Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o beletrystyka

Marie Aubert - Dorośli

Ida jedzie do domku letniego, gdzie wraz z siostrą Marthe, jej mężem Kristoffem i jego 6-letnią córką będzie świętować 65. urodziny matki. Bardzo się cieszy, bo z domkiem ma same miłe wspomnienia, a dodatkowo chce się pochwalić siostrze, że podjęła decyzję umożliwiającą jej potencjalnie zostanie matką, o czym marzy. I świetnie się dogaduje ze szwagrem i jego córką. Tyle że im bliżej innych, tym bardziej wychodzą na jaw zadawnione pretensje, lęki i rozczarowania: Ida, starsza, zawsze czuła się mniej kłopotliwa i bardziej wartościowa niż młodsza siostra, a mimo to cała uwaga rodziny skupiała się i skupia w dalszym ciągu na Marthe. To Marthe boli brzuch, to Marthe jest wreszcie w upragnionej ciąży, to Marthe pomalowała domek na wybrany przez siebie kolor bez konsultacji z Idą, to Marthe zaplanowała imprezę matki, to Marthe matka bardziej kocha. Frustracja narasta i Ida zaczyna odrzucać swoją latami pielęgnowaną łagodność w stosunku do reszty rodziny. Może zwyczajnie nie szanuje matki i wini ją za rozwód przed laty, a swojej siostrze zazdrości nieuzasadnionej atencji otoczenia, męża i ciąży; może jest zwyczajnie rozczarowana samą sobą?

To kompaktowa, ale pełna emocji historia o nieprzepracowanych problemach w rodzinie, o nierównym rozdzieleniu uczuć i odczuwanej niesprawiedliwości. Wali w miękkie, bo oczywiście możemy traktować Idę jako emanację zła, ale z drugiej strony ile w każdej z nas siedzi takich zadr, które kiedyś wreszcie chciałybyśmy wyjąć, żeby się dookoła nich przestało jątrzyć. Klimatycznie pokrewne do prozy Soukupovej, chociaż autorka jest Norweżką; jak widać, gęsto skłębiona rodzina nie zależy od geografii.

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday April 14, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panie - Skomentuj


Magdalena Samozwaniec - Młodość nie radość

Jak się poniewczasie zorientowałam, ten tomik poprzedza czytane wcześniej "Komu dziecko, komu?"; jak już musicie, to zacznijcie od tego. Autorka wprowadza tu rodzinę Hanki, która mieszka z dwiema dorosłymi córkami - artystką Basią i polonistką Moniką; trzecia, Jagna, wyszła za mąż i mieszka z mężem i 4-letnim upiornym Maciusiem; do tego dochodzi sklerotyczna i przygłucha babcia, stanowiąca w tej grotesce element komiczny. Każda z pań ma swoje problemy - Hankę zostawia wprawdzie pogardzany, ale wieloletni kochanek, do tego dla młodszej, więc mimo że jeszcze nie jest taka stara, irytują ją młodzi. Jagna nie może się dogadać z mężem, bo ten bardziej niż żony potrzebuje mamusi, a dodatkowo oboje nie są wielkimi fanami bycia rodzicami. Monika dowiaduje się, że jej śliczny i grzeczny narzeczony jest taki kulturalny, bo woli panów. Na szczęście poznaje równie przystojnego, choć nieco nieokrzesanego piłkarza. Barbara, po próbie odbicia Monice chłopaka, poznaje swojego kuzyna z Ameryki i znęcona wizją dolarów wyjeżdża z nim za granicę.

Jaka to jest przykra książka, jak wszyscy w niej się serdecznie nie cierpią. I tak, wiem, to w założeniu taki humor, ale absolutnie do mnie trafia. Wszyscy wszystkich zdradzają, głównym sposobem komunikacji jest złośliwość i szydera, zwłaszcza jeśli drugiej osobie zbywa na błyskotliwości[1]. Pełno szowinizmu (“ Inny człowiek! — zachwycał się pan domu. — O ile, oczywiście, kobieta może uchodzić za człowieka, he-he-he!”), wyższości i pogardy dla innych, do tego dochodzą żarciki z gwałtu, zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu. Możliwe, że autorka się świetnie bawiła, ale ja już zdecydowanie mniej.

Się je: indyka w galarecie, pierożki z wiśniami, cytryny, jałowcową kiełbasę, chleb, schabowe popijane piwem, pomidory z solą, czekoladki Wedla, owoce, bułkę z szynką, parówki z kwaśnym mlekiem, kaszankę z ogórkiem; kakao, bułki z masłem, salami, pomarańcze (na śniadanie we Włoszech); mleczną kawę, jajka, bułki, banany i mandarynki (śniadanie w Egipcie); amerykańską sałatkę - małe raczki, kawałki ananasa z puszki, pokrajane w plasterki banany, zieloną sałatę, groszek i kawałki szynki; befsztyk tatarski, i śledzika w śmietanie, śliwki w occie i sałatkę z sosem majonezowym, i rybę w galarecie, karpia po żydowsku, kiszone ogórki i sałatkę z mrożonych pomidorów, zimne mięsa (na weselu).

Się pije: francuski koniak, kawę ze szczyptą czekolady, wanilii i sproszkowanej gałki muszkatołowej, prawdziwą whisky z wodą sodową „White Horse“ (sic!), dobre wino, herbatę z termosu, cytrynówkę, czystą, jarzębiak, eksportową, herbatę z cytryną, wino jugosłowiańskie, słodką wiśniówkę.

Się pali: amerykańskie Chesterfieldy i polskie Giewonty.

[1] Miss Czegośtam, tak piękna, jak głupia:

- To futro z etoli... - odparła Danusia, ale widząc ironiczny uśmieszek wuja i obu młodzieńców, zarumieniła się lekko i zmieszana dodała. - Nie wiem zresztą dokładnie, jak się nazywają.
- No, nareszcie jakieś ludzkie słowo z pani ust. Czy maleńka pozwoli, żebym się stał jej cicisbeo?
- Tylko proszę: niech pan się nie wyraża! Nie znoszę tego.
- Oh! - zaśmiał się radośnie. - Ta cudna ignorancja! Ten uroczy brak erudycji! Widzisz, maleńka, cicisbeo znaczy po włosku tyle co opiekun, przewodnik...

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday April 12, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panie, prl, z-jamnikiem - Skomentuj


Lauren Groff - Awanturnica

Niestety, opowiadania, ale co Groff, to Groff, niczego nie żałuję, chyba tylko tego, że każde z nich nie jest oddzielną powieścią. Po części autobiograficzne, jak “Zwiastowanie” czy “Wiatr”, po części to rozliczenie ze strachami, które żyją w głowie autorki - “Birdie” czy “Pod falą”. To historie o decyzjach, traumach, ucieczce, miłości, zmianach w życiu; nie chcę streszczać opowiadań, bo to ze stratą dla nich. Opowiem tylko o jednym, o “Między duszą a cieniem”, gdzie bohaterka przechodzi na wymarzoną emeryturę i… nie wie, co ze sobą zrobić. Kochający mąż szuka jej zajęcia, żona się wkręca w różne aktywności i zakochuje się w instruktorce z jednego z kursów. To opowieść o związku na całe życie, wsparciu i byciu z drugą osobą na dobre i na złe, wzruszające i ładne.

PS Skończyłam ostatnią Tanę French, wracam do świata.

Inne tej autorki tutaj.

#40

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday April 4, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, opowiadania, panie - Skomentuj


Filip Zawada - Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna

To kolejna opowieść z cyklu, że z rodziną najlepiej na zdjęciu. Nie jest łatwo być wnukiem dziadka Szczepana. Weteran wojny, zawsze ma pod ręką jakąś okropną historię, żeby pokazać, że kiedyś było gorzej, bywalec zamtuzów, stręczyciel i erotoman, przemocowiec, pieniacz i brutal. Mimo to, wnuk - czy to pchany przez matkę, czy już później z poczucia obowiązku - odwiedza dziadka, pilnuje jego rozsypującego się domu, ratuje dziadka przed nachodzącą go mafią, wreszcie jest świadkiem siódmego zawału, tym razem ostatecznego. To buduje więź, nawet jeśli ta więź jest patologiczna. Wnuk - co ciekawe, nie pamiętam nawet, jak ma na imię, może się w ogóle nie pojawia w przeciwieństwie do wielokrotnie powtarzanego imienia dziadka - nienawidzi krewnego, ale z drugiej strony traktuje go z bojaźnią i pewnym szacunkiem, trochę jak złośliwego i mściwego boga, z którym nie warto zaczynać, bo i tak się nie wygra. Narrację przerywają cytowane listy licznych flam starszego pana, pokazujące nieco inny obraz człowieka.

Inne tego autora.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday March 31, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Hisashi Kashiwai - Kamogawa. Tropiciele smaków

Boczna uliczka w Kioto, na którą zapuszczają się chyba tylko ci, którzy na pewno tego potrzebują. A do tej grupy należą klienci restauracji Kamogawa; jedna grupa przychodzi, żeby zjeść coś pysznego, druga, żeby odkryć zapomniany smak potraw z przeszłości. I zjeść to coś pysznego. Knajpkę prowadzi ojciec z córką, z ołtarzyka spogląda ze zdjęcia zmarła żona i matka. Oboje gotują, ale dodatkowo ojciec ma niesamowity zmysł śledczy i z garstki oderwanych od siebie, często niekonkretnych wspomnień potrafi odtworzyć smak i zapach sprzed lat, córka zaś umie zadać tak pytania, żeby pomóc wyciągnąć z pamięci dawno zapomniane szczegóły. Dla mnie to książka nie o jedzeniu jako takim, czemu - za chwilę, ale o nostalgii, powrocie do jakiegoś momentu świata, którego już nie ma. I o empatii oraz uważności na drugą osobę. Wiele recenzji skupia się na zachwytach jedzenie, ale mimo że opisy jedzenia zajmują prominentną część wszystkich historii, dla mnie to puste pojęcia: nie lubię szeroko pojętej kuchni dalekowschodniej, nie uruchamia mi się ośrodek głodu, kiedy czytam o sushi, dolewaniu herbaty do ryżu czy tempurze. Zdecydowanie nie jest to wina autora, ani tym bardziej tłumaczki (serdecznie pozdrawiam, ^Aniuklaro!), możecie mieć znacznie bardziej sensualne doznania z lektury.

#30

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday March 15, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, kulinarne, panowie - Skomentuj


Filip Zawada - Weź z nią zatańcz

Stanisław jest bezrobotnym czterdziestoparolatkiem, ciągle mieszka ze starzejącą się matką w nieco niezdrowym układzie, wtem dowiaduje się o śmierci swojego biologicznego, acz od zawsze nieznanego ojca. Pogrzeb, a po pogrzebie dowiaduje się o odziedziczonym mieszkaniu. Z agresywnym psem Rambo i książką o Indianach, którą chyba pod pseudonimem napisał jego ojciec. Ukrywa fakt istnienia psa przed matką, która wprawdzie nie rusza się z domu, ale podejrzewa, że syn ma kochankę. Jednocześnie następuje postęp demencji u matki; miałam wrażenie, że czas w historii jest dość umowny, ale jednocześnie cały czas pojawia się stopniowo oswajany pies Rambo. Dziwna opowieść, bardzo meta, urywana, bogata i zdawkowa jednocześnie - o relacji rodzic-dziecko, człowiek-zwierzę, młody-stary, przeplatana dialogami z lokalnym pijaczkiem-filozofem.

Inne tego autora.

#27

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday March 11, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj