Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Sama akcja jest dość pretekstowa - inspektor Rogosz zostaje poproszony o odłożenie do archiwum sprawy sprzed 20 lat - napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego zginął jeden z milicjantów. Zgadza się niechętnie, ale już za chwilę wpada na trop - w różnych miejscach Polski zostały znalezione zwłoki potencjalnych samobójców, niby nic ich nie łączy, ale Rogosz ma PRZECZUCIE. I rzeczywiście, wyprasza ostatnią szansę i wykrywa grupę znajomych, którzy przed laty dokonali pechowego napadu, po czym się rozjechali po Polsce, a pieniędzy i tak nie zyskali, bo zostały odnalezione przez milicję. Za to ile tu detalu obyczajowego! Żona inspektora umarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nie żeby wielka miłość wcześniej, ale trochę żal. Samotnie wychowuje nastoletniego syna, co powoduje liczne problemy logistyczne, bo Rogosz mało czasu spędza w domu, na szczęście młody jest bezproblemowy i zajmują się nim współpracownicy Rogosza, w tym zakochana w inspektorze sekretarka szefa. Do tego ma depresję - budzi się rankiem zmęczony i z zazdrością patrzy na pracowników Spółdzielni Inwalidów, którzy czerpią radość z pracy mimo że są “ciężko przez los doświadczeni”. Ociera się o środowisko waluciarzy i dam negocjowalnego afektu, oczywiście z poczuciem wyższości i niechęcią, za to zakochuje się w uczciwej żonie podejrzanego, z którą pracuje pod przykrywką. Niestety, w momencie aresztowania sprawcy sprawa się kończy, nie wiadomo, czy Rogosz spróbował z piękną panią Krystyną, czy finalnie wrócił do zakochanej w nim współpracowniczki.
Się je: kaszankę ze świniobicia, kanapki i jabłka (w trasie), obfite śniadania (twarożek, sery, płatki różowej szynki); mandarynki, banany i pomarańcze (jak się kupi przed świętami), rogale i solanki (kupowane poza kolejką, bo ekspedientka zna Rogosza), szarlotkę (od sąsiadki), sztukę mięsa i flaczki (na stołówce), lody “Ambrozja” (w Hortexie); rosół z makaronem, gotowane mięso z kartoflami i marchewką, na deser kompot z jabłek (ostatni posiłek denata), suche bułki z nadmiarem masła (Rogosz chciał śniadanie - jajecznicę, mleko i bułki, ale dowcipny kelner “w idealnie brudnym fartuchu” zaproponował bigos, śledzika i nóżki oraz setkę lub pięćdziesiątkę), wiedeńskie śniadanie (w hotelu); jajka na twardo owinięte w plastry szynki, rozmaite marynaty, pasztet domowy ozdobiony niby koroną białą rzepą (na domówce); szynkę (na święta, ale sznurkową, nie z puszki), konserwę rybną, czekoladę (dla syna); precelki, nadmuchaną kukurydzę, słone paluszki (można gościom).
Się pije: mocną herbatę, brazylijską kawę (od pacjenta z ambasady), “marago”, sok porzeczkowy (syn Rogosza), złocisty koniak (z kieliszków “tulipanków”), “Budafok”.
Się przynosi: bukiecik na biurko koleżance z pracy, goździk i kopertę (przy przejściu na emeryturę).
Się całuje: rączki paniom, obowiązkowo, nawet tym grubym, brzydkim i starszym (sic!).
Się nosi: levisy, haftowaną koszulę z “Juniora” (syn Rogosza).
Się nie nosi: kożucha z Cepelii, bo Rogosz był ponad załatwianiem takiego czegoś.
Się czyta: Agathę Christie, kryminały spod znaku „Srebrnego Klucza", czy zabawne „Jamniczki”.
Się pali: dużo (zwłaszcza pan, nomen omen, Kopeć).
Bawiąc-uczyć: jak się pisze protokół zamknięcia sprawy.
Się nie ma: nadmiernego zaufania do techniki, może kiedyś komputery wytypują mordercę, ale Rogosz w to nie wierzy.
Się obwinia: oczywiście ofiarę. Jest takich opinii więcej, przy którejś już mnie zemdliło.
(...) Znowu przypadek dziewczyny, która poszła do obcego mieszkania z chłopcami poznanymi na przystanku autobusowym.
Rogosz zastanawiał się głośno:
- Czy w tego rodzaju przypadkach nie można by zadziałać prewencyjnie? Jeżeli te idiotki w końcu zrozumieją...
Chmura wzruszył ramionami.
- Co ty wiesz o dziewczętach? Każda jest teraz znakomicie uświadomiona i nawet te z zapadłej wsi czytały o gwałtach zbiorowych. Gubi je zarozumiałość, jak każdego człowieka - i tu nieprzypadkowo spojrzał na Kopcia. - Taka dziewczyna wie, że jej poprzedniczki zostały oszukane. Ale w niej jednej facet zakochał się od pierwszego wejrzenia. I ryzykuje wizytę. Tylko nikt mi nie wmówi, że z naiwności.
Się jest przykładnym mężem: oddaje się prawie całą pensję i pije w sposób umiarkowany (Rogosz).
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#86