Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla panie

Zadie Smith - Lost and Found

Zbiorek trzech opowiadań, niestety obarczonych tym, co w opowiadaniach najmniej cenię - zarysem akcji i brakiem rozwinięcia, nie wspominając o puencie. Co z tego, że świat ciekawy, język gładki, a postaci budzą zaintrygowanie, jak całość urywa się przed pierwszym zakrętem?

"Martho, Martho" to nowelka o wynajmie mieszkania - Martha, nietypowa, samotna kobieta zjawia się i między wierszami opowiada o swoim życiu podczas ustalania warunków wynajmu i oglądania domu. Ba, wszystko odbywa się między wierszami - i pracowniczka biura pośrednictwa myśli mimo woli o zmianach w swoim życiu, i aktualni lokatorzy zaczynają mówić o zmianie, jaka ich czeka. Historia kończy się tym, że Martha wychodzi, nie podjąwszy decyzji.

"Hanwell w piekle" to wspomnienie, jakim dzieli się z córką tytułowego Hanwella człowiek, który spędził z jej ojcem przypadkiem jedną noc. Nic zdrożnego - najpierw Hanwell podał mi awaryjną kolację w restauracji, potem poprosił go o nietypową przysługę (doradztwo). Między wierszami jest o rozbitej rodzinie i próbie odkrycia, czemu się rozbiła przed laty.

Najbliżej do powieści ostatniemu opowiadaniu - "Ambasadzie Kambodży"; jest najdłuższe, podzielone na rozdziały, a akcja trwa jakiś mierzalny czas. Na przedmieściach Londynu w jednej z willi mieści się Ambasada Kambodży, wchodzą tam i wychodzą różni ludzie, a za wysokim murem ktoś rozgrywa niekończącą się partię badmintona. Fatou, służąca w jednym z okolicznych domów, w zasadzie niewolnica, bo pozbawiona paszportu i nie zarabiająca poza wiktem i łóżkiem do spania, przechodzi obok Ambasady w drodze na basen, z którego nielegalnie (na wejściówkę swoich państwa) korzysta. Historia kończy się, kiedy Fatou z bliżej niewiadomych względów (po tym, jak uratowała życie duszącej się dziewczynce) zostaje zwolniona, a za murem Ambasady w dalszym ciągu trwa mecz.

Inne tej autorki tutaj.

#6

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 29, 2018

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Anna Cieplak - Lata powyżej zera

2001. Samolot porwany przez terrorystów wbił się w wieżowce World Trade Center, co zmieniło kształt wielkiego świata. Czy miało wpływ na dorastanie w prowincjonalnym Będzinie, gdzie celem życia był wypad po kasetę do walkmana na targowisko? Anita, która kończy szkołę podstawową, dochodzi do momentu granicznego - wyrzuca kasety z dzieciństwa, bo oznaką dorosłości i przemiany jest dla niej (i niektórych rówieśników) nowa płyta Paktofoniki. Jak każda (auto)biografia, to nie książka akcji, prowadząca do jakiegoś spektakularnego fabularnego rozwiązania, ale to nostalgiczna (chociaż pozbawiona kolorów) opowieść o czasach post-PRL: komunikacja statusami na Gadu-gadu, pierwsze ciężkie cegły telefonów komórkowych tylko dla zamożnych, perspektywa "do zakończenia szkoły", bo przyszłość jest absolutnie nieznana, układanie swojego dorastania w kontaktach z dorosłymi.

Nie jest to dokument czy świadectwo pokolenia. Ba, nawet sama bohaterka jest pretekstem do pokazania szerszego tła - 40-letnich "starych", którzy łapią jeszcze resztki młodości (będąc oczywiście śmiesznymi dla swoich dzieci), pierwszych nastoletnich miłości, prób aspirowania do tego, co pokazują zagraniczne seriale czy ilustrowane czasopisma. Co ciekawe, Anita z inteligentnego dziecka wyrasta na na wskroś przeciętną nastolatkę, która podejmuje szereg kiepskich decyzji i ląduje "na zmywaku" bez perspektyw, chociaż "rokowała". Czepiać się mogę otwartego zakończenia, pozostawiającego narratorkę tuż przed otwarciem koperty z informacją, która zdeterminuje resztę jej życia; mimo to czyta się gładko, nawet jeśli nie jest tym pokoleniem (ale ma dobrą pamięć).

#5

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota stycznia 27, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Neal Stephenson, Nicole Galland - The Rise and Fall of D.O.D.O.

Melisande, lingwistka pracująca w Harvardzie, zostaje niespodziewanie zagadnięta przez uprzejmego młodego człowieka o wojskowym sznycie, wyrzuconego z gabinetu przez jej zwierzchnika (niesamowitego platfusa umysłowego, o czym się również czytelnik może przekonać później). Młody człowiek, Tristan, okazuje się pracować dla tajnej wojskowej komórki D.O.D.O. i proponuje intratną i ekstraciekawą pracę - tłumaczenie starych, a czasem i starożytnych dokumentów (oryginałów!), którą jednak nie może się nikomu pochwalić, bo CLASSIFIED. Szybko odkrywa, że wszystkie dokumenty dotyczą w istocie jednego - kiedyś magia istniała, tak jak dźwięk i elektryczność, a kobiety, zwane potem wiedźmami, umiały z niej korzystać; w XIX wieku magia zaczęła słabnąć, aż ostatecznie w 1841 roku zniknęła całkiem za sprawą rozwoju nauki (konkretnie - fotografii). Po szczegółowo opisanym przebiegu naukowego śledztwa okazało się, że wiele lat temu jeden z naukowców próbował opublikować pracę, w której - z niejakim zażenowaniem - sugerował, że da się stworzyć kontrolowane środowisko, w którym klasyczna fizyka nie działa; wyśmiany, prac zaniechał. Emerytowany fizyk, Frank Oda, bo o nim była mowa, został błyskawicznie dokooptowany do ekipy D.O.D.O. (wraz z dystyngowaną małżonką) i niedługo później udało się stworzyć coś w rodzaju pomieszczenia Schroedingera, tworzącego przestrzeń nieoznaczoną, w której powinna działać magia. Brakowało tylko wiedźmy, która byłaby w stanie urządzenie przetestować, ale WTEM do Melisande zgłasza się przez Facebook ekscentryczna staruszka pochodzenia węgierskiego, Erszebet, twierdząc, że spotkała Melisandę ponad 150 lat temu i została poproszona o przedłużenie sobie życia na tyle, żeby mogła dożyć do powrotu magii i przywróciła ją światu (mówiła też wiele innych rzeczy, również niezbyt grzecznych). Jak się łatwo domyślić, magia działa, ale tylko w ograniczeniu do pomieszczenia, co skupia plany wojska na podróżach w czasie (kosztem utraty jednego mniej istotnego generała).

Co chwila wracałam do strony tytułowej, żeby upewnić się, czy jednak Connie Willis się do książki nie dotykała - bo są i podróże w czasie, i wojskowe procedury, niebezpiecznie ocierające się o korpo-poprawność. Oczywiście jest typowa dla Stephensona kreacja świata na wielu stronach (nie bierzcie książki, jeśli nie macie trzech tygodni wolnego, zwłaszcza że - jak ja - po angielsku czytacie wolniej niż po polsku), zbudowana z szeregu zapisów wielu osób: pamiętnika Melisande z 1841 roku, sugerującego już na początku, że Coś Poszło Nie Tak, dziennika Rebeki East-Ody, żony Franka, fragmentów intranetowej komunikacji wewnątrz D.O.D.O, listów XVI-wiecznej irlandzkiej wiedźmy czy wreszcie wielozwrotkowej skandynawskiej sagi, opiewającej czynny wielkiego Magnusa, Który Najechał na Walmart (co, nie ukrywam, było całkowicie nieczytalnym kawałkiem). Mimo sporych gabarytów książka zaprawiona ogromną dozą sytuacyjnego i dialogowego humoru zdecydowanie nie nuży (poza tym, dude, wojsko + wiedźmy, czego tu nie lubić?).

Jak to w książkach o podróżach w czasie, można oczywiście się zacząć czepiać (braku) logiki niektórych posunięć, aczkolwiek teoria wielu równoległych linii czasu (różne przeszłości wpływające na jedno dziś z możliwą do rozgałęzienia przyszłością), po których wiedźmy są w stanie nawigować, pozwala na wiele (łącznie z plastycznym zmienianiem dzisiejszego świata z minuty na minutę, tak że człowiek uważa właśnie zmienioną przeszłość za oczywistą). Ja się nie będę czepiać, chociaż były chwile, że chciałam trącić bohaterów z delikatną sugestią, że właśnie po raz kolejny ignorują najprostsze rozwiązanie.

Inne tego autora tutaj.

#3

Napisane przez Zuzanka w dniu środa stycznia 17, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, sf-f, panowie, panie, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Paula Hawkins - Zapisane w wodzie

Małe miasteczko Beckford mieści się tuż obok rzeki; najbardziej znane miejsce to Topielisko, gdzie od kilkuset lat umierają kobiety. Najpierw "wiedźmy" topione podczas próby wody, potem liczne samobójczynie. Nel Abbott, pisarka, podejmuje wysiłek zebrania historii wszystkich kobiet, które zginęły w rzece, co budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza po samobójczej śmierci nastoletniej Kate. Jules, siostra Nel, która do tej pory unikała kontaktu z siostrą, musi wrócić do miasteczka, z którego uciekła przed laty, na jej pogrzeb, bo również Nel nie unika losu, jaki spotkał jej poprzedniczki. Kilka kobiet - Jules, córka Nel - Lena, policjantka Erin, schizofreniczna Nickie, żona policjanta Helen - składają w całość swoją przeszłość, żeby odkryć, do doprowadziło do kolejnej śmierci.

W przeciwieństwie do "Dziewczyny z pociągu" akcja tutaj niespecjalnie się klei w zgrabny finał. Wielowątkowa narracja, skacząca między przeszłością a teraźniejszością, przeplatająca punkty widzenia poszczególnych uczestników wydarzeń, w tym - jak się łatwo domyśleć - mordercy, tej spójności nie ułatwia. Jakkolwiek jedno z morderstw sprzed lat zostało wyjaśnione, do drugiego morderca się przyznał, tak pozostałe niekoniecznie wiarygodnie zostały zamknięte. Trochę się zmęczyłam lekturą i na końcu nie było oczywistego katharsis.

Inne tej autorki tutaj.

#78

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudnia 25, 2017

Link permanentny - Tagi: usa, panie, kryminał, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Tove Jansson - Słoneczne miasto

Zbiór dwóch opowiadań - "Słoneczne miasto" i "Kamienne pole". Pierwsze to epizody z pensjonatu dla emerytów (unika się określenia "Dom starców") w Saint Petersburgu na Florydzie; ludzi, którzy albo nikogo już nie mają, albo są niepotrzebni nikomu. Czytając, nie mogłam się pozbyć myśli, że to postaci z "Doliny Muminków", odarte z baśniowego sztafażu. Jest Mama Muminka (nieco ironiczna pani Rubinstein, potrafiąca rzucić frazą "mój potworny Synu, jesteśmy do siebie bardzo podobni, choć moja inteligencja w szerszym sensie nie przeszła na Ciebie"), pisująca listy do swojego syna, jednak ciągle nie umiejąca napisać tego, co naprawdę czuje, zamiast tego przygotowująca gładką, pozbawioną dramatyzmu narrację, jaką - jej zdaniem - syn chciałby przeczytać. Jest Paszczak/Wuj Truj/Piżmowiec (pan Thompson, często udaje głuchego, uwielbia krytykować książki science-fiction), który jest niechętny towarzystwu, popija ukrywaną pod łóżkiem wódkę, zmuszany do kontaktów towarzyskich bywa niegrzeczny i wybuchowy, co zapewnia mu spokój; w pewnym momencie jednak chce dokonać bohaterskiego czynu w dżungli (oswojonej, w parku tematycznym, ale jednak dżungli). Panna Peabody to Filifionka, zestresowana, usiłująca nadać swoim słowom znaczenie, ale bojąca się każdego dookoła, łatwa do zbicia z tropu. Joe Bounty, młody robotnik sypiający z pomocą domową z pensjonatu, to Włóczykij, podjeżdżający codziennie na motorze; czeka na zew przygody - list od Świadków Jehowy, zapraszający na uroczystość Wniebowstąpienia. Nie zarzucam oczywiście, ze Jansson posługuje się kliszami, ale to kojące, że wzorce znane z Muminków mają się też dobrze wśród ludzi; nagle, po kilku słowach opisu wszystkich się zna.

"Kamienne pole" to lato z życia pewnej rodziny - owdowiałego, starzejącego się ojca, byłego dziennikarza, który w domu na wsi, w towarzystwie swoim dorosłych córek, usiłuje napisać ostatnią książkę. Mam poczucie, że stracił swoje słowa ("wyświechtane, nadwerężone, zmęczone (...), nie nadają się już do użytku. Trzeba by je wyprać i zacząć od początku"), pisanie sprawia mu trudność, a obecność osób, które od zawsze miał za wymagające opieki i zajęte miałkim krzątactwem, dodatkowo go irytuje. Córki też traktują sytuację jako przykry obowiązek: widzą postępującą degenerację sprawnego kiedyś ojca, nadużywanie przez niego alkoholu, ale - również przez pamięć zmarłej matki, która utrzymywała rodzinę w całości - próbują pozszywać rozsnuwającą się materię rodziny. Wszyscy troje czegoś się o sobie uczą, co jednak z tą wiedzą zrobią (i czy nie jest za późno) - nie wiadomo.

Inne tej autorki tutaj.

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudnia 18, 2017

Link permanentny - Tagi: skandynawia, panie, beletrystyka, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Kate Morton - Zapomniany ogród

Australijka Cassandra, owdowiała 40-latka po przejściach, dziedziczy po babci Nell, dom, tyle że niespodziewanie na angielskiej prowincji. Jest to zaskakujące, bo jej babka od zawsze mieszkała w swoim zagraconym mieszkaniu nad sklepem ze starociami. Im więcej historii swojej rodziny Cassandra odkrywa, tym więcej tajemnic i niepokojących faktów się pojawia. Jej babkę znaleziono jako 4-latkę, błąkającą się samą w australijskim porcie; zaadoptował ją pracownik portowy, w którego rodzinie spokojnie rosła aż do momentu, kiedy dowiedziała się o swoim pochodzeniu. Długo szukała w przeszłości, łącząc ślady na mapie, ale nie udało się jej wyśledzić genealogii. Dopiero Cassandra, zaopatrzona w nowoczesne narzędzia i sieć społecznych kontaktów odkryła, co łączyło ogród z labiryntem, ilustracje znanego angielskiego rysownika i zapomniane wydanie pięknych baśni.

To historia trzech pokoleń kobiet, z których każda - w różnym zakresie - poszukiwała własnej tożsamości i jednocześnie próbowała się rozliczyć z przeszłością. Trochę powieść kostiumowa - dorastanie małej Elizy w londyńskich slumsach na początku XX wieku, potem na dworze zamożnych krewnych, trochę współczesna opowieść o powrocie do życia po tragedii.

Inne tej autorki tutaj.

#75

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudnia 12, 2017

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, beletrystyka, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj