Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Fotografia+

Paleochora / Elafonisi

[20.08.2016]

Na Krecie, jak przystało na wyspę wulkaniczną, są górki. Gdziekolwiek się więc jedzie, to albo w górę, albo w dół (a wahania bywają takie, że uszy się zatykają). Dodatkowo zakręty, wiraże, czasem zwężenia w miasteczkach, gdzie wszyscy się uprzejmie mijają, bo mniej uprzejmie się nie da. Początkowo zachwycona byłam znakami, które według mnie oznaczały punkty widokowe, tyle że bez możliwości zatrzymania, potem już mniej, bo znaki okazały się być ostrzeżeniami o radarach.W ogóle w Grecji wiele rzeczy wydaje się być inne niż na pierwszy rzut oka - ot, przydrożne kapliczki, które kupuje się w wyspecjalizowanych sklepach z piecami ogrodowymi w szerokiej gamie; od zwykłych blaszanych skrzyneczek do replik kościołów z dachówkami. Co chwila widoczne na poboczu, w pierwszej chwili pomyślałam, że to bardzo miło, taki domeczek zamiast radaru, ale zostałam szybko sprostowana, że są trzy rodzaje kapliczek: przydomowe ku czci patrona, dziękczynne za to, że udało się wyjść żywcem z wypadku i pośmiertne, kiedy się nie udało. Tych ostatnich, sądząc po zawartości, niestety sporo, co jednak nie dziwi, patrząc na zakręty i kozy.

Kozy to kolejny rozdział - czasem, choć rzadko, pojawiają się znaki ostrzegawcze, że uwaga, zwierzę. A kozy (zwłaszcza lokalna odmiana, kri-kri) są wszędzie, czasem zagrodzone lub przypalikowane, czasem luzem, w tym nieskrępowanie przebiegające drogę i wspinające się na skałkę po drugiej stronie, bo mogą. Jak to pomioty szatana. Owce się nie wspinają, ale też są wszędzie.

Paleochora jest miasteczkiem na malowniczym cyplu na południu wyspy - tamtędy prosto na Afrykę (z pitstopem na Koyfonisi). Dwie plaże - okrutnie kamienista i uroczo piaszczysta (zgadnijcie, na którą pojechaliśmy), ale błękitna, ciepła woda i sympatyczne towarzystwo słowackiej rodziny.
Restauracja: Galaxy, tuż przy plaży.

Planowaliśmy też leniwy spacer od monasteru do monasteru z przystankiem na jaskinię, ale kiedy dotarliśmy do Azogires, okazało się, że nie ma gdzie zaparkować (nie że miejsca parkingowe - wieś-ulicówka, z 30 cm odstępu między drogą a domami), a świątynie pochowane gdzieś na uboczach w odległościach dość sporych jak na spacer w upale. A ponieważ najedzony naród domagał się plaży, estetykę duchową zostawiliśmy na następny raz.

Elafonisi to jedno z tych pocztówkowych miejsc - koniec świata, różowy piasek, błękitna woda w lagunie, leżaki i nic więcej. Późnym popołudniem różowości piasku aż tak nie widać, ale przy bliższym przyjrzeniu się gdzieniegdzie jest bardziej różowy niż gdzie indziej. Pewnie o wschodzie słońca wygląda bardziej malowniczo, ale i tak to miłe miejsce na posiedzenie w ciepłej wodzie.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpnia 20, 2016

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: 2016, grecja, kreta - Skomentuj



Marian Keyes - Czarujący mężczyzna

Znany irlandzki polityk, Paddy de Courcy, ogłasza, że zaręczył się i planuje ślub. Cztery kobiety są tym faktem niesamowicie zdziwione: jego dziewczyna, stylistka Lola Daly, która do tego dnia była przekonana, że jest jego dziewczyną, dziennikarka Grace Gildee, która niegdyś była jego dobrą znajomą, Marnie Hunter - siostra Grace, dawna dziewczyna Paddy'ego i wreszcie Alicia Thornton - narzeczona, która o narzeczeństwie dowiedziała się z prasy. Keyes przez kilka miesięcy, dzień po dniu, prowadzi wszystkie cztery do nieuchronnego spotkania. I robi to tak sprawnie, że przez kilkaset stron nie jestem w stanie oderwać się od książki (czytam ją nawet w samochodzie, chociaż mdli mnie wtedy, więc rozumiecie poświęcenie). Lubię, kiedy po kolei odsłania kolejne fakty z przeszłości i nagle wszystko zaczyna być widać w niczym nie przyćmionym świetle prawdy.

Sama książka jest raczej gorzka, bo opowiada o trudnych chwilach wszystkich bohaterek. Lola cierpi, bo nie rozumie, co się stało, usiłuje się skontaktować z Paddym i odbija się od muru, leczy więc nieszczęśliwą miłość w domu letniskowym przyjaciół w małej miejscowości. Grace chce naprawiać świat, ale gdzieś tam ma obsesję na punkcie Paddy'ego. Marnie z dnia na dzień idzie coraz gorzej, widać, że siedzi w niej coś, co ją powoli niszczy. Raczej, bo w tle - jak to u Keyes - świetna parada niesamowitych osób: crossdresserów, rodziców - intelektualistów, małomiasteczkowych pubowych mędrków, celebrytów, anonimowych alkoholików, seksownych surferów i pozbawionych skrupułów dziennikarzy. Jak na chick-lit przystało, są i sceny łóżkowe, bardzo przyzwoicie napisane. Jedyne, co mnie irytuje, to powtarzające się w treści przekleństwo - "kurdemol". I okładka. Nie sugerujcie się okładką.

Do tego jeszcze Dublin i okolice - molo w Dun Laoghaire i czy plaża w Killiney. Lubię czytać o miejscach, w których byłam.

Inne tego autora:

#28

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maja 25, 2012

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Fotografia+ - Tagi: 2012, beletrystyka, panie - Komentarzy: 8


Holistyczna agencja Dirka Gently'ego / Długi mroczny podwieczorek dusz

Dirk Gently (znany także jako Svlad Cjelli) podchodzi do rozwiązania sprawy holistycznie, chociaż czasem może go to zaprowadzić na Bahama, do archiwum Cambridge albo do zakupu - oczywiście na koszt klienta - nowej lodówki. Zasada jest jedna - najpierw trzeba odrzucić rozwiązania błędne, a jeśli zostanie tylko niemożliwe, przyjąć je za oczywiste.

Książki czytałam na tyle dawno, że z dużą przyjemnością po obejrzeniu brytyjskiego miniserialu (pilot plus trzy odcinki pierwszego sezonu) wróciłam do nich. Pomińmy fakt, że nic z nich nie pamiętałam (albo czytałam je jednym okiem, albo mam sklerozę, albo muszę poszukać rozwiązania niemożliwego), ale serial bardzo wiernie oddaje ducha książek. Wprawdzie poszczególne odcinki stanowią luźną kombinację wątków "Holistycznej", ale Dominic Mangan (Guy Secretan z Green Wing) jest Dirkiem idealnym - sprytnym, egoistycznym, nastawionym na wygodę i własny sukces (oraz wysokie zarobki). Do tego świetna muzyka, w pilocie piękny kot i brytyjskie pejzaże.

Książkowa "Holistyczna" to śledztwo w sprawie morderstwa Gordona Waya, właściciela firmy komputerowej WayForward, w trakcie którego pojawia się kanapa zaklinowana na amen na klatce schodowej, koń w łazience oraz solniczka w zabytkowym wazonie.

"Podwieczorek" zaczyna się od awantury na lotnisku przy stanowisku odprawy do Oslo, w wyniku której Kate Schechter trafia do szpitala, znika była sekretarka Dirka Gently'ego, pan Odwin traci możliwość spania na wykrochmalonych lnianych prześcieradłach, pojawia się automat do Coca-coli, a dość złośliwy orzeł zamieszkuje w domu detektywa.

Douglas Adams nie pisał śmiesznych książek. Pisał książki mądre, cyniczne, pełne obserwacji tego, co zazwyczaj umyka przechodniom na ulicy. A do tego umiał zrobić całkiem zgrabną intrygę kryminalną.

A dla tych wszystkich, co dojechali do końca (i dla ^yacooba) - w nagrodę sucholeska sakura.

#21, #22

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwietnia 19, 2012

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Oglądam, Seriale, Fotografia+ - Tagi: 2012, panowie, sf-f - Komentarzy: 3


Adam Hilkiewicz - Człowiek bez skazy

W PRL-u zgnilizna moralna szerzyła się głównie wśród tzw. artystów. Janusz Skirgiełło, w zasadzie mechanik samochodowy, ale i artysta-fotograf, fotografuje panie na konkurs Wenus '78 (czyli niespecjalnie ubrane). Dostaje nagrodę i z tej okazji jego przyjaciel, wzięty dentysta Sławomir Igliński, urządza w swojej willi przyjęcie. Pijana modelka, jak się później okazuje, przechodnia kochanka obydwu panów oraz narzeczona trzeciego, Ireneusza Dragona, zostaje znaleziona martwa następnego ranka, udusił ją ktoś z obecnych. Niepracujące i niekochane żony, pracujący i zdradzający mężowie i jeden pasożyt społeczny z wyższymi racjami moralnymi, jak go cynicznie określił jeden z prowadzących śledztwo - Juliusz Wierchowicz nie pracuje, czyta książki, sypia do południa i żyje z pieniędzy, jakie matka wysyła mu z RFN-u.

Sporo się w tle dzieje, ale najbardziej mnie ujęła inwentaryzacja płyt pewnej 18-latki, córki dyplomaty. Pink Floyd, Queen, Bee Gees, Bob Marley, King Crimson, Pink Floyd. Nad inwentaryzacją trwa rozmowa o sensie życia, "muzyka przybrała teraz charakter lirycznego lęku", a "Wish You Were Here" jest lepsze niż "Dark Side of the Moon". Takie urocze, że aż pozwoliłam sobie zacytować:

(jednak nie chciało mi się trzech kartek przepisywać, można kliknąć po większe).

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marca 28, 2012

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Fotografia+ - Tagi: 2012, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Lód a sprawa polska

Tegoroczny Festiwal Rzeźb Lodowych poza tym, że było ciepło i cykl życia rzeźby nie był specjalnie imponujący, upłynął za to pod znakiem narzekania na werdykt. Twórcy poszli w populizm i poza zwyczajowymi aniołkami, bałwankami, damami (i huzarami) była nadprodukcja elementów związanych z piłką nożną i nośnym hasłem "Euro 2012". Przy prawie każdej rzeźbie (a zwłaszcza tych medalowych) stał ktoś niezadowolony i narzekał, że czemu piłka nożna, za moich czasów święta to były święta. I sędzia kalosz. A na choince miasto, które know how*.

Nie przedzierałam się przez stragany, chociaż zapach grzanego wina czuć było wszędzie, ani nie wciskałam się w tłum, w którym skąpo ubrani młodzieńcy żonglowali ogniem. I, wstyd powiedzieć, wszystko, co mogłam, napisałam rok i dwa lata temu.

GALERIA ZDJĘĆ: z 2011, a tu archiwalia z 2010 i 2009.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudnia 13, 2011

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 2