Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Jednym z ciekawszych opowiadań w “Pokoju pełnym liści” była historia o rodzinie Armitage, pośredniczącej w wymianie pokoi między oschłą panią Fijoł (w nowym tłumaczeniu O’Shust) a spokojnym nauczycielem muzyki pochodzenia austriackiego. Tutaj cała książka składa się opowiadań o barwnych przygodach dwójki dzieci (potem znienacka pojawia się jeszcze trzecie), których rodzice podczas miesiąca miodowego znaleźli kamyk z dziurką i zażyczyli sobie, żeby nigdy nie było nudy w poniedziałki. I rzeczywiście. Nielubiana sąsiadka jest czarownicą, z tych niemiłych, a w testamencie zapisuje Armitage’om mechanicznych służących. Na posesję obok wprowadzają się niziołki, jednorożec w ogrodzie już nikogo nie dziwi, gorzej z Eryniami pod kuchennymi drzwiami czy zasadniczą guwernantką-duchem. Niektóre opowiadania są urocze, niektóre nawet nadmiernie smutne (nie czytać “Muzyki goblinów”!), ale wszystkie uroczo zestawiają ze sobą uporządkowaną, pełną schematów i hierarchii prowincjonalną Anglię z chaosem świata magicznego.
Inne tej autorki.
#125