Więcej o
Moje miasto
[4/6.03.2016]
Przestałam ostatnio nosić aparat. Bo lenistwo, w końcu zajmuje miejsce i swoje waży. Bo aparat w telefonie czasem potrafi lepiej i nie trzeba nosić dodatkowego obiektywu (lenistwo, mówiłam?). Bo instagram, a z Nikona się nijak nie da od razu. Bo praca. Bo szaro i tak, nie ma rozbłysków i potencjalnych bokeh. Mam poczucie, że coś trzeba z tym zrobić. Rozpaczliwie czekam na ciepło, stabilność lekkiego obuwia i #nagołenogi. I energię, która pozwala zejść z trasy.
(Wyspiańskiego 56)
(al. Wielkopolska, Niepodległości)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marca 9, 2016
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Komentarzy: 2
Park Dębina. Są kaczki, bobry - i jak mówi wikipedia - grzyby o dźwięcznej nazwie pochwiak pasożytniczy (raczej nie polecam).
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudnia 24, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
debina, debiec
- Skomentuj
W zasadzie to w drodze z zakupów w pobliskim Lidlu (kolekcja świąteczna - spekulatiusy, pierniczki Domino, miętowe czekoladki - to zamach na moją talię) miałam przejść się na krótki spacer po dębieckim modernizmie, ale znęcona pięknymi kolorami parczku po drugiej stronie 28 czerwca 1956 r. odkryłam, że w odległości spacerowej mam bunkier. I to całkiem zabytkowy, bo z końca XIX wieku. Aktualnie w Forcie Witzleben nikt się nie broni, poza potencjalnym paintballistami oraz "Białym Orłem" (Chapter Poznań), przez co przez chwilę poczułam się jak w "Sons of Anarchy". Fort jest ogrodzony, ale eufemistycznie określę ogrodzenie jako pretekstowe, więc (tylko trzeba mieć dobre buty, bo trochę się trzeba powspinać).
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 8, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
debiec, forty
- Komentarzy: 1
Mamo, a spotkamy na cmentarzu jakichś przodków?
Dlaczego to dziecko żyło tylko jeden dzień? To nie fair, nie mogło przecież mieć żadnych przygód. To nie dobrze, jak się rodzi dziecko i zaraz umiera, bo to takie zmarnowanie dziecka jest.
A tęsknisz za swoim dziadkiem i babcią? Są tutaj dzisiaj?
A kto tutaj umarł? Ta pani była mamą i babcią? Pewnie im było smutno, jak umarła.
A zmarli widzą te światełka z nieba?
Piękny dzień, żeby być żywym.

Cmentarz Bożego Ciała, Bluszczowa.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 1, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Maja, Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
cmentarz, debiec
- Komentarzy: 5
Za Lidlem czai się różowe niebo, poprzecinane szachownicą chemtrailsów i nisko ściele się mgła.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek października 26, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
debiec
- Skomentuj
Zadzwonił telefon kilka dni temu. TŻ oznajmił, że kupił mi w prezencie solidną łopatę Fiskars. W ubiegłym tygodniu usiłowałam wykonać podkop za pomocą małej łopatki ogrodowej, poległam nie tylko ze względu na to, że pracowałam z nadczynną lingwistycznie córką, ale głównie ze względu na korzenie, którymi mój ogród jest poprzerastany. TŻ dzielnie więc przekopał kilka metrów kwadratowych ziemi i w wielkim chaosie posadziłam: żonkile, tulipany Rem's Favourite i Purple Prince Triumph, szafirki klasyczne i białe, hiacynty błękitne (odmiana "Delft blue") i pomarańczowe (odmiana Gipsy Queen), mieszane krokusy i mieszane irysy.
Praca uczy, dowiedziałam się więc, że żonkile to tak naprawdę żółta odmiana narcyza, krokusy to szafran (wiedziałam, ale i tak), a irysy to kosaćce (a ta konkretna odmiana to wersja holenderska, delikatniejsza od najpopularniejszych bródkowych). Sadziłam w chaosie, bo chociaż miałam rozrysowany plan, co i gdzie, kupione koszyczki na cebulki, to i tak wyszło jak wyszło, a jak wyszło, to wyjdzie na wiosnę. Albo i nie wyjdzie. Teoretycznie od lewej są żonkile, potem irysy, szafirki i hiacynty, dookoła obsadzone cebulkami tulipanów.
Wieczorem w miasto, chociaż lodowaty wiatr zaprzeczający informacji w kalendarzu, że październik, nie zachęcał. W uroczej Pod Niebieniem dla gości z dalekiego Szczecina można dostać burgera z kaczki po poznańsku (kaczka wyglądała obłędnie, natomiast idea burgera w pyzie drożdżowej jednak do mnie przemiawia, bo ja nie lubię pyz) czy wegetariańskie gołąbki z kaszy. Ponieważ był dzień odkryć, kartoflanka po poznańsku - zwana "ślepymi rybami" - to nic innej niż vichyssoise na ciepło (bez myrdyrdy, za to z chipsami z boczku, a w wersji wege - prażonymi migdałami). Majut dostał pieczone w słoiku ciasto czekoladowe z lodami, po czym usnął w samochodzie w drodze do domu i przespał pełne 12 godzin.
Cebulki: Lidl, Biedronka (oraz nieustająco czekam na import z Holandii).
Łopata: Liroy Merlin.
Pod Niebieniem: Żydowska 1 (dawniej Warung Bali).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 10, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Maja, Fotografia+, Moje miasto, G is for Garden
- Komentarzy: 4