Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Pułapka (Hard candy)

14-latka spotyka się z podrywającym ją przez internet 30-latkiem, fotografem, w którego domu sporo jest zdjęć nagich dziewcząt. Dziewczę wygląda na dość wyuzdane, a potencjalny podrywacz IRL na nieco bardziej nieśmiałego. W zasadzie prawie że teatr, grają 2 osoby i 2 dodatkowe epizodycznie. Film z twistem, bardzo mocny i w warstwie psychologicznej, i wizualnej. Wiadomo, pedofile są źli i powinno się ich karać, pytanie tylko, czy akcja powinna się tak potoczyć, jak tutaj. Doskonale psychopatyczna Ellen Page. Jak kto bardziej wrażliwy, to jednak warto się zastanowić, czy chce oglądać.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Jedna ręka nie klaszcze

Uwielbiam czeskie filmy. Za absurd, szczere twarze czeskich aktorów, odjechaną fabułę i umiejętność pokazania tego, co szalone. Zdaję sobie sprawę, że pewnie nie jest to prawdziwy obraz Czechów, jakimi są naprawdę. Ale, frankly, my dear, I don't give a damn. Część bohaterów z Samotnych (również reżyser) i Petr Mayer z "Arabeli" (który pokazuje wszystko, co ma do pokazania). Dość szalona podróż Standy, który wrobiony w więzienie wychodzi i leniwie stwierdza (bo nie jest najbłyskotliwszym przedstawicielem narodu czeskiego), że ktoś tu Bugim manipuluje. Poznaje byłego ochroniarza i córkę gwiazdora programu TV i razem zaczynają śledzić głównego bedgaja. Jedna odcięta ręka, tajemnica nutelli, wyrafinowana konsumpcja i nieco szalona żona-ekolożka. Bardzo przyjemny film.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 2


Underworld II Evolution

Pierwsza część broniła się śliczną stylistyką - gotyckie wampiry w skórach, brzydkie wilkołaki, przepiękny Budapeszt, z którego wycięto wszystkie oznaki, że to Węgry (poza drobiazgami typu tabliczki znamionowe). Evolution jest smętną łomotaniną wedle reguł złych filmów. Seks międzygatunkowy: jest. Krew: jest. Ganianki: są. Fancy uzbrojenie: jest. Walka dobra ze złem: jest. Zło wygrywa: jest. Jak zawsze w filmach o przemianie mężczyzny w coś innego pojawia się problem majtek. Cała przyodziewa się rozdziera i opada, kiedy szczupły chłopak przerabia się w sekundę w wielkiego monstera, ale majtki są na tyle elastyczne, że zawsze pozostają na miejscu, bez względu na rozmiar. Rozczar trochę. Dla fanów gatunku, poza tym kiszka.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


Robert Ostaszewski - Dola idola

... i inne bajki z raju konsumentów. Jak sama nazwa wskazuje, są to opowiadania, czasem reportersko-realne, czasem absurdalne o konsumpcjonizmie. Zakupy z gazetki w Realu. Reality show z Iraku. Projektant ekscentycznej bielizny. Romans kasjerki z chłopakiem z punktu ksero w "cybeprzestrzeni". Niektóre niezłe, przyzwoicie napisane, ale pełne truizmów ("konsumpcjonizm zły").

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Barbara Kosmowska - W górę rzeki

Książka o niedogadywaniu się. Owdowiała matka po śmierci męża nie umie znaleźć sobie nowego partnera, a wszystkie uczucia zamyka za profesjonalizmem i opanowaniem. Córka nie umie powiedzieć matce, że ją kocha, a nadmiar uczuć przelewa na byłego narkomana, któremu pomagała wyjść z nałogu. Jak w innych "kosmowskich" był zawsze jakiś jasny, dowcipny punkt - zabawny pijaczek z bon motami, lokalna społeczność czy niezłe teksty, tak tutaj ciężko było wyjść poza obyczajówkę. Jest ekscentryczna starsza pani, przedwojenna dama bywała w świecie, z nietypowym podejściem do życia i zamiłowaniem do likieru miętowego, ale nawet na tle nudnych bohaterek nie jest bardzo ciekawa. Brakuje też mocnego punktu na koniec, bo w zasadzie wszystko się rozmywa (matka wraca z wycieczki po rozmowie z psychologiem, po której jej lepiej, przedwojenna dama żegna się z paryskimi wspomnieniami, psycholog rozwiązuje traumy z młodości, córka stwierdza, że warto coś w życiu zmienić, ale wszystkie jest takie rozciapane i rozmyte).

Inne książki tej autorki tu.

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Leonie Swann - Sprawiedliwość owiec

Bardzo przyjemny kryminał, w którym ginie pasterz (za pomocą łopaty), a jego owce szukają mordercy. Owieczki są miłe, wcinają trawę i inne zieleniny, a ostatnią rzeczą, jakiej można się spodziewać po przeżuwającym stworzeniu o tępawym wejrzeniu, to to, że właśnie jest detektywem na tropie. Wyczuwam pewien rozjazd mięczy zapewnieniami z blurba, że to "powieść filozoficzna" czy "moralitet na miarę Folwarku zwierzęcego". Zgrabnie napisana, ale podejmowane kwestie filozoficzne typu: jak wygląda Bóg i kościół oczami niewtajemniczonych (wiadomo, nijak, bo tego w oderwaniu od kilku tysięcy lat historii się nie da), że ludzie nie widzą zapachów tak jak owce i są przez to ubożsi (no są), warto być w stadzie, bo owca bez stada to samotna owca (wiadomo) nie są zbyt odkrywcze. Tak jak mówiła wonderwoman (książkę jeszcze chwilę potrzymam, bo TŻ chce przeczytać) - po lekturze mam ochotę mieć miłą, puszystą owieczkę, mimo że tak naprawdę to śmierdzące i brudnawe kłębki wełny z inteligencją papcia.

#8

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Michael Gruber - Zwrotnik nocy

Pseudoafrykański kryminał. Trzytorowa akcja - ukrywająca się przed światem pani etnograf, która kilka lat temu upozorowała swoje samobójstwo, a teraz snuje się po Miami, wspomnienia pani etnograf z jej wyprawy do Afryki (i nie tylko), gdzie odkryła Całkiem Inny świat oraz opis śledztwa prowadzonego przez seksownego kubańskiego detektywa. Oczywiście wątki się zazębiają, w Miami jest rzeź, ale nikt nie pamięta, o co chodzi, bo w powietrzu jest stara afrykańska magia. Typowe czytadło do podróży, nieźle się czyta, ale niewiele zostaje.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 4, 2007

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


5x5?

Koleżanka Siwa mnię wrobiła:

  • Kiedyś, dawno temu, jeszcze przed Y2K, pracowałam jako informatyczny support kas teatralnych. Lubię teatry od strony zaplecza. Kręte ciemne korytarze, zakamarki, nagle wyłaniające się drzwi na scenę, w które nie wolno wchodzić. To chyba zostało mi od czasu pierwszej lektury "Lata Muminków", gdzie były drzwi z napisem "Rekwizytornia" (prawdziwie zbójeckie nazwisko). Od frontu też lubię wchodzić do teatru, ale rzadko mam okazję.
  • Nie lubię podejmować decyzji. Przez 5 lat pracowałam z TŻ w jednej firmie i osiągnęłam pewną stabilizację (TŻ mówi, że to stagnacja). Może. Teraz mam zdecydować, czy chcę zostać w miejscu (dalej bez perspektyw), iść do ludzi, z którymi mi nie po drodze, ale za sporsze pieniądze i z rozwojem oraz samodzielnością, albo kopnąć to wszystko i zacząć od nowa. No kurna nie lubię.
  • Ed Wood miał skrywaną namiętność do różowych sweterków z angory. Ja mam mniej wstydliwą do aksamitów, miękkich futrzanych zwierzaczków i satynowej pościeli. A poza tym jestem ciepłolubna i lubię, jak się mnie drapie za uszkiem. Oczywiście prywatnie. Służbowo jestem jędza z niezłą pamięcią do szczegółów i wieloma talentami.
  • Mam więcej przyjaciół w Internecie niż "na żywo". Żywo jest przereklamowane - jąkam się, czerwienię, garbię i ogólnie mam tendencje do zaszywania się w kąt i obserwowania. W Internecie jestem taka, jaka chcę być. Błyskotliwa, riposty wymyślam szybciej niż dopiero za drzwiami, nie opowiadam ciągle tych samych dowcipów, bo to można wygooglać. Umiem googlać i chciałabym to robić zawodowo. Z drugiej strony wolę kontakty z nieinteligentnymi na żywo, bo nienawidzę platfusów umysłowych w terminalu tekstowym.
  • Chciałabym mieć więcej czasu. Na czytanie, oglądanie filmów, dom, życie, podróże, próby wyrzucenia z siebie pokładów grafomanii, układanie sobie wszystkiego. A nie mam. Czas przecieka mi między palcami, wszystko mam rozsypane i chyba tego nie lubię. A, i prawa jazdy nie mam kiedy zrobić.
  • Miało być pięć, ale będzie sześć. Lubię filmy bez happy-endu.

Następne ofiary [2019 - linki nieaktualne].

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lutego 25, 2007

Link permanentny - - Komentarzy: 8 - Poziom: 2


Nocny spisek

Ciemność. Zimowa noc, szczelnie zasłonięte zasłony. Miękka flanelowa pościel. Kot czarno-biały śpi na poduszce i czasem przez sen kładzie na mnie łapę, żeby sprawdzić, czy dalej jestem. Budzę się, gdy do sypialni wchodzi kot czarny i ewidentnie modulowanym miaukiem oznajmia coś kotu czarno-bialemu. Kot czarno-bialy wstaje, przeciąga się i trucha za kotem czarnym. Nie wiem, czy było to wezwanie na ustawkę, żeby komuś/czemuś włomotać, zaproszenie do lizania na parapecie czy do opróżnienia miski z resztek, ale komunikacja wyglądała na zrozumiałą.

Skądinąd bardzo lubię u kotów to, że mają szybsze połączenia między mózgiem a łapą niż między mózgiem a świadomością. Gdy drapię kota pod brodą, tylna łapa szybciej wie, że zaraz kota będzie tam łaskotać i już robi w powietrzu *drap, drap, drap*.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lutego 25, 2007

Link permanentny - Kategoria: Koty - Skomentuj


Nie ma nic śmieszniejszego...

... niż kot wstający z poduszki na dźwięk budzika, przeciągający wszystkie cztery łapy, ziewający i leniwie truchtający do kuchni. Nawet się nie obejrzał, czy idę.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lutego 19, 2007

Link permanentny - Kategoria: Koty - Komentarzy: 3