Więcej o
2026
Pociąg relacji Gdynia - Słupsk wyjechał o 6 rano, zadziwiająco punktualnie. Prywatny detektyw Alan Ronin zauważa, że jeden ze współpasażerów nie żyje, zamordowany narzędziem z drewnianą rączką. Jako że przejście do przedziału konduktorskiego jest niemożliwe z powodu zamkniętego WARS-u, decyduje się zaangażować kilka osób do przepytania obecnych w pociągu. Znajdują jeszcze drugie zwłoki, a tuż przed 9 odkrywają mordercę.
To bardziej humoreska, a nie kryminał; jak to u Ulmana, nawał zabawnych nazwisk (Pieczyng, Ronin, Obotrytowicz, Tartar) i sporo zabawnych fraz typu “kobietę o twarzy tak brzydkiej jak otoczenie dworca kolejowego w Słupsku”. Ma to wartość rozrywkową, ale niekoniecznie merytoryczną.
Inne tego autora.
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday January 28, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie, prl
- Skomentuj
Trochę nie wiem, czemu sobie to robię, wszak wiem, że u Louisa nie będzie miło, ale czytam. Tym razem to krótka historia gwałtu i traumy po, autobiograficzna. 20-letni Édouard wraca nieco pijany z imprezy wigilijnej, niesie książki, zaczepia go Reda, młody Kabyl, wydaje się być zainteresowany i nie daje się spławić. Lądują w mieszkaniu narratora, na początku jest miło i konsensualnie erotycznie, po czym Édouard przyłapuje Redę na kradzieży, co prowadzi do eskalacji - próby morderstwa i przemocy erotycznej. Historię poznajemy niejako zza węgła, Édouard słucha zza drzwi, jak jego siostra opowiada ją swojemu mężowi, czasem dopowiada jakieś komentarze. Widać, że już ma dosyć, bo opowiadał wielokrotnie, w różnych miejscach - w szpitalu, na policji, przyjaciołom, ale ciągle siedzi w nim jak zadra, bo może była szansa, żeby ta noc skończyła się inaczej. A może nie.
Inne tego autora.
#10
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday January 26, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Piękna Krystyna Nechayowa poznała doktora Łukasza Zdanowicza w Zakopanem, wykluł się romans, niestety na drodze ich miłości stoi zaborczy acz oziębły mąż, który nie chce dać żonie rozwodu. I wtem Teodor Nechay zostaje znaleziony martwy, otruty zastrzykiem ze strychniny. Podejrzenie pada na kochanka żony, który zostaje aresztowany po znalezieniu dość oczywistych dowodów. Krystyna w to nie wierzy i prosi męża przyjaciółki, nieco szemranego, ale wziętego mecenasa Mitelskiego, o obronę ukochanego. Proces się przeciąga, Zdanowicz zapada na zdrowiu, a w międzyczasie Downar czuje, że jest w sprawie drugie dno. Zaczyna odkrywać, że Nechaya nienawidziło wielu ludzi - na przykład wzgardzona kochanka i jej platoniczny wielbiciel, a do tego są istotne podejrzenia, że jako pracownik MON[1] sprzedawał wojskowe tajemnice obcemu wywiadowi. Autor zdecydowanie nie wyznaje maksymy, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale, bo zza kulis dopowiada cały wachlarz przestępczych działań: mafia w Neapolu, narkotyki, stręczycielstwo, wyjazd do USA… W sprawie pojawiają się same piękne panie, Downar jest zachwycony, bo to jego hobby; nie waha się udać na przesłuchanie do prywatnego mieszkania w niedzielę, całować rączki i prawić tak grube komplementy, że kobiety czują się zażenowane. Dodatkowo ocenia również panów pod względem wyglądu, czując niechęć do rudawego blondyna z czerwonymi dłońmi o grubych palcach. Finał jest należycie zaskakujący, z podwójnym blefem i wkroczeniem milicji tuż przed potencjalnym usunięciem świadka zbrodni.
Szowinizm codzienny: kochanek ignoruje obawy swojej flamy, która obawia się brutalności męża, uspokajając ją wyważonymi słowami, żeby przestała się egzaltować. Nie znosi też, kiedy kobieta płacze, bo wtedy robi się brzydka. Kobiety tracą poczucie czasu, bo się zagadują z kumami o pierdołach. Kiedy są wzgardzone, nie są skłonne do zachowania tajemnicy. Oraz nigdy z nimi nic nie wiadomo, trzeba być przygotowanym na niespodzianki.
Się pije: koniak (noname i Martell), czystą eksportową (pod bigos), kawę, sok pomarańczowy, sok pomidorowy, Chablis, wermut, pomidorowy koktajl, jałowcówkę, wino (pod słone paluszki); drink z gold ginu, soku z grejpfruta i wody sodowej.
Się je: ciastka kruche (do kawy); razowy chleb, grubo posmarowany masłem i z szynką; karpia w galarecie i łososia z rusztu z chrupiącymi bułeczkami (w barze rybnym); kiełbasę, szynkę, jaja na twardo (pod wódkę).
Się pali: Giewonty, a poza tym palą wszyscy, w tym lekarze, a piękne panie dzielą się opinią, że mężczyźni niepalący są mniej męscy.
[1] Nie może to przecież być szef Nechaya, bo przecież to “dawny ideowy komunista, bardzo mocny partyjnie, cieszy się całkowitym zaufaniem Komitetu Centralnego. Nonsens”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#9/#3
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday January 25, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie, prl
- Skomentuj
Zaczynałam trzy razy, ale teraz poszło migiem, może dlatego, że wreszcie przeczytałam ze zrozumieniem, że to nie poemat, a proza, tylko krótkie wersy, bo narratorka ma chore płuca i serce, więc się zatyka. Podejrzewam, że książkę o wiele lepiej czyta się w papierze niż w ebooku ze względu na formatowanie, zgaduję, nie miałam wersji papierowej.
Potop ma miejsce w gdańskim gdyńskim Pekinie - osiedlu bieda, ale jednak domków na wzgórzu, domków, zakupionych legalnie, za które właściciele płacą podatek, mają podpięte media. Tyle że pojawia się Przedstawiciel, który chce mieszkańców wykurzyć, domy wyburzyć, a na wzgórzach zbudować luksusowe osiedle. Halina Pigułowa, Ta Która Opowiada; babka Szwajcerowa, Ta, Która Wieszczy; i Zośka Nadzieja, Ta Która Ma Najgorzej, bo z depresją i musi zarabiać na opiekę nad wredną babcią z demencją: trzy kobiety, które widzą sterowany przez Przedstawiciela rozkład domów ich i sąsiadów, podtopienia, podpalenia, leje krasowe, eksmisje. To wszystko doprowadzi do końca świata, one to wiedzą, a władze ignorują, wszak nie leży w ich interesie utrzymanie bieda domów, do telewizji nie pójdą, bo wariatki z nich zrobią.
Uwielbiam każde zdanie, każdą frazę, kobiecą mądrość i obserwacje, jakie stoją za czasem beznamiętną, urywaną narracją. To relacja ze świata wykluczeń, gdzie jeśli kobiety same sobie i innym nie pomogą, to nie pomoże nikt. To jest moja “Masłoska”, ubolewam tylko, że autorka więcej nie wydała. Obiecuję, że z każdą następną książką nie będę tak zwlekać jak z “Potopem”, nie mam wiele na swoje usprawiedliwienie.
Inne tej autorki.
#8
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday January 20, 2026
Link permanentny -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie -
Kategoria:
Czytam
- Komentarzy: 2
1994, małe irlandzkie miasteczko. Rzecz się dzieje tuż przed znaczącym referendum dotyczącym rozwodów, które próbuje storpedować kościół i politycy; nie zdradzę fabuły, jak powiem, że rok później opcja rozwodów została dopuszczona, całe 30 lat temu. Jak się łatwo domyślić, przeciwko rozwodom protestowano “w obronie” kobiet, które bez mężczyzn nie dawałyby sobie oczywiście rady. Autor opowiada o trzech kobietach - Izzy, żonie lokalnego polityka, zajmującej się “domem”; Colette - poetce-pariasce, która w niesławie wróciła po tym, jak od męża odeszła do kochanka; wreszcie Dolores - w czwartej, nieplanowanej ciąży, z mężem zdradzającym na prawo i lewo. I z tych historii wcale nie wynika, że kobiety bardzo potrzebują swoich partnerów, ale są przez nich wpędzone w zależność, a za nieposłuszeństwo czy próbę emancypacji płacą. Izzy została pozbawiona firmy, żeby miała czas dla dzieci, a mąż torpeduje kolejne próby przedsiębiorczości, zostawiając jej czas na wolontariat i kościół. Colette mąż za karę odciął od dzieci i pieniędzy, mimo że w ich związku od dawna nie było uczucia, a aktualnie spotyka się z inną kobietą. Ignorowana przez męża Dolores obserwuje, jak ten chodzi na noc do innej kobiety i nie może nic z tym zrobić, przecież jej nie bije i zarabia. Wszystko dzieje się w atmosferze plotek i skandalu, mała społeczność, wszyscy wszystko wiedzą i widzą. Po czym następuje tragedia i płonie jeden z domów.
Doskonale napisana książka o patriarchacie i nierównościach w związkach, z typowo irlandzką lekkością, gdzie ironia i dystans przeplata się z tragedią. Co ciekawe, autor jest mężczyzną, a perspektywa narracji jest typowo kobieca; wiem, można przewracać oczami, że faceci wyjaśniają nam świat, ale tym razem autor widzi trochę ponad przeciętną.
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday January 19, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Autorka znana jest głównie z sielskiej relacji osiedlenia się w Toskanii, gdzie słońce, przyjaźni sąsiedzi, zieleń i błogi spokój albo - w kontraście - nieznajomość języka i zwyczajów, niechętne obcym lokalne kliki, brak ogrzewania zimą i inne facecje, na jakie trafia obcokrajowiec. Tym razem nie jest o drugiej młodości we Włoszech, a o Południu, na którym autorka się wychowała. I bynajmniej nie jest sielsko, wspomnienia Mayes są gorące, jeśli chodzi o piękno przyrody czy pogodę, ale znacznie chłodniejsze, jeśli chodzi o rodzinę. Była najmłodszym, późnym dzieckiem, jej siostry już opuściły dom rodzinny, ona została z wiecznie kłócącymi się rodzicami - ojcem furiatem i wiecznie nieobecną, niedostępną matką. I mimo uwielbienia dla Północnej Karoliny, wiodącym motywem w życiu dorastającej dziewczyny była chęć ucieczki i usamodzielnienia się. Kolejne zmiany życiowe - wczesna śmierć ojca, udar i niepełnosprawność matki - nie wytrąciło jej z tego kursu.
Wspomnienia są też opisem zmian, jakim ulegało Południe i obyczajowość między latami 50. a 70. Niewypowiedziane, ale widoczne zasady segregacji, mniej lub bardziej maskowany rasizm przy jednoczesnym współistnieniu białych i czarnych; dziś trudno to zrozumieć, wtedy było normą. To bardzo ciekawa relacja z minionych czasów, nie lukrowana, dodatkowo autorka ma łatwość prostego i szczerego pisania o rzeczach trudnych. Wada - sporo odniesień do amerykańskiej historii i literatury, są przypisy, ale poza udowodnieniem erudycji autorki nie wzbogaca to opowieści.
Inne tej autorki.
#6
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday January 16, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie
- Skomentuj