Więcej o
kryminal
Koniec października 2022. Jen wycięła dynię, postawiła na oknie i czeka na powrót 18-letniego syna Todda, który się spóźnia, zapewne jako pretekst poda, że zmiana czasu i wcale się nie spóźnił. Nie jest zła, pewnie wymienią jakieś zabawne uwagi przed pójściem spać, pośmieją się we trójkę z Kellym, jej mężem i ojcem Todda. Tyle że nie, bo kiedy widzi wreszcie powracającego syna, podchodzi do niego mężczyzna i dochodzi do tragedii. Jej zabawny, super inteligentny syn wtem wyciąga nóż i wbija go kilkukrotnie w nie spodziewającego się tego mężczyznę. Krew, karetka, policja, Jen nie może uwierzyć, co się stało, ale będzie o syna walczyć, jest prawniczką. Sama nie wie, jak się jej udaje usnąć, ale gdy budzi i rzuca się do działania, jej syn wychodzi z pokoju i zachowuje się, jakby nic się nie stało. I rzeczywiście, jest dzień przed dramatem. Jen próbuje tłumaczyć mężowi, co się stało, znajduje nóż w plecaku syna, oddycha z ulgą, ale gdy budzi się następnego ranka, jest dzień minus dwa, jutro i pojutrze jeszcze się nie wydarzyło, tylko ona pamięta o wszystkim. Miota się, usiłując zrozumieć, co się dzieje, wreszcie dociera do niej, że musi odkryć, co doprowadziło do fatalnego wieczoru i co takiego zrobiła źle jako matka (pozdrawiam!).
Bardzo pyszny thriller, gdzie dojście do źródeł przestępstwa jest nietypowe - bohaterka ma szansę przeżyć różne formacyjne dni z przeszłości bardziej świadomie, aczkolwiek może polegać może tylko na sobie, bo nawet jeśli ktoś uwierzy w jej historię, to i tak następnego-poprzedniego dnia już o tym nie pamięta, bo to się jeszcze dla kogoś nie zdarzyło. Inspiracją był serial “Russian Doll”, nie wiem, czemu nie zauważyłam, to takie oczywiste. Jest trochę zabawy w podróże w czasie, pojawia się nawet naukowiec przygotowany na to, że będzie pracować z takimi podróżnikami. Czekałam trochę na multiverse, wszak Jen świadoma przyszłości zmieniała kolejne dni dla siebie i dla innych. Trochę zaskoczek, tylko finalnej się nie spodziewałam, ale inne podane były prawie że na tacy.
Inne tej autorki:
#88
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela października 8, 2023
Link permanentny -
Tagi:
panie, 2023, kryminal -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
Otóż to nawet nie jest książka w książce, to książka w książce w książce (tak, oglądałam wczoraj Incepcję, dalej ładna, chociaż już mniejszy zachwyt niż dekadę temu). Autorka spotyka się z zaprzyjaźnionym kapitanem Chmurą (“uśmiechnął się pobłażliwie. (...) Jego szarozielonkawe oczy wyrażały życzliwość”), który - żeby zaspokoić jej ciekawość - pokazuje dokumenty nietypowego śledztwa sprzed lat, gdzie mało przydały się mikroślady, a bardziej psychologia i dedukcja. To, co pokazuje, to jednak nie są suche protokoły, ale dziennikarska relacja spisana przez jednego z uczestników wydarzeń (jednak czy wierna faktom?) oraz pamiętnikarskie wstawki opisane przez samego Chmurę. Rzecz się działa w środowisku filmowo-dziennikarskim, z pozoru wśród ludzi “porządnych”, inteligencji i kwiatu kultury[1], ale jak się zeskrobało pozłotę z wierzchu, wyszedł brud, zgnilizna i patologia.
W willi znanego i nagradzanego reżysera, męża równie znanej i nagradzanej aktorki, odbywa się przyjęcie. Na przyjęcie z jakiegoś powodu została zaproszona Jolanta, dziennikarka i pisarka, pogardzana przez środowisko, jakiś czas temu rozwiedziona z mężem, wziętym aktorem, grającym etatowo u gospodarza. Poza nimi w imprezie uczestniczą: kierownik zespołu filmowego, dwóch dziennikarzy, druga żona byłego męża Jolanty, jej były kochanek z nową flamą i (w kuchni) gosposia. Oraz syjamski kot Yogi, przez jednych kochany, przez innych znienawidzony. Towarzystwo za mało zjadło, za dużo wypiło, kiedy zaczęła się szydera z Jolanty, ta wybuchnęła i metodycznie wyliczyła każdemu jego przewiny - zdrady, dzieci w domach dziecka, przemoc wobec starej matki, kradzieże (w tym mienia uspołecznionego), plagiaty i wreszcie morderstwo[2]. Ale zanim była skłonna zrobić formalny użytek z posiadanej wiedzy, zakotłowało się i padła martwa, a chwilę po niej kot. Ja się okazało, ktoś wysmarował kotu pazury cyjankiem, używanym przez reżysera do zabijania tytułowych ciem, których był kolekcjonerem, a ten (kot, nie reżyser) najpierw zadrapał Jolantę, na którą w zamieszaniu skoczył, po czym - oblizawszy łapę z krwi - otruł się sam. Chmura, który nie jest w ciemię bity, rozumie, że każdy coś ukrywa, więc same rozmowy nic nie dadzą, analizuje więc szczegółowo wszystkie powiązania, a finalnie zbrodniarza wykrywa dzięki napisanej przez zamordowaną Jolantę książce o wszystkich jej znajomych.
I tak się zastanawiam, na ile jest to paszkwil na rzeczywiste realia (nadęte środowisko przeciętniaków i pieczeniarzy, którzy wspólnie tworzą towarzyski krąg przysług i szantażu, więc nawet podłość i zbrodnia uchodzi na sucho) i na ile jest to serio (bo czasem czytając takie pasusy - “sprzedalismy je za dewizy tak chłonnym odbiorcom jak Angola, Pernambuco i Rwanda-Burundi” - jednak myślę, że to parodia). Autorka wprawdzie opisuje wszystkich dość czarno, ale jej mizoginia jest nieskrywana. Zamordowana Jolanta - zdradzona przez męża, okradziona przez kochanka, oszukana przez współpracowników, rozczarowana synem w poprawczaku - jest bardzo ostro oceniana: że przeciętnej urody, że zawaliła związek (mimo że to mąż ją zdradzał), że napisany przez nią scenariusz był do niczego (mimo że obiektywni eksperci stwierdzili, że ostateczna wersja była zbieżna z tym, co ostatecznie poszło do produkcji), że nie umiała “odpuścić” mężowi w nowym związku i ciągle chciała od niego pieniędzy (mimo że wcześniej go utrzymywała, zanim stał się znany); Mariola, druga żona byłego męża Jolanty, wprawdzie dobrze tańczy, ale jest niekobieca, zbyt kanciasta, za mało pulchna; z kolei Bożena, aktorka, jest zbyt “postawna” i już po 40, więc brzydko się starzeje oraz nie posiada w ogóle gustu.
Szowinizm codzienny: żonę trzyma się w domu, bo “nie interesuje ją życie zawodowe męża”, baby mają “humory”, a jak się między sobą kłócą, to nic nie widzą oraz są gadatliwe (Chmura zamawia żonie pod choinkę szczeniaka boksera: ”Uważam, że to lepszy prezent niż bluzka. Będzie nareszcie miała na kim wyładowywać swoją energię, kiedy mnie pochłaniają służbowe zajęcia. Już taki bokser da sobie z nią radę... Kanarka zagadałaby na śmierć”). Zaś kiedy przydarza się ciąża… “Cóż jestem winien, że była głupia i nie uważała. Proponowałem, żeby się pozbyła kłopotu, ale nie chciała”. Dla kobiet też nie należy być zbyt hojnym, bo zaczynają uważać to za oczywiste.
Się pali: papierosy, angielską fajkę Dunhilla nabitą tytoniem amerykańskim, kubańskie cygara.
Się pije: “ale nigdy się nie upija”, znakomicie zamrożonego szampana, kawę, herba mate (z Kostaryki!), jaśminową herbatę, nalewkę z mandragory zmieszaną z sokiem granatu (obrzydliwą), jałowcówkę, żubrówkę, dżin i whisky z sokiem cytrynowym, pomarańczowym albo wodą sodową i lodem, koniak.
Się jada: szarańczę opiekaną w ryżowej mączce (z obrzydzeniem, jako starter), słone herbatniczki
z pastą homarową i serowo-ziołową, faszerowane pieczarki i pieczone kabanosy, oblane spirytusem i podpalone.
Popkultura: reżyser próbuje kariery za granicą, ale “w złotej koszulce, jak Polański, chodzić nie będzie”, Chmura obiecuje synowi Jolanty płytę Okudżawy.
[1] Jak ją pedikiurzystka kiedyś niechcący w palec zacięła, to ta „pani” całą michę wody, w której
nogi moczyła, dziewczyninie na łeb wylała. Suszyło się później u mnie w kuchni, biedactwo, i płakało rzewnymi łzami. Tak żadna prawdziwa pani nie robi.
[2] Ocknąłem się i zobaczyłem na tle otwartego okna moją dziewczynę, na wpół nagą, w podartej sukience. Broniła się przed Firką, który wyglądał przerażająco, bo on w ogóle do pięknisiów nie należy, a jak się spije, można się go przestraszyć. Pomagali mu ci dwaj młodzi aktorzy, których nazwisk wolałbym nie wymieniać, też kompletnie pijani. Moja dziewczyna, Kama, lubiła tę melodię, kiedy trochę wypiła, zaczynała wygłupiać się i kaprysiła, że chce fruwać jak ptak. Pewnie i tym razem tak było, a oni pchali ją w stronę otwartego okna i rechotali wstrętnie, rżeli jak konie i bełkotali: „Polataj, polataj, no, pokaż, że umiesz fruwać...” Jeden z tych młodych ludzi miał ustosunkowanego ojca, drugi zaś miał talent. Mówiło się, iż nie należy łamać im życia i kariery. Sprawę zatuszowano. Nikt nie odpowiadał za śmierć mojej Kamy. [pogrubienia moje]
Inne z tej serii, inne tej autorki.
#87
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 29, 2023
Link permanentny -
Tagi:
klub-srebrnego-klucza, kryminal, panie, prl, 2023 -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
Warszawski mrowiskowiec na osiedlu “Za Żelazną Bramą”. Cisi i spokojni mężowie, którzy raz w tygodniu upijają się i biją żony, gospodarz domu handlujący alkoholem, obiecujący poeta, który się rozpił i urządza po nocach ekscesy i hałaśliwe przyjęcia (“i wtedy w całym domu słychać tzw. wulgarne wyrażenia”), bezdomny[1] nocujący na klatce schodowej, lichwiarz, jednym słowem bardzo spokojna okolica. Mieszka tu też porucznik Warycha, któremu wcale się nie podoba okolica i czuje się przeraźliwie samotny[2], ale kiedy się okazuje, że ktoś zabił inżyniera Skotnickiego, mieszkającego na 10. piętrze, ma blisko do pracy[3]. Dozorca twierdzi, że nikt “obcy” nie wchodził, ale szybko się okazuje, że jego słowa nie są wiarygodne, a w mrowiskowcu ruch był jak na Marszałkowskiej. Przestępca jest sprytny, upodabnia się do osób, które chce wrobić w morderstwo, fabrykuje ślady, ale ostatecznie - po kolejnych zbrodniach - wpada, bo Warycha przekartkował “Utraconą cześć Katarzyny Blum”[4].
Przewrotnie, wspomniany zdegenerowany poeta zaprzyjaźnia się z Warychą i po zakończeniu śledztwa planuje napisanie powieści reportersko-kryminalnej o całej sprawie. Pojawiają się wątki społeczne - gdzie kupić pieluchy jednorazowe, nieplanowana ciąża i konsekwencje (wyrzucenie ze studiów), pożyczanie pieniędzy na zabieg “jeszcze wtedy nielegalny”, wreszcie pada kąśliwa ocena emigranta jako kogoś “zmieniającego ojczyzny jak rękawiczki”.
Gender codzienny: kobiety dzielą się na śliczne, szczupłe, wielkookie dziewczyny (chociaż i te czasem histeryzują, na przykład dowiadując się, że ich narzeczony został brutalnie zamordowany) i obrzydliwe, stare baby.
- Miła niewiasta, nie ma co... - westchnął porucznik, gdy Marcjanna Kielak wyniosła wreszcie swoje zwaliste ciało poza drzwi gabinetu.
- Nie zazdroszczę jej mężowi…
Kobieta w niechlujnej podomce musiała być kiedyś ładna. Mogłaby i teraz wzbudzać sympatię, gdyby nie wykrzywiał jej twarzy grymas chronicznej niechęci do otaczającego świata. (...) zanosiło się na wybuch krzykliwego babskiego jazgotu. Porucznik zgodził się w tym momencie z kapralem Kortą: za żadne skarby świata nie chciałby zostać ukarany przez los podobną żoną.
Się pije: winiak gruziński, jarzębiak, wyborową, czerwone wino (w kryształowych pucharkach), coca-colę, żytnią z kłoskiem, piwo, herbatę Yunan, kawę (przechowywaną “dla fantazji” w pudełku po “Nesce”), “harcerzyka” (również na służbie), gin, whisky, Cinzano.
Się śpiewa: nieprzyzwoite rosyjskie czastuszki.
Się wyrzuca: śmieci do zsypu (istotne) albo damską garderobę przez okno podczas libacji (nieistotne).
Się pali: dwa rodzaje gauloise’ów - zwykłe i disque bleu, carmeny, marlboro, klubowe (Warycha), caporale.
Się korzysta: ze współpracy kontrwywiadu.
Się jada: ogórki kiszone, kwas, pokrojona w plasterki kiełbasa, kaszanka z kaszy tatarczanej, którą
przyrządzili na gorąco z cebulką, pomidory, jajko na twardo z majonezem.
[1] Boży ten człowiek należy do wymierającego gatunku ptaków niebieskich, którzy nie sieją i nie orzą, nie pracują, a mimo to jakoś tam żyją. O panu Czesiu należy jednak i to powiedzieć, że jada raczej niewiele. Poza tym nie kradnie, nie powoduje wypadków samochodowych, nie oszukuje przyjaciół. Nie pogłębia również problemów społecznych, domagając się mieszkania w nowych blokach lub punktualnego docierania na miejsce pospiesznych pociągów dalekobieżnych. W godzinach wieczornych, gdy tłok panuje w kawiarniach i rozpoczynają działalność eleganckie lokale gastronomiczne, pan Czesio - gardząc z natury luksusowymi alkoholami - spoczywa już zwykle na którejś z licznych w mieście klatek schodowych, nasycony do woli trunkami w rodzaju wody fryzjerskiej, przesączonego przez chleb denaturatu, kropli Inoziemcowa lub popularnym gatunkiem tanich perfum. Nie absorbuje swoją skromną osobą nikogo. (...) Do otaczającego świata pan Czesio ma stosunek filozoficzny: pełen rezerwy, w zasadzie jednak życzliwy. Zarabia na życie zbierając po śmietnikach puste butelki i jest to zajęcie dosyć godziwe. Nie zdarzyło się nigdy, aby zgromadził więcej, niż to potrzebne do przeżycia kolejnego dnia.
[2] Do czasu, do czasu. Przez całe śledztwo miota się między pracą, a życiem prywatnym, w którym pojawiła się pewna zielonooka blondynka, z którą spotyka się w restauracjach i kawiarniach, a nawet bez skrępowania zabiera do siebie i pojawia się bez żadnego owijania w bawełnę informacja o pożyciu intymnym. Ba, w finale nawet znać w jego mieszkaniu kobiecą rękę, bo na regale stoją kwiaty w wazonach i maskotki.
[3] Jak już skończy przewracać oczami, że ma za dużo zajęć: Nie było mowy, aby wykręcić się od przyjęcia tej sprawy, Warycha nie miał zresztą takiego zamiaru. Żartobliwe wyrzekanie na nadmiar roboty (chociaż nie narzekali również na niedostatek zajęć i obowiązków) należało po prostu do koleżeńskiego rytuału, stałego tematu pogawędek na temat "co by było, gdyby".
[4] Otóż porucznik czytuje książki.
Inne z tej serii.
#86
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 22, 2023
Link permanentny -
Tagi:
prl, 2023, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie -
Kategoria:
Czytam
- Komentarzy: 1
To zdecydowanie nie jest książka dla młodych rodziców, nie czytajcie dalej.
Sierpień 1987. Nastoletnia Hana spędza wakacje u swojej przyjaciółki, Zuzanki i jej starszej kuzynki Magdy, w domu dziadków Třebovických. W poprzednich latach było świetnie, niestety w tym roku posesja została okrojona z wielkiego ogrodu, który dziadek sprzedał, żeby załatwić w spółdzielni mieszkanie dla swojego najmłodszego syna, Petra. Do czasu zakupu Petr z żoną Drahą i kilkumiesięcznym Lukáškiem również mieszka w rodzinnym domu, co wkurza Magdę, bo nie dość, że ukochany ogród zniknął, to jeszcze mały kuzyn bez przerwy się drze, a Draha jest ciągle wściekła i wyładowuje złość na każdym. W tak nabrzmiałej atmosferze nagła cisza pewnego popołudnia powitana jest z ulgą, tyle że ulga szybko zamienia się w tragedię - ktoś piłą tarczową uciął niemowlakowi głowę. Babcia umiera na zawał, Petr trafia do szpitala psychiatrycznego, a tymczasowo aresztowana Draha popełnia dramatyczne samobójstwo, co zamyka śledztwo, jako że według ustaleń milicji nikt nie mógł wejść na posesję, a jedyną osobą z krwią na ubraniu była niestabilna emocjonalnie matka. Mija 25 lat, do emerytowanego szefa Marie Výrovej zgłasza się pisarz, prywatnie mąż Hany, który chciałby opisać tragedię sprzed lat, zwłaszcza że tragedia odbiła się na życiu jego żony, która przypisuje sobie winę za całą sytuację. Kiedy policjantka zaczyna przeglądać akta, szybko wykrywa sporo nieścisłości i równie szybko zaczyna wątpić, że to Draha - w depresji poporodowej i pozbawiona snu od kilku miesięcy - była morderczynią. Wprawdzie śledztwo nie jest wznowione, ale mimo upływu czasu wizja lokalna i ponowne mozolne przepytywanie, które bynajmniej nie przypada do gustu rodzinie Třebovických, przyzwyczajonych już do myśli, że było-minęło, doprowadza do mordercy.
Podobnie jak poprzedni tom, świetnie się czyta; autor ma inteligentny, lekko sarkastyczny sposób opowiadania o wydarzeniach. Saga rodziny Třebovických, swego czasu znanych i wpływowych, pokazuje sporo smaczków na styku przemian systemowych, ale też wchodzi w układy niby idealnej rodziny. Śledztwo prowadzi półprywatnie (w ramach urlopu, serio) tylko Marie, z drobnym wsparciem patologa, który ofiarnie na tuszce królika testuje, jak trudne jest przecięcie cienkiej szyi piłą tarczową.
Inne tego autora.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 11, 2023
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2023, kryminal, panowie
- Skomentuj
Ołomuniec. Docent Chalupa, zasadniczy i pedantyczny pracownik uniwersytetu, prowadzi krucjatę przeciwko uniwersyteckiemu kwestorowi[1], którego złapał na zawyżaniu kosztów remontu budynku uczelni, fakturowaniu rzeczy nieistniejących i działaniu na niekorzyść. Problem w tym, że kwestor był sprytny i poza poczuciem ogólnej niesprawiedliwości nie ma podstaw prawnych, żeby go pociągnąć do odpowiedzialności. Chalupa to wie, bo dwa lata zbierał dowody, próbował zainteresować i prokuratora, i prasę. I jak już czytelniczka ma poczucie, że będzie zabawnie i raczej lekko[2], to Chalupę ktoś morduje strzałem w głowę. Ekipa policji pod dowództwem Marie Výrovej odkrywa niedługo potem, że z tej samej broni zastrzelono też dziennikarza, który współpracował z Chalupą. W obu przypadkach zniknęły też materiały, które zgromadzili, więc policja mozolnie podąża tymi samymi ścieżkami co denaci, żeby odkryć, co spowodowało ich śmierć i kto za tym stoi. Problem w tym, że kwestor właśnie dostał prestiżową posadę w rządzie, sponsorowany przez śliskiego, acz nietykalnego polityka, więc wywierana jest presja, żeby nie drążyć. Dodatkowo w zespole jest komisarz Baran, nie dość, że obrażony o to, że nie został dowódcą, to jeszcze dość luźno podchodzący do zasad i uczciwości, powoduje odsunięcie dotychczasowego zwierzchnika, co mocno burzy spokój w zespole. Pojawia się też szereg innych trudności - detektyw Horová sypia z kolegą zamordowanego, zaś ktoś wysyła detektywowi Edelweissowi zdjęcia jego dzieci z delikatną sugestią, żeby przestał się interesować.
Jakby nie geografia i nazwiska, rzecz się mogłaby ze spokojem dziać w Polsce - efekty transformacji i ludzie, którzy potrafili zrobić wtedy interesy życia, polityka jako uzyskanie nietykalności, rozliczenia z aktywnością w poprzednim systemie czy skansen polityki uniwersyteckiej. Bardzo dobrze napisane postaci, pełnokrwiste, z życiem wewnętrznym (chociaż czasem aż do znudzenia autor przypomina, że Výrova jest fanką Dylana i recytuje jego dyskografię) i rodzinnym[3] oraz - co ciekawe - wcale nie jednoznacznie pozytywne. Bardzo mi się podobało, A. mi pożyczyła, dziękuję.
[1] Skojarzenia to przekleństwo, gdzie te pigułki z suszonej żaby.
[2] Miejscami bywa, zwłaszcza przy opisach uniwersyteckich, czasem wjeżdżają personalia typu Svatopluk Krupa, ale przewijają się przerażające sprawy bestialskiego gwałtu (niezależnie) i brutalnego pobicia (już z wpływem na śledztwo).
[3] Pyszny wątek toksycznej teściowej Edelweissa oraz sąsiadki zamordowanego, zajmującej się “chałupnictwem”, przypadkiem matki szkolnej koleżanki córeczki detektywa.
Inne tego autora:
#82
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 8, 2023
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2023, kryminal, panowie
- Skomentuj
Lata 50., frankistowska Hiszpania. Do małego rybackiego miasteczka przybywa emigrant z Niemiec, Willi Mohr. Uciekł z NRD przez RFN, ma trochę oszczędności, planuje malować, bo mu całkiem nieźle wychodzi, aczkolwiek nie jest to jego marzenie, tylko jego kolegi, który miał z nim przyjechać, ale jednak został w rozczłonkowanej ojczyźnie. Poznaje parę Norwegów - Siglinde i Dana, przez dłuższy czas mieszkają razem, przyjaźnią się, Willi jest zafascynowany piękną blondynką, podobnie jak ich lokalny znajomy, Ramón, jeden z braci Alemany. Razem wyjeżdżają na plażę, imprezują, nie myślą o powrocie aż do dnia, kiedy Dan i Sig wypływają z braćmi na wycieczkę i już nie wracają. Czytelnik wie, że bracia zabili zaprzyjaźnionych z nimi turystów po tym, jak Ramon zgwałcił kobietę, Willi się tego domyśla. Snuje się po wiosce, patrzy oskarżycielsko… Chronologia nie jest linearna, jednocześnie narracja przechodzi do serii przesłuchań najpierw w lokalnej policji, potem w hiszpańskim analogu SB, bo nagle się okazuje, że Willi przypadkiem uczestniczy w partyzantce wspierającej strajki robotników.
Jaka to przykra i nieprzyjemna książka. Sielankę (no, powiedzmy, ja bym to nazwała życiem z dnia na dzień z braku pieniędzy i perspektyw) wakacyjnych zabaw trójki emigrantów przerywają wstrząsające opowieści o brutalnym tłumieniu strajków w kopalniach, prześladowaniu wrogów politycznych, w tym wysiedlonych z własnego kraju Asturyjczyków, indoktrynacji, torturach, dramatycznej biedzie i bezrobociu powojennej Hiszpanii. Danowi i Siglinde jest w zasadzie wszystko jedno, gdzie są i co się dzieje wokół nich, Willi żyje w posttraumatycznym zawieszeniu, wprawdzie nie walczył podczas wojny, bo nie zdążył, ale cały jego świat zniknął; na NRD był za mało ideowy, na RFN zbyt komunistyczny. Dodajcie do tego przemoc wobec zwierząt (zabijanie nadmiarowych szczeniąt), zdecydowanie nie musicie czytać, to nie jest jeszcze ten Wahlöö od łagodnej, nieco ironicznej Szwecji i komisarza Becka.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#80
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 1, 2023
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
kryminal, panowie, z-jamnikiem, 2023
- Skomentuj