Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla P jak Posesja

Poznań Dębiec, koniec lata

Tytuł nieco odtwórczy, ale mógłby znajdować się na okładce współczesnej powieści moralnego niepokoju. On, ona, komplikacje, ten trzeci, ta czwarta i pies, a w tle pełen przekrój społeczno-ekonomiczny. Ale nie będzie, bo jej nie napiszę. W kołowrotku nowości dom-praca-szkoła nie obejrzałam się nawet, a tu prawie miesiąc minął od przeprowadzki. Okolicę poznaję rzutami oka, rano w drodze do pracy w mgle i złotym słońcu, przy krótkim spacerze po bułki czy pozbawionej refleksji drodze do szkoły, bo zmarnowałam tyle czasu w korku na Drodze Dębińskiej. Pokażę Wam, mnie się podoba. Niejednorodnie, lata 30. ubiegłego wieku mieszają z 70. i współczesnością, ogrody jak z powieści F. H. Burnett z grillem i trawnikiem pod linijkę, krzywe chodniki, rozwalające się płoty (w tym mój!) albo - wręcz przeciwnie - złote szprosy w oknach i nowoczesna metaloplastyka. Złote niedzielne popołudnie. Jak to się w Poznaniu mówi - mój fyrtel od niespełna miesiąca.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 13, 2015

Link permanentny - Kategorie: P jak Posesja, Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 3


Dębiec, odsłony[2]

Maj zachwyca się serdelkowatym, łaciatym psem, który odsikuje się pod naszą bramą. Młody właściciel w crocsach zwierza mi się, że właśnie wrócił od weterynarza, że pies nie ma kleszcza, tylko tam z tyłu ma taką brodawkę i on nie wie, co to może być.

A przy niedzieli moją ulicą przemaszerowała zwięzła pielgrzymka z megafonem, transparentami o Trójcy Świętej z Dębca i kamizelkami odblaskowymi.

Sąsiadka zza płotu oznajmiła, że kot Zosia to kunda, bo chodzi wszędzie po całej okolicy nawet w nocy. Ale wraca.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 6, 2015

Link permanentny - Kategorie: P jak Posesja, Moje miasto - Komentarzy: 1


Dębiec, odsłony

Sąsiadka z góry, zdziwiona: "A bo ja myślałam, że państwo mają synka. Bo przed drzwiami stała wywrotka". Wywrotką Maj buduje z lokalesami na placu zabaw, neutralnym genderowo (wszystkie dzieci używają słów na "k", "ch" i dupa bez względu na płeć).

Spotkany na tymże placu zabaw młody człowiek zainteresował się faktem, że chusteczki higieniczne kosztują 20 groszy. Bo za 20 groszy można kupić zapałki. I jakby mieć benzynę, to można coś polać i podpalić! Kupi mi pan zapałki?

Plac w ogóle budzi mieszane uczucia w Majucie - bo nie wiadomo, czy to do zabawy, czy wysypisko śmieci. Przy pierwszej wizycie pozbierała wszystkie śmieci, rzucane bezrefleksyjnie na ziemię przez dzieci i dorosłych.

O poranku na czereśni spotykam czasem Zosię, szylkretową kotkę sąsiadów.

Ulica, chodnik pod jedną posesją. Dwóch młodzieńców, bosych i bez koszulek, przepakowuje walizki na środku chodnika.

Sympatyczny, rozczochrany pan w średnim wieku na rowerze, z tyłu przyczepka. W przyczepce malowniczo upozowany buldożek francuski.

W lokalnym "Lewiatanie", kupując napój niegazowany, zmotywowałam ogorzałego pana do wzbogacenia zakupów (setka wódki) o popitkę.

W okolicy spacerowej dwie Biedronki. W jednej z nich kasjerka poskarżyła mi się, że ktoś otwiera pudełka z ryżem w torebkach, nie wiadomo po co.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpnia 31, 2015

Link permanentny - Kategoria: P jak Posesja - Komentarzy: 7


Project Management Skillz

Zespół A programuje całość aplikacji (ściany, podłogi, wod-kan, prąd). Zespół B programuje wydzielony kawałek odpowiedzialny za jedną funkcję (ogrzewanie).

Zespół A anonsuje, że potrzebuje kawałka aplikacji od zespołu B. Zespół B wchodzi cały na biało, usuwa dotychczasowy kod (kaloryfery, rury, piec), zaczyna pisać nowy (piec, rury), po czym oznajmia, że ich kawałek kodu będzie napisany poza frameworkiem (rury idą po wierzchu), bo nie chcą brać odpowiedzialności za działanie czyjegoś frameworku (kuć w ścianach). Zespół A ze swoim Architektem Aplikacji ustalają, że da się we frameworku i sami programują kawałek kodu dla zespołu B (kują bruzdy w ścianach). Zespół B dopisuje kolejny kawałek (rury), po czym zgłasza zapotrzebowanie na kolejną łatkę (zaizolowanie wnęk kaloryferowych). Zespół A izoluje. Zespół B oznajmia, że już są prawie gotowi, ale potrzebują API (wyprowadzenia rury z zimną wodą, wprowadzenia rury z ciepłą z pieca, wyjścia do kanalizacji na produkty kondensacji oraz gniazdka prądowego do włączenia pieca) i że mogą to zrobić, ale w ramach dodatkowego budżetu muszą przygotować projekt kawałka aplikacji, który już ma zaprojektowany ekipa A, bo oni muszą robić według swojego frameworka (cała kanalizacja i rury w łazience). Nie ma to wielkiego sensu, ekipa B przerywa prace, a ekipa A zaczyna według swojego projektu pisać API (rury w całej łazience + gniazdko) za - powiedzmy 2 mendejsy. Po napisaniu API ekipa A informuje, że jednak w celu uzyskania gwarancji prawidłowości działania aplikacji ekipa B musi przetestować po swojej stronie (połączyć rurki z piecem), na co ekipa B oznajmia, że potrzebuje - powiedzmy - 4 mendejsów, co jest kosztem absurdalnym, ale w celu najszybszego wdrożenia (bo po deadlinie jest już dawno) inwestorka wyraża zgodę. Ekipa B przygotowuje interfejs użytkownika (wiesza kaloryfery), ale ponieważ funkcje generujące niektóre elementy interfejsu będą napisane dopiero na koniec projektu (ściany w łazience), zostawia css-y do napisania ekipie A, która twierdzi, że podoła. Mija 50 strzałów znikąd, dwukrotnie przekroczony deadline mija, ekipa A zrobiła cały interfejs (łazienka) i zabiera się do dopisywania brakujących css-ów (wieszania kaloryferów), a wtedy okazuje się, że ekipa B nie przygotowała grafik (głowice do kaloryferów leżą w biurze ekipy B), ponieważ uważała, że ekipa A jednak zgłosi się do nich po zakończeniu swojej części projektu. Następuje warunkowe wdrożenie (wprowadzam się, a kaloryfery leżą w salonie na styropianie) i wraca ekipa B, która od progu oznajmia, że oni by chętnie, ale zostawili 4 miesiące temu w zlikwidowanym już repozytorium (poremontowy burdel) ważny kawałek kodu ("zawiesia" do kaloryferów w małym woreczku) i dzisiaj mogą odpalić jedną funkcję (kaloryfer drabinkowy), ale druga musi poczekać do jutra, aż pobiorą kod z repozytorium z ograniczonym dostępem (hurtownia).

I haz them, the skillz. Sanity I doesn't. Od 1. września wracam pracować w zawodzie.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpnia 25, 2015

Link permanentny - Kategoria: P jak Posesja - Komentarzy: 1


T + 4

- Tęsknisz za naszym starym domem w Suchym Lesie?
- Nie! Tu jest świetnie!

I to by było na tyle w kwestii sentymentu i "ale na noc wrócimy do domu". Koty podobnie - Bursz wprawdzie zaszywa się pod łóżkiem, skąd łypie ostrożnie na obcych (byli montażyści z reklamacji z Ikei, dorobili zepsutą w transporcie szafkę i doświetlili), ale wszystkie kartony, szafy i szuflady ich. Przyznam, że pamiętając historie dramatyczne o kotach w przeprowadzce, które chorowały, a czasem i przeprowadzały się w podróż ostateczną, byłam trochę niepewna w kwestii 14,5-letniego kota Koki. A tu żaden problem - mnóstwo wygodnych punktów obserwacyjnych, dwie kuwety, wiadomo, gdzie miska.

A ja zmieniam ścieżki w mózgu - kuchenka teraz po lewej, blat po prawej. Ubrania jeszcze wszędzie, bo czekam na kilka dodatkowych półek w szafie.

8 kartonów do rozpakowania. Jutro policzę, ile spakowałam.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpnia 22, 2015

Link permanentny - Kategorie: Koty, P jak Posesja, Maja - Komentarzy: 1