Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla polska

O tym, czy da się samochodem po centrum Pragi

[28.05.2017]

Ulubiony sposobem TŻ-a na zwiedzanie jest użycie samochodu: dojechać do punktu A - popaczać - dojechać do punktu B - popaczać i tak do końca trasy, a wieczorem wrócić do domu, do własnego łóżka, z czym się zgadzam w pełnej rozciągłości, bo własne łóżko #najlepiej. W Pradze to bardzo ciężko zastosować, bo w zasadzie wszystko jest koło siebie i nie opłaca się zapuszczać silnika, nie wspominając o znalezieniu miejsca do parkowania. Dlatego lepiej piechotą oraz komunikacją miejską. Ale o tym w następnym (ostatnim!) odcinku z obrazkami z Pragi, dziś o wycieczce lokalnej do Leszna na lody, gdzie najzupełniej da się samochodem, a potem wrócić.

Punkt A - Trzebaw. Chciałam zobaczyć XIX-wieczny dwór, przed którym zbiegają się trzy zabytkowe aleje kasztanowców, posadzone w I poł. XIX w., jedne z najstarszych w Wielkopolsce. Dwór niestety jest ogrodzony walącym się murem, ale nie zdecydowałam się na pójście w szkodę, żeby nie dawać dziecku precedensu[1]. Aleja kasztanowa za to urokliwa nader, aczkolwiek trudno fotografowalna (wiem, złemu tancerzowi itd.).

Punkt B - Jarogniewice. Tutaj chciałam zabytkowy zespół pałacowo-folwarczny z końca XVIII i XIX wieku, z klasycystycznym pałacem i parkiem z XVIII wieku, ale obiekt - wprawdzie widoczny i zadbany - okazał się Ośrodkiem Pomocy Społecznej i jednak w niedzielne popołudnie głupio dzwonić do drzwi i napierać na zwiedzanie.

Punkt C - Leszno. Lody w polecanych Delicjach (Stary Rynek 32) nie rozczarowały, podobnie zawieszone nad dochodzącą do rynku uliczką parasolki. Jeśli uważacie, że Leszno to tylko przelotówka na Wrocław, zmieńcie zdanie. Niespodziewane odkrycie - podwórze dookoła kościoła parafialnego pw. Świętego Krzyża (plac Jana Metziga 21B).

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] I tak już, #złąmatką będąc, pokazałam, jak wejść na cudzą klatkę schodową.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 28, 2017

Link permanentny - Tagi: trzebaw, jarogniewice, leszno, polska, 2017 - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend - Skomentuj


Marcin Wicha - Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Poprzedni tomik autora otwierała historia o poszukiwaniu dobrze zaprojektowanej urny na prochy zmarłego ojca; ta książka to hołd złożony matce po jej śmierci. Trudno tę prozę zakwalifikować - czy jest to biografia, przeplatana opisem rzeczy pozostałych po człowieku wychowanym w PRL-u, żyjącym w cieniu Holokaustu, czy opowieść o umieraniu i o tym, jak nagle zmienia się desygnat wszystkich rzeczy, kiedy ich właściciel odejdzie. Przeczytałam ją już dwa razy, omijając wzrokiem uwierającą okładkę (tak, tak właśnie wygląda, zdjęcie jest dobrze przycięte). Trudno nie czytać osobiście, mimo że matka autora była dla mnie obca; Wicha poruszył we mnie struny mojej własnej biografii, wspomnień i odejść moich bliskich. Rozglądam się dookoła, na rzeczy, które przez kilkadziesiąt lat świadomie i nieświadomie zgromadziłam i mimo że nie planuję własnego pogrzebu, myślę, co z nimi, gdyby coś.

Inne tego autora tutaj.

#32

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 20, 2017

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Dorota Masłowska - Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

Uwaga, zdradzam pointę; ponad 15 lat po premierze chyba już można.

Dresiarz Silny, pan dzielnicy, ma umysł umiejący radzić sobie z wieloma wątkami - analizuje przyczyny tego, że Polska musi iść na wojnę z Ruskimi (bo rozkradają polski piasek i sprzedają fałszowane papierosy, więc to obowiązek każdego Prawdziwego Polaka) i rozważa swój związek z Magdą, która okazuje się wiarołomną puszczalską, więc w związku z tym podejmuje zdecydowane akcje - wciąga koks i z zemsty pobiera kolejną pannę z listy. Pada na Andżelę, 17-letnią gotkę, która źle reaguje na narkotyki, a do tego okazuje się dziewicą. Niespecjalnie to poprawiło mu humor, bo nie dość, że poplamiła wersalkę jego matki, to jeszcze w tym czasie umarł pies Silnego, na pewno za sprawą Ruskich. Silny, podkręcony kolejną porcją speeda, odbija koledze Alę - pretensjonalną studentkę w okularach, golfie i ortopedycznych sandałach, ale poza chwilową ulgą, kiedy sika do klatki z jej papużką, dalej odczuwa niepokój egzystencjalny. Przy okazji burdy na festynie zgarnia go policja, a przesłuchuje młoda stażystka, Masłoska, która wie o nim zaskakująco dużo, chociaż chyba jest psychiczna. W finale Silny, pod wpływem tłumaczenia Masłoskiej, że to wszystko są dekoracje, wali głową w ścianę, ląduje w szpitalu, gdzie umiera, a potem idzie do piekła.

Uczciwie przyznam, że prawdopodobnie nie przeczytałabym tej książki; audiobook to doskonałe rozwiązanie dla mnie. Monolog wewnętrzny Silnego, przerywany z rzadka dialogami z otoczeniem (ale nie jestem pewna, czy część z nich i tak nie odbywa się w głowie Silnego) jest niesamowity zarówno w warstwie językowej - melodia nowomowy, której frazy powstały ze zlepek zdań usłyszanych w telewizji czy przeczytanych w gazecie - wpada w ucho, jak i treściowej - schizoidalna rzeczywistość przemyśleń dresiarza, podkręcona narkotykami, jest zaskakująco spójna i logiczna. Nie zrozumiałam wtrąconego pod koniec książki monologu autorki, zupełnie odklejonego od reszty, ale - jak już pisałam przy okazji "Kochanie..." - nie znam się na literaturze współczesnej.

Inne tej autorki tutaj.

#19/#2

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 18, 2017

Link permanentny - Tagi: polska, panie, beletrystyka, 2017 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj


Michał Rusinek - Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej

Wspominkowa opowieść o tym, jak Michał Rusinek przez kilkanaście lat sekretarzował pani Wisławie - od otrzymania przez nią Nagrody Nobla aż do śmierci jej (a nawet i dłużej). Nie jest to na szczęście ani hymn na cześć noblistki, ani lans autora - to sympatyczna, nie stroniąca od lekkiej ironii achronologiczna relacja z tego, jaki wpływ na twórczość i prywatność starszej pani miało przyznanie najbardziej prestiżowej nagrody. Zalew korespondencji i związane z tym trudności, podróże, w tym ta najważniejsza do Sztokholmu, okazje oficjalne, a gdzieś za tym wszystkim skromna i obdarzona ironicznym poczuciem humoru poetka, której przede wszystkim zależało na tym, że pisać w spokoju swoje wiersze.

Miałam w ręku wydanie z dołączonym audiobookiem, czytanym przez autora, więc dodatkowo przesłuchałam sobie w aucie w drodze do pracy.

Inne tego autora tutaj.

#18/#1

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 17, 2017

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2017 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Tam ci będzie lepiej

Międzywojnie, Poznań. Komisarz Antoni Fischer, weteran I wojny światowej, zostaje grzecznościowo poproszony przez kolegę z wojska o rozpytanie się o zaginionego oficera, który miał przygotować zestaw wrażliwych materiałów, ale zamiast tego zaginął. Niebawem zwłoki odziane w mundur znajdują się na budowie na Targach Poznańkich. Wprawdzie Fischer prowadzi też sprawę bestialskich morderstw prostytutek, ale szybko okazuje się, że obie sprawy się łączą.

Niespecjalnie trafił do mnie kryminał w innym entourage'u niż PRL (podobne odczucia miałam przy Jedynym wyjściu). Owszem, research był zrobiony należycie, czasem uzasadnia to akcja (pewnie ciężej byłoby w PRL-u podróżować między Polską z Niemcami), nieco rekompensują to bohaterowie (Fischer to przodek Marcinkowskiego, Tolek Grubiński niewiele się różni od wnuka, Szwartz pracuje na kolei w Pile, a epizodycznie wspomniany jest delikwent o nazwisku Olkiewicz, przeżywający postrzał w brzuch po zaprawie spirytusem), ale brakuje soczystości powojennej milicji.

Akcja książki dzieje się między 3 marca (1924) a 14 marca. Przypadek, że zaczęłam czytać na początku marca? Nie przypuszczam![1]

[1] Swoją drogą chętnie bym przygarnęła kalendarz z zaznaczonym czasem akcji kryminałów, większość współczesnych dzieje się w dość dobrze opisanej czasoprzestrzeni. Dla Ćwirleja zrobiłam taki (na bazie 2017) na Google Calendar, chętnym mogę udostępnić.

Inne tego autora tutaj.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 12, 2017

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, kryminał, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Natalia Fiedorczuk-Cieślak - Jak pokochać centra handlowe

Zbiór luźno ze sobą powiązanych historii o depresji i macierzyństwie, których wspólnym mianownikiem jest przestrzeń alejek w centrach handlowych. Można próbować rekonstruować sobie na podstawie tych epizodów jakąś fabułę, ale głównym motywem jest nieprzygotowanie na macierzyństwo (i ogólnie bycie rodzicem), samotność w doświadczeniu, mimo że jest ono wspólne dla większości kobiet, strach i niepewność, przed którymi nie da się zabezpieczyć zakupem pieluch z promocji i modnego poradnika.

Miało być objawienie, podkręcone przyznaniem "Paszportu Polityki", ale po przeczytaniu miałam poczucie lekkiego rozczarowania. Lekkiego, bo to jednak dobra książka, rozczarowania, bo jednak ani nie jest nowatorska, ani nie zachwyca kompozycyjnie czy językowo. Przez ostatnie lata przeczytałam wiele tego typu opowieści, owszem, niekoniecznie ubranych w formę książki, ale równie dojmujących czy prawdziwych (proszę docenić, że nie napisałam, że mogłabym sama napisać taką książkę, bo tego wszak nie zrobiłam).

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 6, 2017

Link permanentny - Tagi: polska, panie, beletrystyka, 2017 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1