Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panowie

Nick Hornby - Funny Girl

Barbara wygrywa wybory Miss Blackpool, ale zrzeka się tytułu i jedzie do Londynu, bo ma świadomość, że nawet jako Najpiękniejsza i tak nie zrobi innej kariery niż efektowna żona. Tymczasem marzy się jej, że zostanie aktorką komediową, jak Lucille Ball, znana z serialu "I love Lucy". I zbiegiem okoliczności - zostaje, pod ogólnie znanym pseudonimem Sophie Straw (choć jej postać ma na imię Barbara i jest z Blackpool). Książka opisuje powstawanie jednego z bardziej przełomowych brytyjskich sitcomów z lat 60. - "Barbara (i Jim)", przeplatając ze scenariuszami poszczególnych sezonów prywatne życie Barbary i jej współpracowników - scenarzystów, producenta i znanego wówczas amanta, Clive'a Richardsona. W tle kończy się era wsadzania homoseksualistów do więzienia, młody Jimmy Page kręci się za kulisami, Beatlesi w najlepszej fazie, a czytelnik rzuca się do Internetu, żeby sprawdzić, czy serial "Barbara (i Jim)" bardzo się zestarzał.

Glyr żr avr. Nhgbe hzvrwęgavr jchfmpmn j znyval - wnxxbyjvrx ernyvn fą bqqnar qbfxbanyr, gnx żnqartb m obungreój (cbmn manalzv zhmlxnzv) avtql avr olłb. Poza tym zgrabnym twistem jakoś mnie całość nie porwała. Postacie są dość kartonowe, nawet stanowiąca oś wydarzeń Barbara-Sophie (chociaż przez autora często porzucana na korzyść innych, ze stratą dla kompozycji) przechodzi beznamiętnie nad wszystkim - zdradzaniem jej przez narzeczonego, odnalezieniem po latach matki, która bez wahania zostawiła ją w dzieciństwie. Zdecydowanie wolę "Wierność w stereo" i "Juliet, nagą".

Inne tego autora tutaj.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwietnia 23, 2016

Link permanentny - Tagi: 2016, beletrystyka, panowie - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Neil Gaiman - Amerykańscy bogowie

Cień, odsiadujący wyrok, dowiaduje się tuż przed terminem warunkowego wyjścia, że jego żona zginęła w wypadku. Pracy też nie ma, bo jego najlepszy kumpel też zginął w wypadku, niestety w sposób niedwuznacznie sugerujący, że zajmował się jego żoną, podczas gdy Cień był w więzieniu. Przyjmuje ofertę tajemniczego pana Wednesdaya i zaczyna dziwną podróż po realnych i mniej realnych Stanach Zjednoczonych, patrząc, jak nowi bogowie rozpoczynają wojnę ze starymi bogami, sprowadzonymi przez wiele (często przymusowych) migracji. Wbrew sobie zaczyna włączać się w to, co dzieje się dookoła niego, po części dlatego, że jego martwa żona jednak żyje.

Mam poczucie, że za drugim razem (poprzednio czytałam tak dawno, że nie pamiętałam nic poza wyjaśnieniem tajemnicy zaginionych w miasteczku dzieci) książka zrobiła na mnie większe wrażenie. Dogłębna znajomość amerykańskiej prowincji i zgrabne przejście przez panteon bogów różnych kultur oraz - w końcu to Gaiman - humor i łatwość łączenia wydarzeń dramatycznych z lekką ironią, sprawia, że nie ma w książce gorszych momentów, a mimo sporej liczby stron na końcu pojawia się myśl: "Ale jak to?". Poniewczasie wiem, że można już szybko skoczyć do "Chłopaków Anansiego".

Inne tego autora tutaj.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwietnia 16, 2016

Link permanentny - Tagi: sf-f, panowie, 2016 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1


Michael Connelly - Czarne echo

Harry[1] Bosch kwestionuje orzeczenie koronera, który uznał, że mężczyzna znaleziony martwy w rurze kanalizacyjnej, był narkomanem i przedawkował. Już post factum policjant odkrywa, że znał denata - razem byli w Wietnamie, oczyszczając tunele z lokalnej partyzantki. Szybko kojarzy pewne fakty i powiązuje eks-żołnierza z zuchwałym podkopem pod bankiem, w którym przestępcy opróżnili mnóstwo skrytek.Problem w tym, że kiedy idzie z tym okryciem do FBI, które prowadzi sprawę napadu, zostaje spuszczony na drzewo, a dodatkowo postraszony wydziałem kontroli. Ale nie z niepokornym Harrym takie zagrania, płaszczy federalnych siłą argumentów i dostaje się do zespołu z uroczą agentką Elizabeth. Ze wspólnoty doświadczeń (brat Elizabeth był w Wietnamie) i z krążenia po Hollywood trafiają do łóżka, a potem - wbrew wielu przeszkodom - na trop głównego mózgu całej akcji z napadami.

Na fali modnego profilu FB "Posiłki w szpitalach": kontuzjowany w ramię Bosch dostaje indyka w sosie, kukurydzę, ziemniaki, twardą bułkę oraz ciasto truskawkowe z bit śmietaną. Ale nie je, bo mu się nie chce.

[1] Hieronim. Rymuje się z anonim.

Inne tego autora tutaj.

#22

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 11, 2016

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2016 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


John Steinbeck - Podróże z Charleyem

Steinbeck zabiera psa, pudla o imieniu Charley i kampera, zwanego Rosynantem i w takim składzie wyrusza na wyprawę po Ameryce. Po napisaniu wielu książek, w latach 60. stwierdził, że zbytnio odsunął się od tych, których opisuje. Zaczął zastanawiać się, czy rzeczywiście zna kraj, o którym pisał. Podróż miała mu dać odpowiedź na to pytanie. Ton gawędy się zmienia - od kpiarskiego i lekkiego na Północy do minorowego i pełnego wstydu na Południu, gdzie w dalszym ciągu trwa segregacja rasowa. Nie jest to przewodnik, raczej metaopowieść o podróżowaniu jako takim, samotności, balansie między potrzebą kontaktu a unikaniem go, spotykaniu ludzi, z którymi rozmowa sprawia przyjemność i takich, od których trzeba uciec.

Wynotowałam sobie dwie bliskie mojej naturze podróżniczej obserwacje:

Kiedy byłem bardzo młody i czułem uporczywe pragnienie znalezienia się gdzie indziej, ludzie dojrzali zapewniali mnie, że dojrzałość uleczy te zachcianki. Kiedy zaś lata określiły mnie jako dojrzałego, przepisanym lekarstwem miał być wiek średni. W średnim wieku zapewniano mnie, że starszy wiek uśmierzy moją gorączkę, a teraz, kiedy mam lat pięćdziesiąt osiem, może załatwi to zgrzybiałość. Nic nie poskutkowało.


Myślę, iż w długofalowym planowaniu podróży jest utajone przeświadczenie, że do niej nie dojdzie. W miarę jak zbliżał się ów dzień, ciepłe łóżko i wygodny dom stawały się coraz bardziej pożądane, a moja droga żona nieskończenie cenna. Wyrzekanie się tego na trzy miesiące dla okropności niewygód i niewiadomego wydawało się szaleństwem. Nie miałem ochoty jechać.

Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że wbrew przekonaniu nie czytałam nigdy wcześniej tej książki. Smuteczek, bo przez to omijałam ją przed długie lata z przekonaniem, że przecież już znam. Mam nadzieję, że to jednostkowy przypadek, a nie postępująca powoli amnezja.

Inne tego autora tutaj.

#21

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwietnia 1, 2016

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2016 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Ozzy Osbourne, Chris Ayers - Ja, Ozzy. Autobiografia

Tytuł mówi za siebie - Ozzy opowiada[1] o tym, jak z niezbyt rozgarniętego chłopaka z przemysłowego angielskiego miasteczka został międzynarodową gwiazdą rocka (ale rozumu mu nie przybyło). Dużo anegdot, często już za tą granicą, gdzie jest dobry smak[2], co jednak niespecjalnie dziwi, jeśli mowa o człowieku, który - przypadkiem! - odgryzł głowę nietoperzowi. Co mnie zastanawia, to ile z tego, co się (eks) wokaliście Black Sabbath przydarzyło, nie zostało w książce z różnych przyczyn opisane.

[1] W zasadzie to już na wstępie wyjaśnia, czemu sam książki nie napisał oraz że nie gwarantuje prawdziwości czy rzetelności czegokolwiek ze względu na zaawansowane i wieloletnie korzystanie ze środków odurzających.

[2] Nie żebym się czegoś innego spodziewała, wszak nie od wczoraj cenię w muzyce ludzi, jakby to powiedzieć, ekscentrycznych.

#20

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 27, 2016

Link permanentny - Tagi: biografia, panowie, anglia, 2016 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Maciej Płaza - Skoruń

Wieś pod Sandomierzem, lata 80. (i później). Skoruń - urwis, ladaco i nic dobrego, bezimienny mały chłopiec dorasta wśród sadów i z pozoru leniwej Wisły między religijną matką i skomplikowanym, trudnym w kontakcie ojcem. 7 opowiadań, zazębiajacych się w kolejne ogniwa łańcucha pór roku - zbiór jabłek, spotkanie z handlarzem wodą sodową w miasteczku, budzenie się dojrzałości płciowej, dygresyjna historia powodzi sprzed lat, która zaznaczyła życie ojca, matka użądlona przez pszczołę, śmierć starej sąsiadki; wszystko to splata się w niezbyt łatwe dojrzewanie. Co mnie zachwyciło przede wszystkim, to język. Mocne, gęste znaczeniowo zdania, niespotykane zbyt często słowa; widziałam kolory, czułam zapachy, a na języku smak potu. Jednocześnie nie jest to rzecz do szybkiego czytania, rozkładałam sobie lekturę na kilka miesięcy.

Doskonale się czyta książki napisane przez znajomych (ludzie, ilu ja mam pięknie piszących znajomych, nieustająco mnie to zachwyca), ale niesamowicie trudno się je opisuje. Z wrodzonego lenistwa dodam link do wnikliwej recenzji.

Maciek, czekam na następną.

Inne tego autora:

#19

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 20, 2016

Link permanentny - Tagi: beletrystyka, panowie, 2016 - Kategoria: Czytam - Skomentuj