17 listopada 2009

Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie

Umieszczony w * Czytam o 22:47:41

Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał.

To jedna z ładniejszych książek o tęsknocie. Każdy tęskni (no, poza Mimblą, która jest tam, gdzie chce być). Filifionka za poczuciem bezpieczeństwa. Homek za kimś, kto się o niego zatroszczy i przygotuje mu kawę. Paszczak chciałby fachowej pomocy kogoś, kto sprawiłby, że zniknie strach przed samodzielną nauką żeglowania. Wuj Truj za spokojnym miejscem, gdzie mógłby łowić ryby w strumieniu i nikt by nie chciał się nim na siłę opiekować. Włóczykij, trochę wbrew sobie, tęskni za Doliną, bo tam została letnia piosenka. Wszyscy idą do Doliny Muminków, miejsca, które zajmuje w ich wyobraźni najcieplejszą i najważniejszą pozycję, gdzie zawsze jest lato, pachnie bez, a w domu czekają mgliście zarysowani gospodarze.

Tymczasem w Dolinie nikogo nie ma - dom stoi pusty i zakurzony, w ogrodzie nie kwitnie bez, w potoku nie pływają stadami ryby, a na pomoście nie ma "Przygody", bo rodzina Muminków popłynęła pomieszkać w latarni morskiej. Goście są skazani na swoje towarzystwo i na uporanie się ze swoimi problemami samodzielnie.

Znajduję w sobie po trochu z każdego z nich. Jak Paszczak szukam wymówek, żeby nie uczyć się nowych rzeczy, a kiedy już dłużej nie mam pretekstu do odkładania, zamykam się w sobie. Nasila się to wszystko w listopadzie, kiedy jest ponuro, szaro, deszczowo, a za horyzontem czai się śnieg, sygnalizujący kilkumiesięczną wegetację. W tym roku jest lepiej.

Inne tego autora:

Komentarze »

  1. Bastet-milo powiedział(a),

    17 listopada 2009 o 22:51:21

    Wyciągam z półki i idę czytać znów Muminki - jak tylko skończę "Raz w roku w Skiroławkach"
    :)). Dolina w Listopadzie (w starym wydaniu) jest najlepsza.
    Tatuś Muminka i Morze ma podobny klimat - cała nasycona jest samotnością.

  2. yacoob powiedział(a),

    18 listopada 2009 o 00:05:48

    To jest ciekawe, bo z kolei ta część o latarnii morskiej jest strasznie ponura i przygnębiająca. Muminki wywiozły ze sobą ponurość by spojrzeć jej prosto w... szklaną kulę? :)

  3. Stworek powiedział(a),

    18 listopada 2009 o 01:02:28

    To chyba najpiękniejsza książka z Muminkowego cyklu, co z tego, że bez Muminków ;) Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, bardzo napawa mnie otuchą, bo jest o problemach, które rozwiązują się spokojną, naturalną drogą.
    Samotność w książkach Tove Jansson nie jest ukazywana jako coś negatywnego, bardzo to cenię.

    I nigdy nie bałam się Buki.

  4. zgaga powiedział(a),

    18 listopada 2009 o 01:16:48

    Nie ma to, jak MUminki na szaroburość listopada...

  5. wonderwoman powiedział(a),

    18 listopada 2009 o 11:19:10

    ja w ogóle uważam, że na ponurość listopada i długość zimy,najlepsze są codzienne spacery.Chodzi się tymi samymi uliczkami,widzi się, jak kolejne kwiaty/drzewa zapadają w zimowy sen, a później (od lutego) się z niego budzą. mnie to napawa dużą otuchą. że jednak panta rei. a jeśli dodatkowo podczas spacerów towarzyszy Ci ktoś wyjątkowy, to nawet listopad robi się magiczny.

  6. agg powiedział(a),

    18 listopada 2009 o 16:56:30

    "Tatuś Muminka i morze" to jedna z pięciu najsmutniejszych książek na świecie. "Dolina Muminków w listopadzie" jest gdzieś niedaleko.

  7. Stworek powiedział(a),

    18 listopada 2009 o 18:54:36

    Jak dla mnie, to taki "diabeł ubiera sie u Prady" jest smutniejsza ;)

Dodaj komentarz