Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla Seriale

Californication

Wbrew tytułowi serial nie ma wiele wspólnego z płytą Red Hot Chili Peppers, aczkolwiek ma bezbłędną ścieżkę muzyczną. Hank - pisarz, autor bestsellerowej i sfilmowanej powieści, cierpi na zanik weny w pięknej i słonecznej Kalifornii. A to przeleci świeżo poznaną pannę, a to łyknie albo wciągnie jakiegoś draga, a to spędzi kolejny wieczór na rozmowie z potencjalnym zainteresowanym, który mógłby wydać jego książkę, gdyby tylko ją napisał, w międzyczasie odwiedzając byłą partnerkę i matkę ich wspólnej córki, która właśnie planuje ślub z nowym partnerem. Jak się łatwo domyślić, Hank dojrzewa do tego, że jednak chciałby do ex-partnerki wrócić, co powoduje szereg komplikacji.

Pod względem akcji serial nie jest specjalnie wyrafinowany, bo głównie odbywa się na płaszczyznach damsko-męskich i rodzinno-przyjacielskich. Jest za to prześlicznie filmowany (reżyser chyba lubi Los Angeles tak jak Woody Allen lubi Nowy Jork), bardzo tekściarski, zdecydowanie dla dorosłych ze względu na dużą liczbę kwestii związanych z życiem erotycznym i wulgaryzmów. Bardzo na tak ze względu na odtwórcę roli Hanka - Davida Duchovnego, który bez Scully i paranoi jest znacznie przyjemniejszy. Na razie jeden krótki sezon (12 odcinków), jesienią w planach drugi.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marca 19, 2008

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


House M.D.

Jak już wspomniałam przy okazji Scrubsów, nie jestem fanką seriali medycznych. House ma medycyny dużo, bo w zasadzie każdy odcinek toczy się według schematu: przychodzi pacjent, co to nie wiadomo, co mu jest, House wynotowuje objawy, zespół robi analizy i do połowy, a czasem 3/4 odcinka zgadują, co to za egzotyczna choroba tym razem jest, przy czym zwykle House zgaduje najwcześniej, a potem dajem hinty, żeby reszta nadążyła. Dodatkowo pojawiają się zwykle dość obleśne wizualizacje tego, co choroba robi w środku pacjenta (typu coś obleśne smolistego wylewa się do naczyń krwionośnych albo coś pęka z obrzydliwym *plop*). Tyle na medyczny minus (w niektórych przypadkach zdarzało mi się nie patrzeć na ekran). Na plus - doskonały Hugh Laurie, grający tytułowego dr. House'a, niesamowicie egoistyczny, zarozumiały i bardzo tekściarski kulejący diagnostyk, uzależniony od środków przeciwbólowych, do tego dość różnorodny set aktorów drugoplanowych, służących do tego, żeby jeździć do domów pacjentów i znajdować potencjalne źródła chorób czy też do wzajemnego toczenia konfliktów i pokazywania kawałków życia osobistego oraz różnorodnych interakcji z Housem. Serial o wiele lepiej ogląda mi się z wikipedią pod ręką, co radziłabym i scenarzystom, bo po co wszyscy się mają męczyć cały odcinek, szukając diagnozy, skoro w wiki są już wszystkie opisane. Nie jestem szczególnie zachwycona, ale nie jest to bardzo zły serial.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lutego 7, 2008

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 8


Futurama - Bender's Big Score

Duża okazja dla tych, co tęsknili za bohaterami Futuramy po obejrzeniu serialu. Firmę profesora Farnswortha przejmują źli kosmici, którzy za pomocą spamu łapią naiwniaków i pozbawiają ich całego majątku ("We are glad to announce that you're a lottery winner!"). Bender jest chamski, pije, zdradza przyjaciół (tym razem ma alibi w postaci wirusa, który podporządkowuje go nowym panom). Fry odkrywa, że ma na pośladku kod umożliwiający podróże w czasie i przez cały film zastanawia się, czy zostać w roku 2001, czy wrócić do 3001, Leela - czy wyjść za faceta, który wydaje się być kimś idealnym dla niej, czy nie, a Hermes usiłuje przyczepić odciętą głowę do ciała (bo dziecko musi mieć ojca).

Jedyną wadą filmu jest to, że nie został rozbity na odcinki serialu. Natłok dowcipów i tekstów jest dość przytłaczający w masie i po półgodzinie zaczął mnie męczyć.

Jeszcze uwaga dla tych, co nie widzieli serialu. Absolutnie warto, ale zdecydowanie lepiej zacząć od serialu. Raptem 5 sezonów, świetna kreska, zabawne i świeże, bardziej zróżnicowane i niepolityczne niż Simpsonowie.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lutego 2, 2008

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 4


Weeds

Film "Saving Grace" pokazał, że da się prowadzić dalsze życie mimo nagłej śmierci męża, jak i że na dilowaniu zieloną rośliną da się nieźle zarobić. W zasadzie o tym samym jest "Weeds" - mieszkająca z dwoma synami w snobistycznej suburbiowej dzielnicy Agrestic Nancy odkrywa w sobie talent do rozprowadzania nielegalnych środków pochodzenia roślinnego. Zamiast angielskiej prowincji i nobliwej starszej pani jest amerykański styl życia, seksowna i dynamiczna MILF, tęskniąca za przedwcześnie i nagle zmarłym mężem, synowie, z których starszy zaczyna przeżywać kryzys autorytetu matki, a młodszy nie bardzo radzi sobie z życiem z piętnem dziwaka i sieroty. Bardzo bogaty drugi plan - afroamerykańska rodzina, od której Nancy kupuje towar, latynoska pomoc domowa Lupita podczas menopauzy, radny miejski z kolegami, którzy są głównymi odbiorcami towaru i pojawiający się znienacka lekkomyślny i nieodmawiający żadnym uciechom szwagier. Jest zabawnie, bardzo tekściarsko, czasem drastycznie i kontrastowo. Ot, drug-dealing wśród Desperate Housewives.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek stycznia 8, 2008

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


Unit (Jednostka)

Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo Murzyn jest panem White, a biały - panem Black).

Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.

Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 8, 2007

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


Scrubs (Hoży doktorzy)

Zacznijmy od tego, że nie lubię seriali medycznych. Nie kręcą mnie opisy chorób, oglądanie leżących płasko ludzi lub - co gorsze - zawartości ludzi, która aktualnie jest cięta, wyjmowana bądź robią z nią jakieś dziwne rzeczy. Szczęśliwie w Scrubs tego, czego nie lubię, jest mało. Dużo za to jest niepolitycznego humoru dla ludzi inteligentnych. Złośliwego, cynicznego, 5eksistowsko-feministycznego, czasem chamskiego, ale jednak o poziom wyżej niż w Jackassie. Na początku zżymałam się trochę na określenie Zofii, że jest taki jak My Name Is Earl. Ale po jakimś czasie muszę się zgodzić - to ten typ humoru.

Zachwyciłam się, choć nie od pierwszego odcinka (od trzeciego, dla ścisłości). Bohaterami serialu są głównie stażyści, któzy zaraz po studiach wpadli w życie szpitala Sacred Heart. John Dorian, zwany JD (lub jednym z tysiąca kobiecych imion) widzi rzeczywistość taką, jaka jest, ale nie do końca - często zdarza się, że sytuacje w jego głowie kończą się zupełnie inną pointą. Jest uroczy, nieśmiały i niezbyt pewny siebie, więc przede wszystkich chce, żeby jego mentor - złośliwy, elokwentny i jadowity doktor Cox - czasem poklepał go po pleckach. Dr Cox krzyczy na stażystów i innych pracowników szpitala, boi się tylko swojej eks-żony Jordan, gwiżdże na personel i zachowuje się, jakby miał za chwilę wybuchnąć z powodu nagromadzenia niezdarności, głupoty i braku umiejętności (jakże go rozumiem), ale wszyscy podejrzewają, że tak naprawdę ma złote serduszko i bardzo się przejmuje. Koleżanka JD, Eliot, jest sfrustrowana i bardzo chciałaby być zauważona jako kobieta (zwłaszcza jako kobieta) i dobry lekarz. Turk, młody afroamerykański chirurg, utrzymujący stosunki intymne i kulinarne z 5eksowną latino pielęgniarką Carlą i bardzo mozolnie przechodzą z romantycznego początku związku do życia codziennego. Todd, niezbyt błyskotliwy, ale rozbuchany erotycznie kolega Turka z chirurgii, stanowi postrach wszystkich pań w szpitalu, chociaż złośliwi podejrzewają, że jeszcze nie udało mu się zamoczyć. Dr Kelso, dyrektor szpitala, jest straszliwie wrednym sukinsynkiem i stanowi obiekt nienawiści wszystkich pracowników szpitala. JD od pierwszego dnia pracy prześladowany jest na każdym kroku przez posępnego woźnego Janitora, który jest świetny w psuciu humoru swoim ofiarom.

Ostatni odcinek sezonu 1. zabija. Sezon drugi nie traci na śmieszności i lekkości, chociaż częściej niż w sezonie pierwszym rezydenci szpitala (już nie stażyści) ocierają się o śmierć, trudne diagnozy i życiowe problemy. Szczęśliwie serial ma jeszcze dla mnie 4 sezony, a 25 października rozpoczyna się 7. sezon.

EDIT: Do ósmego sezonu serial trzyma poziom, dziewiątego nie warto oglądać, bo znika większość bohaterów i jest już tylko miałko, a nie zabawnie.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 29, 2007

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj