09 listopada 2009
Dolina Muminków w listopadzie
Jeden po drugim znikają ogrody. Botaniczny zamknięto w październiku. Dendrologiczny chyba też, a przynajmniej nie jest czynny w weekendy. Jakby było gdzieś wesołe miasteczko, to w tej chwili ktoś by rozmontowywał karuzelę, chował katarynkę i zwijał sznur z lampionami. Przez mgłę jest już szaro o 3 po południu. Na Sołaczu pustawo, za to wielkie wille nabierają demoniczno-gotyckiego uroku, pogłębianego przez stada ptaków krążące jak u Hitchcocka (realizm ratuje trzeźwy komentarz młodego człowieka z parku, objaśniającego dziewczynie, że tu niedaleko jest wysypisko śmieci). We Francuskim Łączniku zacisznie i domowo, szkoda tylko, że asortyment zawęził mi się do kilku ciast i pasztetów.
Chyba wyciągnę z półki kolejną książkę i dorzucę na rosnący stos napoczętych. Bo ciągle czytam, tylko nie mogę dotrzeć do ostatniej strony. To ta listopadowa schyłkowość?
Jajcuś powiedział(a),
09 listopada 2009 o 08:44:09
„Kwiatki przez płotek”: super! :)
agulha powiedział(a),
10 listopada 2009 o 08:55:29
Hej, ale dla porządku, to opowiadanie "O Paszczaku, który kochał ciszę", jedno z moich ulubionych. Ja też kocham ciszę.
Zuzanka powiedział(a),
10 listopada 2009 o 11:02:51
Tu nie ma porządku. Tu jest listopad.