27 września 2009

Śniadanie na trawie

Umieszczony w * Moje miasto * Z fotkami o 18:32:22

W takim pewnym uproszczeniu. Bo mimo wielkiego zamiłowania do pikników jest to zamiłowanie czysto platoniczne - nie udało mi się wziąć udziału w jakimkolwiek pikniku, nie wspominając o tym, żeby taki sobie zorganizować (a kosz piknikowy jak raz mam, bywał nawet używany, ale nie stricte w sensie koc na trawie). W kwestii śniadań więc nieustająco numerem jeden jest Ptasie Radio, gdzie śniadanie można zjeść do 23 i do tego mają wygodne kanapy, na których można na czas posiłku zdeponować śpiące potomstwo. Odkryłam dzisiaj nową pozycję w menu śniadaniowym - deskę serów, wędlin i warzyw z pieczywem i gotowanym jajkiem, czym jestem absolutnie zachwycona. Poza tym wypiłam pierwszą latte od chyba trzech miesięcy, więc.

Na Sołaczu wysyp nowożeńców odbywających trzeci najważniejszy (po ślubie i nocy poślubnej) rytuał - sesję fotograficzną (dziś trzy pary krążyły po parku). Po części mnie to cieszy, bo lepiej mieć serię zdjęć w pięknych okolicznościach przyrody niż na tle kartonowego pleneru w studiu fotografa, po części - zazdroszczę, bo sama nie mam takiej (nie było jej na liście top10 rzeczy, które były wtedy ważne), a po części śmieszy mnie do wypęku. Z ławki obok podziwiałam zaangażowanie fotografki, która ustawiała parę, sugerując, że teraz ręce razem, patrzcie z dumą, na to, co zrobiliście, a teraz zrobimy zdjęcie, jak się ze sobą zabawiacie, teraz ty siadasz, a ona się kładzie, ale tak delikatnie, a nie tak się rozwala, jak na łóżku. Innej parze fotograf zasugerował, żeby ona usiadła, a on położył jej ręce na ramiona, na co on zaczął ją dusić. Ona z niezmąconym spokojem stwierdziła, że "Tak, wiem, że masz na to ochotę", co niezrażony fotograf skomentował: "E, na pewno nie, może przez chwilę mu to przeszło przez myśl, ale każdy ma takie pomysły". Tak czy tak - zieleń uspokaja.



Komentarze »

  1. autumn powiedział(a),

    28 września 2009 o 08:22:32

    Ptasie Radio oferuje salę dla niepalących? Bo jak byłam tam ostatnio to myslałam że sie udusze ;/

    do mnie jakoś zdjęcia slubne nie przemawiają, nawet te plenerowe. Zdjęcia spontanicznie robione są o wiele ciekawsze i miło nam do nich wracać ;-)

  2. wonderwoman powiedział(a),

    28 września 2009 o 12:22:51

    nie rozumiem tego ciśnienia na sesję ślubną. obejrzy się raz, a później kurzeje na półce. zdecydowanie lepsze są zdjęcia spontaniczne, niekoniecznie profesjonalne, czy ładne.

  3. Zuzanka powiedział(a),

    28 września 2009 o 12:53:08

    Któraś z sal jest dla niepalących, ale nie pamiętam, która. W każdym razie w niedzielne popołudnie byliśmy sami w zasadzie (dwa stoliki zajęte w sali w głębi, potem wszyscy poszli).

  4. Kojer powiedział(a),

    02 października 2009 o 14:48:25

    Taka sesja to jest luz, będąc nad morzem (wrzesień, woda ciepła nie była) podziwiałem pary młode włażące do wody i walające się po piachu. Tak na oko suknia do wywalenia po czymś takim. Fotograf zwykle z brzegu robił, tylko jeden rozebrał się do kąpielówek i wlazł z nimi.

  5. Zuzanka powiedział(a),

    02 października 2009 o 15:59:00

    To przynajmniej jest niebanalnie. A suknię pewnie da się doprać, jak z tortu się da, to z wody morskiej i glonorostów tym bardziej ;-)

  6. Kojer powiedział(a),

    02 października 2009 o 21:41:12

    Niebanalne raz, jak się widzi naście takich sesji w ciągu paru dni (a nie siedziałem tam cały czas przecież) to to się robi sztampa. Aczkolwiek obserwowanie zawodowca w slipkach ze sprzętem wartym parenaście (albo lepiej) tysięcy po pas w wodzie zabawne :).

Dodaj komentarz