05 lutego 2009
Tove Jansson - W dolinie Muminków
To taka najjaśniejsza i najpozytywniejsza ze wszystkich książek o Dolinie. Nie ma prawdziwych niebezpieczeństw - czarodziejski kapelusz, działający wprawdzie niespodziewanie, ma działanie odwracalne i przydaje się do przekupienia Buki. Buka nie jest straszna (jak w "Tatusiu Muminka i morzu"), tylko samotna i zziębnięta, a do tego bardzo rozsądna i dająca się przekupić. Przerażający czarnoksiężnik z czarną panterą wygląda na złego, ale mimo posiadania wielkiej mocy nie używa jej do szkodzenia nikomu, a wręcz przeciwnie. W dzieciństwie to właśnie była moja ulubiona książka o lecie - dom z drabinką sznurową, hamak w ogrodzie, gąszcz egzotycznych roślin, wyprawa łódką na wyspę, szukanie skarbów i leniwe leżenie na pomoście, a na końcu wielki całonocny festyn z fajerwerkami i naleśnikami. Teraz wprawdzie czuję się bardziej jak Mama Muminka z torebką i nieustającą chętką na drzemkę popołudniową, ale mam cały czas w środku to poczucie, że jeszcze przede mną trochę takich letnich dni.
Inne tego autora:
wonderwoman powiedział(a),
06 lutego 2009 o 06:53:54
o raju. ja też się teraz czuję jak mama muminka! a w dzieciństwie pamiętam, że straszliwie się stresowałam: gąszczem, czarodziejem i buką.
ech…
odentka powiedział(a),
06 lutego 2009 o 11:35:13
kiedy byłam mała bałam się buki a teraz chciałabym być jak mama Muminka, nie stesowac sie gdy dzieci ida na daleka wycieczkę
Stworek powiedział(a),
07 lutego 2009 o 20:57:32
ha, ja wolę chyba „Lato…”, a jeszcze bardziej ‘„Zimę”. I kurde, nigdy ale to nigdy nie bałam się buki :)
a tak z innej beczki, polecam wszystkim serię „Hyperion”, bardzo dobre sf.
odentka powiedział(a),
08 lutego 2009 o 16:03:51
a ja „jesień” i Wuja – Truja, jego postawa wobec życia to dla mnie ideał;)