Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Z głowy, czyli z niczego


On the road

- Owce. Owce są takie mięciutkie, mają miłe mordy i podobno można w stacji hodowli w Złotnikach pojechać i pogłaskać taką owcę - wyjaśniam TŻ-owi.
- To, że będziemy mieć większy metraż, nie oznacza automatycznie, że zahodujemy owcę w mieszkaniu.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday November 8, 2014

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 1


To nie tak

... że straciłam spontaniczne słowa. Na razie wyciszam siebie, spędzając dni z 5-latką, wsłuchując się w jej dialogi z sobą samą i ze światem. Rozbijam myśli na atomy, konsumuję tylko słowo pisane i obraz. Nie tworzę w głowie krain, nawet pragnienia mam zupełnie prozaiczne - spakować rozsądnie walizkę na wakacje i żeby nie było aż tak gorąco. Dzisiejszy ponadnormatywny księżyc nieco moją świeżą równowagą zachwiał. Air w samochodowym odtwarzaczu, ślady po ulewnym deszczu, który ominęłam przypadkiem. To pierwsze takie lato, niespieszne i bez oczekiwań. Tylko słowa się nie składają w kreację. Zaczną?

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 10, 2014

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Skomentuj



O pikniku

Ponieważ nie wszyscy są na facebooku, a tam było zaproszenie, na wszelki wypadek powtórzę i tu:



1 maja od 12, jeśli będzie pogoda, zamierzam się rozłożyć z kocem na Cytadeli za Umberto, przynieść lemoniadę, owoce, kanapki i co ino, a jak będzie fantazja, to nawet zjem i pizzę nawynos.

Jeśli jesteś w Poznaniu, przyjdź ze swoim kocem, prowiantem, zwierzęciem i rodziną.

Bo czemu nie?

Jak nie będzie pogody (w sensie, deszcz strumieniami), to nie przyjdę.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday April 28, 2014

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Skomentuj


O nosie

Ponieważ co dzień jest nowa przygoda, od paru dni odkrywam świat bez zapachu po sprzedanym mi przez dziecko wirusie przedszkolnym. Najpierw nie zauważyłam, bo mi leciało z nosa jak z kranu. Po czym nagle do mnie dotarło, że nie czuję zapachu kosmetyków, acetonu i hehe, nie smakuje mi jedzenie. Herbata to ciepła woda. Żonkile są tylko żółte. Włosy Majuta nie pachną. Zakładając optymistycznie, że to nie efekt guza mózgu, tylko znienacka wirusa, mam nadzieję, że jednak to przechodzi.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday March 22, 2014

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 5