Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o park-wilsona

Parks and Recreation

Przy okazji “Devs” przypomniałam sobie, że nie miałam okazji napisać kilku słów o “Parks and Recreation”, jednym z lepszych seriali o administracji państwowej w USA. Formuła jest nieco podobna (chociaż oczywiście diabeł tkwi w szczegółach) do “The Office” - to mockumentary, pokazujące widoczną dla bohaterów kamerą niezależną relację z zachodzących wydarzeń i mikrowywiady, w których bohaterowie dodają swój komentarz. Tak, brzmi nudno i przez część pierwszego sezonu miałam trochę podejście typu “meh, o co ten hałas”, ale jakimś cudem wjechało 7 sezonów i żaden z nich mnie nie zmęczył. Zaletą serialu jest zróżnicowana grupa postaci - od Leslie Knopes, wiecznej prymuski z kilogramami segregatorów, zawierających plany na każdą sytuację, przez Rona Swansona, sarkastycznego prepersa, nienawidzącego rządu i konksekwentnie pracującego nad rozwaleniem systemu od wewnątrz do April, Asystentki Chaosu czy Toma, cynicznego hipstera/przedsiębiorcy i Donny, kobiety enigmy o wielu talentach (o Jerrym nie warto wspominać, kogo obchodzi Jerry). Zaczyna się niepozornie - od konieczności przekonania Urzędu Miasta, że dziura w ziemi po nieudanej inwestycji wymaga zasypania, bo stanowi niebezpieczeństwo dla mieszkańców. W ciągu kolejnych sezonów pojawiają się kolejne absurdy, rywalizacja, uczucia i zdrowa dawka ironicznych obserwacji na temat USA.

W ramach darmowego dodatku - jesienno-zimowe zdjęcia z poznańskich parków:

Park Wilsona (8.11.2020) Sołacz (10.01.2021) Stare Zoo (17.01.2021) Smutny ibis w śniegu Liski polarne!

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lutego 17, 2021

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale, Fotografia+, Moje miasto - Tagi: ogrod-zoologiczny, solacz, park-wilsona, stare-zoo - Skomentuj


O motylach

[13.04.2014]

Ostatniego dnia wystawy w poznańskiej Palmiarni przypomnieliśmy sobie o motylach. Motyle były i martwe, w gablotach (i tak warto, bo obłędnie dużo, piękne, ogromne, o takich kolorach, że), i żywe. Żywe wprawdzie wystrzępione, ale siadały na człowieku, macały trąbką, pożywiały się na rozłożonych plastrach cytrusów i nawet próbowały się przemycić na mojej torbie, kiedy wychodziłam z osiatkowanego zakątka. Maj zachwycony, aczkolwiek kiedy motyl wczepił jej się łapkami w palec, widziałam przestrach. Bo umówmy się, motyl jednak z bliska jest dość przerażający.



GALERIA ZDJĘĆ. A niebawem o samym parku Wilsona.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 14, 2014

Link permanentny - Kategorie: Maja, Fotografia+, Moje miasto - Tag: park-wilsona - Komentarzy: 3


O Wilsonie w parku

[13.04.2014]

Park Wilsona (tu, jakbyście zapytali, pół Poznania odpowie "chyba Kasprzaka, tej") to niegdyś ogród botaniczny, teraz już został typowym parkiem, aczkolwiek z resztkami zabytkowej infrastruktury. Dopiero się budzi po zimie, chociaż już zaczynają kwitnąć bzy, a magnoliom powoli opadają płatki. Najbardziej zachwycają mnie jednak kamienice otaczające park - przy Matejki i Berwińskiego, zwłaszcza jeśli widać je zza świeżych wiosennych liści. Maj ganiał gołębie, robił za syrenkę na kamieniach, po czym się zmęczył. Trochę.



GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 13, 2014

Link permanentny - Kategorie: Maja, Fotografia+, Moje miasto - Tag: park-wilsona - Komentarzy: 3


Siedem kontynentów

Niespodziewanie wysypało piękną, ciepłą, złotą jesienią. Taką żywcem wyjętą z października. Miałam w planach zawieźć córkę na pierwszą wielką wyprawę do IKEI, niech się dziecko uczy, co w życiu jest ważne, ale w zestawieniu ze słońcem, zapachem dymu w powietrzu, lekką mgłą, pachnącą ziemią, a i pewnie słomą zgnitą i liściami mokrymi, wybrałam miejsce, gdzie trzaskają migawki aparatów, a ludzie w wieku dowolnym pozują do zdjęcia (i na naszą-klasę, patrząc na niektóre sesje, jakie się w parku Wilsona odbywały[1]). Z uśmiechem, mimo że na co dzień się nie uśmiechają.

Lubię liście pod stopami. Koronkę gałęzi nad głową. Łagodne światło zachodzącego słońca zza mgły. Zieleń egzotycznych roślin wyglądające zza zaparowanych szyb Palmiarni. I domy otaczające park. Łazarz - Matejki, Grottgera, Skryta to jedne z piękniejszych ulic z kamienicami. To jedno z miejsc, gdzie może czeka wielki, wyremontowany, wysoki i jasny apartament dla mnie. Z dużym balkonem, ewentualnie ze schodami na poddasze, wielką słoneczną kuchnią, oknami o niskich parapetach, żeby można było siedzieć z książką i kotem na kolanach i patrzeć na pobliski park. Tak, znowu zainwestowałam w Lotto, mimo że cena kuponów skoczyła, a zyski są jak przed podwyżką. Czyli wiadomo jakie.

Miłym efektem ubocznym parku była kawiarenka "Siedem kontynentów" za Palmiarnią. Gablotki z motylami, klatki z drącymi dzioba papugami, palmy i paprocie wysokie na kilka metrów, afrykańskie figurki, peruwiańskie dzbany i klimat wilgotnego lasu tropikalnego, czyli to, co zziębnięte Zuzanki lubią najbardziej. No musiałam to latte, no.

[1] Rodzice dzieciom. Koleżanka koleżance (i vice versa, również z rozbieraniem się do dekoltu i wdzięcznym wyginaniem się na okolicznościach przyrody). Bba, koleżanka dwóm koleżankom, malowniczo przyodzianym w suknie balowo-wampirze (acz bez makijażu), które na polecenie fotografującej się śmiały. Panie, nie suknie. Głośno. Może ktoś im powinien objaśnić, że nie będzie na zdjęciu słychać?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 14, 2009

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: park-wilsona - Skomentuj


Wiosna, nie?

Słońce świeci na tyle silnie, że nie można chodzić bez okularów przeciwsłonecznych (jakoś dziwnym trafem są zwykle czyściejsze niż niesłoneczne, ciekawe, czemu).

Pachnie powietrze. Mlecze rosną. Bez zakwitł na Wyspiańskiego. Z parku Wilsona dobiega wieczorem śpiew ptaków i zapach świeżo ściętej trawy. Wieczorem jest jasno i dalej ciepło na tyle, że można nosić vintage bluzkę z krótkim rękawem (szytą w czasach studenckich przez mamę[1]).

Słońce zachodzi, malując bezchmurne niebo na interesujący odcień różu (bardziej w kierunku amarantu). Niechętnie zgodzę się, że wiosna ma pewną wyższość nad latem - ludzie nie są spoceni i jacyś tacy bardziej stonowani niż latem.

I taką małą tęczę na ścianie widziałam.

[1] Czasach studenckich mamy, nie moich.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwietnia 24, 2008

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Tag: park-wilsona - Skomentuj