Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla panowie

Dennis Lehane - Wyspa skazańców

Lata 50. XX wieku. Szeryf federalny, Teddy (Edward) Daniels wraz z nowym partenerem, szeryfem Chuckiem Aulem, płyną na Shutter Island - wyspę, na której przetrzymywani są niebezpieczni, psychicznie chorzy przestępcy. Mają odkryć, w jaki sposób mogła zniknąć jedna z więźniarek/pacjentek, morderczyni trójki swoich dzieci. Personel więzienia/szpitala jest niby przyjazny, ale im więcej zadają pytań, tym bardziej otoczenie staje się wrogo nastawione i ewidentnie widać, że skrywają jakąś tajemnicę. Dziwna i klaustrofobiczna atmosfera na wyspie wpływa na Danielsa, odżywają w jego głowie traumy z drugiej wojny światowej, wspomnienia śmierci dwubiegunowej żony, która zginęła w pożarze wznieconym przez tajemniczego piromana, Andrew Laeddisa. Kiedy okazuje się, że szeryf usłyszał od jednego z pacjentów o tym, że Laeddis przebywa na wyspie, sytuacja zamiast się wyjaśniać, zaczyna się coraz bardziej gmatwać, Daniels musi sobie zadać pytanie z jakiego powodu przyjechał do szpitala: znaleźć zaginioną pacjentkę czy może po to, aby rozliczyć się ze swoimi własnymi demonami. Dokłada się do tego katastrofalny huragan pustoszący wyspę, zaszyfrowane wiadomości, zaginięcie Aule'a, nie wiadomo skąd odnaleziona pacjentka (która jednak może być podstawiona) i wreszcie plotka o latarni morskiej, w której prawdopodobnie prowadzone są niebezpieczne eksperymenty nad farmakologicznym i operacyjnym zarządzaniem agresją; to wszystko doprowadza coraz bardziej chorego szeryfa na kraj zdrowia psychicznego.

I tu w tej powieści twist fabularny jest, jak najbardziej, chociaż najpierw miałam okazję obejrzeć film, za drugim razem zwrot już nie zaskoczył. W wersji filmowej szeryfa Edwardsa gra Leonardo di Caprio.

#64

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 3, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, panowie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Jerome David Salinger - Buszujący w zbożu

To nie jest tak, że uparłam się, żeby obśmiewać klasykę, samo wychodzi. Na swoje usprawiedliwienie mam, że kilkanaście minut przed końcem lotu skończyła się Allende i chwyciłam pierwszą znaną rzecz, którą miałam na kindlu (a potem prawie godzinę czekałam na walizki).

16-letni Holden Caufield został właśnie wyrzucony z kolejnej szkoły. Przyjął ten fakt z ulgą, bo doprowadził do tej sytuacji z rozmysłem- nienawidził szkoły, nauczycieli (poza jednym) i w zasadzie wszystkich kolegów. Po burzliwym wieczorze w internacie, zakończonym bójką ze współlokatorem, który umówił się z jego dawną znajomą (i zasugerował, że się z nią przespał), Holden ucieka do nowego Jorku, żeby na kilka dni “poczuć życie”, zanim wróci z podkulonym ogonem do domu i zbierze od rodziców należną awanturę. W Nowym Jorku młodzieniec między innymi marznie (bo w internacie okradziono go z ciepłego palta i rękawiczek), upija się, próbuje skorzystać z usług prostytutki, ale w ostatniej chwili rezygnuje, po czym zostaje okradziony i pobity, umawia się z dziewczyną, która jednak go zaczyna irytować, więc spotkanie kończy się awanturą. Odwiedza jedynego, sensownego nauczyciela z jednej z poprzednich szkół, niestety mężczyzna robi wrażenie zainteresowanego nim fizycznie, co Holdena obrzydza. Zmęczony, zziębnięty i bez pieniędzy wraca do domu, spotkać się z młodszą ukochaną siostrą Phoebe i podzielić się z nią planami Wielkiej Ucieczki do prostego świata, gdzie nie ma hipokryzji, pozerstwa i żenady świata dorosłych. Phoebe celnie punktuje brata, że za jego problemy nie jest odpowiedzialne otoczenie, co powoduje, że nastolatek jednak nie wsiada w autobus i zostaje drwalem na prerii, tylko po przemyśleniu widzi jasne strony szkoły, z której uciekł.

