17 listopada 2009
Tove Jansson - Dolina Muminków w listopadzie
Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał.
To jedna z ładniejszych książek o tęsknocie. Każdy tęskni (no, poza Mimblą, która jest tam, gdzie chce być). Filifionka za poczuciem bezpieczeństwa. Homek za kimś, kto się o niego zatroszczy i przygotuje mu kawę. Paszczak chciałby fachowej pomocy kogoś, kto sprawiłby, że zniknie strach przed samodzielną nauką żeglowania. Wuj Truj za spokojnym miejscem, gdzie mógłby łowić ryby w strumieniu i nikt by nie chciał się nim na siłę opiekować. Włóczykij, trochę wbrew sobie, tęskni za Doliną, bo tam została letnia piosenka. Wszyscy idą do Doliny Muminków, miejsca, które zajmuje w ich wyobraźni najcieplejszą i najważniejszą pozycję, gdzie zawsze jest lato, pachnie bez, a w domu czekają mgliście zarysowani gospodarze.
Tymczasem w Dolinie nikogo nie ma - dom stoi pusty i zakurzony, w ogrodzie nie kwitnie bez, w potoku nie pływają stadami ryby, a na pomoście nie ma "Przygody", bo rodzina Muminków popłynęła pomieszkać w latarni morskiej. Goście są skazani na swoje towarzystwo i na uporanie się ze swoimi problemami samodzielnie.
Znajduję w sobie po trochu z każdego z nich. Jak Paszczak szukam wymówek, żeby nie uczyć się nowych rzeczy, a kiedy już dłużej nie mam pretekstu do odkładania, zamykam się w sobie. Nasila się to wszystko w listopadzie, kiedy jest ponuro, szaro, deszczowo, a za horyzontem czai się śnieg, sygnalizujący kilkumiesięczną wegetację. W tym roku jest lepiej.
Inne tego autora:
Bastet-milo powiedział(a),
17 listopada 2009 o 22:51:21
Wyciągam z półki i idę czytać znów Muminki - jak tylko skończę "Raz w roku w Skiroławkach"
:)). Dolina w Listopadzie (w starym wydaniu) jest najlepsza.
Tatuś Muminka i Morze ma podobny klimat - cała nasycona jest samotnością.
yacoob powiedział(a),
18 listopada 2009 o 00:05:48
To jest ciekawe, bo z kolei ta część o latarnii morskiej jest strasznie ponura i przygnębiająca. Muminki wywiozły ze sobą ponurość by spojrzeć jej prosto w... szklaną kulę? :)
Stworek powiedział(a),
18 listopada 2009 o 01:02:28
To chyba najpiękniejsza książka z Muminkowego cyklu, co z tego, że bez Muminków ;) Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, bardzo napawa mnie otuchą, bo jest o problemach, które rozwiązują się spokojną, naturalną drogą.
Samotność w książkach Tove Jansson nie jest ukazywana jako coś negatywnego, bardzo to cenię.
I nigdy nie bałam się Buki.
zgaga powiedział(a),
18 listopada 2009 o 01:16:48
Nie ma to, jak MUminki na szaroburość listopada...
wonderwoman powiedział(a),
18 listopada 2009 o 11:19:10
ja w ogóle uważam, że na ponurość listopada i długość zimy,najlepsze są codzienne spacery.Chodzi się tymi samymi uliczkami,widzi się, jak kolejne kwiaty/drzewa zapadają w zimowy sen, a później (od lutego) się z niego budzą. mnie to napawa dużą otuchą. że jednak panta rei. a jeśli dodatkowo podczas spacerów towarzyszy Ci ktoś wyjątkowy, to nawet listopad robi się magiczny.
agg powiedział(a),
18 listopada 2009 o 16:56:30
"Tatuś Muminka i morze" to jedna z pięciu najsmutniejszych książek na świecie. "Dolina Muminków w listopadzie" jest gdzieś niedaleko.
Stworek powiedział(a),
18 listopada 2009 o 18:54:36
Jak dla mnie, to taki "diabeł ubiera sie u Prady" jest smutniejsza ;)