Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Nie pisałam, bo pojechałam do Berlina. Ale już wróciłam.
[12-19.08.2026]
Saloniki w sierpniu są, oględnie mówiąc, nieco ciepłe. Dlatego większość spacerów odbywała się przy okazji posiłków albo wieczorami, kiedy temperatura była bardziej do ludzi. Najlepsze piosenki są znane[1], więc krążyłam po znajomych okolicach - plac Arystotelesa, bulwary, okolice portu, deptak Dimitriou Gounari, Ladadika, szukając nisko przy ziemi lokalnych znajomości (o czym niebawem, IYKYK), a w górę patrząc na przelatujące samoloty. Mieszkałam przy ulicy Dodekanisou, co miało zalety w postaci doskonałej lokalizacji przy porcie, restauracjach i metrze, niestety miało też i wady - okropny hałas nawet mimo zamkniętych okien, motocykle, śmieciarki, klaksony, wspomniane samoloty, a dzień pierwszego poranka zainicjowała ekipa budowlana, która w ciągu jednego dnia obłożyła budynek rusztowaniem i zniknęła na resztę pobytu (aż poszłam sprawdzić, jak jest po grecku “Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?!”[2]). Zakupy w Sklavenitis i mniejszych Masoutis, czasem w 4All (taka bardziej Żabka); ale Thessaloniki to raj dla hipochondryka, nie widziałam innego miasta z taką liczbą aptek. Podsumowując - chodziłam i jadłam, chociaż nie dosypiałam.
Adresy:
[1] Mam miłe poczucie, że ogarniam Saloniki; jedna główna ulica, wybrzeże, port, lotnisko, a na górce forteca i zoo. Nie wiem, czy chciałabym mieszkać, ale nie czuję się obco.
[2] Prépei oi kýrioi na doulévoun tóso sklirá apó tin avgí?! (Πρέπει οι κύριοι να δουλεύουν τόσο σκληρά από την αυγή).
GALERIA ZDJĘĆ oraz wcześniejsze z listopada 2025: nocą i dniem.