Niestety jest to jedna z tych książek, gdzie bohatera się nawet jeśli nie nienawidzi, to przynajmniej z poczuciem zażenowania obserwuje się jego zachowanie. Caufield nie szczędzi czytelnikowi swoich przemyśleń na temat obserwowanego z perspektywy nastolatka świata dorosłych, którego to obrzydza i uważa, że on będzie inny. Gloryfikuje dziecinną “uczciwość” wspominając wielokrotnie swojego zmarłego brata Alika i opisując radosną żywiołowość siostry Phoebe (żyjącej). Podobną irytację czułam, czytając “BwZ” w czasach licealnych, więc to nie do końca jest kwestia tego, że #jestemstaraimamzazłe. Tyle że jest wiele książek pokazujących w bardziej strawny sposób postrzeganie świata dorosłych przez dzieci, bez nadęcia, egzaltacji i pogardy wynikającej z niezrozumienia.

#61

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpnia 24, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Bogusław Wołoszański - Twierdza szyfrów

Oparta na faktach powieść, opisująca wyścig naukowców i szpiegów w celu rozpracowania radzieckiego szyfru dyplomatycznego. Na zamku Czocha, w tajnej kryjówce wywiadu, Niemcy konstruują maszynę deszyfrującą, ale mimo wysiłków ekipy ciągle nie działa prawidłowo. Oficer Jorg, który okazuje się być szpiegiem, należącym do supertajnej międzynarodowej organizacji z siedzibą w Paryżu, przypadkiem trafia na rozwiązanie (co jest o tyle zabawne, że udaje się rozszyfrować depesze tylko z powodu lenistwa Rosjan, którzy z braku wystarczającej ilości kart szyfrowych, używali ponownie już wykorzystanych). Po aresztowaniu łączniczki Jorga do zamku udaje się polsko-amerykańska ekspedycja, żeby przywrócić łączność. Pobocznie plączą się wątki amerykańskich naukowców, którzy dla idei donosili Związkowi Radzieckiemu o przełomowych wynalazkach, zwłaszcza związanych z rozszczepieniem atomu.

Nie czepiając się logiki (kwestie związane z kryptografią są solidnie przeanalizowane), wadą dla mnie jest pozostawienie wielu niedokończonych wątków, może w celu kontynuacji. Niestety, autor zostawia czytelnika w pół słowa, zaznaczając, że nie napisał o losach Jorga i Anny-Marii czy o tym, po co Compaigne pojechał do Paryża.

Narratorem w audiobooku jest sam autor, słuchając miałam wrażenie, że to odcinek "Sensacji XX wieku".

#56/#10

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpnia 3, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj


Georges Simenon - Rozterka komisarza Maigret

Komisarz otrzymuje dziwny anonim, w którym ktoś niewyrobionym pismem opisuje swoje obawy w związku ze zbrodnią, która prawdopodobnie nastąpi. Maigret wchodzi do gry, odpowiada na list ogłoszeniem w prasie, a w międzyczasie analizuje kopertę i papier, na tyle nietypowy, że przez manufakturę papierniczą szybko dociera do domu sławnego prawnika Parendona, specjalizującego się w prawie morskim. Prawnik wydaje się bardziej zmartwiony niż zdziwiony listem, chociaż nie dzieli się z Maigretem żadnym przeczuciem, za to z zachwytem opisuje swoje badania nad prawnym ujęciem niepoczytalności. W każdym razie wpuszcza policjanta do domu, pozwala na rozmowę ze wszystkimi domownikami i wyraża zgodę na obecność policyjnej ochrony. Kolejny list, jeszcze bardziej paniczny, ostrzega komisarza, że przez podjęte kroki sytuacja się zaostrzy. I rzeczywiście - mimo policyjnej ochrony zostaje znalezione ciało. Tytułowa rozterka dotyczy przemyśleń Maigreta, który zastanawia się, czy gdyby nie podjął żadnej akcji w związku z anonimem - nie trafił do mieszkania prawnika, nie rozmawiał z kilkoma osobami - tylko poczekał, może zbrodnia by nie nastąpiła albo mógłby jej zapobiec.

Ponieważ jest wiosna, komisarz świętuje rozpoczęcie sezonu obiadem i kieliszkiem pastisu w ulubionej knajpce Dauphine (raz kłamiąc żonie, że zatrzymało go coś w pracy, drugi raz zabierając ze sobą współpracownika). Żonę z kolei zabiera do Dzielnicy Łacińskiej, specjalizującej się we frutti di mare, gdzie komisarz zamówił prawie wszystkie gatunki włącznie z jeżowcami. W domu żona przygotowuje smażoną barwenę, do której piją białe wino, na życzenie też smaży płastugę w przyrumienionym masełku (czy robię się głodna? ależ). Śledztwo prowadzi go na ulicę de Miromesnil, gdzie w znanej zabytkowej knajpce dostaje soczystą i chrupiącą kiszkę [wieprzową] i nie zalatujące przypalonym tłuszczem frytki, a przy innej okazji rumową babkę tonącą w kremie Chantilly. Opodal, w miłym barku na rogu Avenue Marigny i du Cirque popija piwo. W domu prawnika jest częstowany 40-letnim armaniakiem, po odkryciu zbrodni przestaje się krępować - kieliszek koniaku, potem kolejny, pół butelki 6-letniego Saint-Emilion, którego jednak policjant nie poważa, woli zwykłe czerwone, które chętnie osusza z załamanym lokajem.

Inne tego autora tu.

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipca 30, 2018

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, francja, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Ewa wzywa 07

Stanisław Goszczurny - Sylwestrowa noc #17

10 stycznia. Na komisariat w trójmiejskim Nowym Porcie zgłasza się obywatel Soja i z zaniepokojeniem informuje, że zaginęła mu w Sylwestra małżonka, Zofia (również Soja). Wyszli z potańcówki pokłóceni, on przysnął na stacji, a jak się obudził, to jej już nie było. Major Wyzga i kapitan Kowal rozpoczynają poszukiwania - odpytują wspólnych znajomych pary, szukają marynarza, z którym Zofia tańczyła, ale co ciekawe, nie sprawdzają w miejscu pracy zaginionej, czy nie ma od niej żadnej wiadomości. Mimo mocno ograniczonych możliwości (nie ma kamer, telefonów komórkowych czy śladów płatności) udaje im się wyśledzić, co naprawdę zdarzyło się 10 dni wcześniej. Przestępca, któremu rzucono w twarz fakty, opuszcza głowę i się przyznaje.

Się pali: giewonty.
Się nosi w torebce: pantofle (na zmianę), szalik, chusteczkę, kosmetyczkę, gumkę od weka i dowód osobisty.

Adam Hauert - Dlaczego pan zabił moją mamę? #19

Zwykle nie mam problemu z wywęszeniem propagandy w peerelowskich kryminałkach, ale w przypadku tego tomiku zdecydowanie węszę ewidentną szyderę. Śledztwo w sprawie utopionej (a wcześniej otrutej) kobiety oraz pisanych dziecięcą ręką anonimów, przeplatane jest dygresjami o dawnych sprawach kapitana Bolskiego, który dzięki błyskotliwej inteligencji, znajomości życia wyższych sfer, urokowi osobistemu[1] oraz wykształceniu prawniczemu (przed wstąpieniem do milicji był prawnikiem) rozwiązał, na przykład kradzieży ryb w transporcie czy skrywanej ciąży u psów.

Kapitan Bolski był dandysem: “elegancki, zawsze ogolony; major podejrzewał go o używanie wyłącznie angielskich perfum; Bolski zresztą sam bardzo się sobie podobał. Opowiadano o nim w komendzie, że kiedy dostał nagle, nie wiadomo dlaczego, kostropatej wysypki - przestał nawet pić w trosce o urodę. Na szczęście okazało się, że to nie od jarzębiaku, w związku z czym mógł dalej pić bez przeszkód, co zresztą wcale mu nie przeszkadzało w doskonałym wywiązywaniu się z obowiązków służbowych”. Jego współpracownik, plutonowy Wronik, był odpowiednikiem Sancho Pansy - doskonały kierowca, bokser, często w pracy pomagał mu prawy sierpowy. I ten duet dostał do rozpracowania tzw. delikatną sprawę - ktoś rozesłał do kilku większych hoteli w polskich miastach (w tym do poznańskiego Merkurego) anonim z tytułową treścią.

Bolski zaczął od analizy gości hotelowych z hotelu w Warszawie, wykluczając np. aktora skazanego za bigamię, bo ten raczej się ponownie ożeni niż kobietę zamorduje. Potem odwiedził Poznań, gdzie koperta od anonimu skierowała go do Szczecina, gdzie rozpoczął wędrówkę od szkoły do szkoły, pokazując list nauczycielom i już trzeciego dnia znalazł autorkę listu. Połączenie jej matki z jednym z gości warszawskiego hotelu nie było trudne, więc obaj panowie w pożyczonym z komendy milicji krążowniku szos rozpoczęli pogoń przez pół Polski za przestępcą.

[1] Korzystając ze swego znakomitego wyglądu, rozkochał kiedyś młodą dziewczynę, przy pomocy której usiłowano wywieźć z Polski większą ilość bezcennej, starej biżuterii. Dziewczyna doszła do wniosku, że lepsze parę dni miłości w kraju niż nie wiadomo jakie losy za granicą. (...) Bolski zresztą od pierwszej chwili oświadczył dziewczynie, że jest oficerem MO.

Na podstawie książki nakręcono jeden z odcinków “07 zgłoś się”.

Inne z tej serii tu.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 29, 2018

Link permanentny - Tagi: prl, polska, panowie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj