narzędzia do zamawiania odzieży z Garderoby czy załatwiania pozwoleń (jedno kliknięcie szefa, będącego w dowolnym miejscu świata, zamiast ścigania go po całym Oxfordzie w celu analogowego podpisu na papierze!).

[2] To jeden z tych błędów fabularnych, który mi chyba najbardziej przeszkadzał. Dunworthy jest nieuchwytny, ma sekretarza-idiotę, nie wyjaśnia nikomu celu swoich poleceń, po czym - żeby ratować historyków - przeprawia się w przeszłość sam, spontanicznie, nie zostawiwszy żadnych dyspozycji dla nikogo w laboratorium. To jest ten jeden moment, kiedy Willis używa sztuczki "nadludzkim wysiłkiem", wprowadzając upartego 17-letniego Colina, który naprawia to, na co Dunworthy swoją bezmyślnością pozwolił.

[3] No ale serio, zaczynam czytać, przeczytałam kilka pierwszych rozdziałów, idę do kina, a tam reklama "Dunkirk" z hollywoodzkim rozmachem. Przypadek? Nie przypuszczam.

[4] Alejakto, że historycy nie mają żadnej rodziny? Nikt na nich nie czeka? Szef się interesuje, wiadomo, ale poza tym nikt? Przyszłość sobie płynie, Garderoba wydaje odzież, a Badri uwija się, żeby zorganizować przeskoki w dowolne epoki?

Inne tej autorki tutaj.

#49-50

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 1, 2017

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, sf-f, panie, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Freeman Wills Crofts - Tragedia w Starvel

Ruth, osierocona przez rodziców i wychowywana przez skąpego wuja, jedzie na kilka dni do dalekiej krewnej na jej niespodziewane zaproszenie. Wizytę, skądinąd przyjemną, przerywa straszna wieść - dom jej wuja spłonął, a śmierć ponieśli wszyscy mieszkańcy - wuj oraz małżeństwo służących. Na miejsce tragedii Nowy Scotland Yard wysyła inspektora Frencha, który nie daje się zwieść pozorom i mozolnie, trop po tropie, wyjaśnia, jak doszło do zbrodni (bo szybko przestaje być oczywiste, że był to nieszczęśliwy wypadek). Śledztwo, jak przystało na książkę napisaną na początku XX wieku, prowadzone jest za pomocą chodzenia z miejsca na miejsce, wysyłaniu licznych telegramów i listów (które dostarczane były błyskawicznie), fałszowania papierów firmowych i podpisów oraz szczegółowego obserwowania przesłuchiwanych.

Ciekawostki: bilet w dwie strony na trasie Dover, Calais, Paryż, Aix-les-Bains z posiłkami oraz trzy dni pobytu w hotelu Splendid w Annecy kosztował 16 funtów, 8 szylingów i 4 pensy, a kartki w paszportach nie były numerowane, więc dało się z dwóch zrobić jeden.

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 1, 2017

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panowie, kryminał, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Luther

Uwaga, zawiera spoilery.

Luther (Idris Elba) jest tzw. samotnym wilkiem - policjantem z dużą siłą sprawczą, rozwiązującym sporo spraw, ale metodami niekoniecznie uznawanymi za etyczne. Tu kogoś wywiesi za okno i wietrzy dopóki delikwent nie wyzna grzechów, tu wyjmie pistolet, nie dziwi więc, że jest powodem śledztwa wewnętrznego, czy aby nie nadużywa uprawnień. Trudno go polubić, bo nawet w stosunku do swoich współpracowników, ludzi, którzy mu ufają, postępuje niekoniecznie fair. Sprawy, które mu się trafiają, też niekoniecznie są łatwe - a to sprytna psychopatka prawdopodobnie zamordowała swoich rodziców, a że jest sprytna, to nie można jej nic udowodnić (za to z dziwnych powodów lubi Luthera i chce się z nim zakumplować), a to skorumpowany i równie sprytny kolega z pracy zabija Lutherowi byłą żonę, zostawiając ślady sugerujące, że it's always a husband. Jak Gregory House był człowiekiem całkowicie oddanym swojej pracy i potrafiącym rozwalić kompletnie życie prywatne z powodu uzależnienia, tak Luther podobnie - na pierwszym miejscu jest praca, za wszelką cenę. A mimo to, jakimś cudem, da się Luthera polubić.

Londyn, w którym pracuje detektyw, jest zupełnie inny niż w takim Sherlocku - brzydki, brudny, posępny; blokowiska i slumsy. Ciągle pada, więc nawet te bardziej urokliwe okolice są szare.

PS Do niedawna byłam z frakcji, że Elba na nowego Bonda, ale po obejrzeniu The Fall jednak wybieram Gillian Anderson. Sorry, mate!-

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 30, 2016

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, kryminał - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


Nick Hornby - Funny Girl

Barbara wygrywa wybory Miss Blackpool, ale zrzeka się tytułu i jedzie do Londynu, bo ma świadomość, że nawet jako Najpiękniejsza i tak nie zrobi innej kariery niż efektowna żona. Tymczasem marzy się jej, że zostanie aktorką komediową, jak Lucille Ball, znana z serialu I love L:ucy. I zbiegiem okoliczności - zostaje, pod ogólnie znanym pseudonimem Sophie Straw (choć jej postać ma na imię Barbara i jest z Blackpool). Książka opisuje powstawanie jednego z bardziej przełomowych brytyjskich sitcomów z lat 60. - "Barbara (i Jim)", przeplatając ze scenariuszami poszczególnych sezonów prywatne życie Barbary i jej współpracowników - scenarzystów, producenta i znanego wówczas amanta, Clive'a Richardsona. W tle kończy się era wsadzania homoseksualistów do więzienia, młody Jimmy Page kręci się za kulisami, Beatlesi w najlepszej fazie, a czytelnik rzuca się do Internetu, żeby sprawdzić, czy serial "Barbara (i Jim)" bardzo się zestarzał.

Glyr żr avr. Nhgbe hzvrwęgavr jchfmpmn j znyval - wnxxbyjvrx ernyvn fą bqqnar qbfxbanyr, gnx żnqartb m obungreój (cbmn manalzv zhmlxnzv) avtql avr olłb. Poza tym zgrabnym twistem jakoś mnie całość nie porwała. Postacie są dość kartonowe, nawet stanowiąca oś wydarzeń Barbara-Sophie (chociaż przez autora często porzucana na korzyść innych, ze stratą dla kompozycji) przechodzi beznamiętnie nad wszystkim - zdradzaniem jej przez narzeczonego, odnalezieniem po latach matki, która bez wahania zostawiła ją w dzieciństwie. Zdecydowanie wolę "Wierność w stereo" i "Juliet, nagą".

Inne tego autora tutaj.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 23, 2016

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, beletrystyka, panowie, 2016 - Kategoria: Czytam - Skomentuj