Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o beletrystyka

Sue Townsend - Adrian Mole lat 39 i pół. Lata prostracji

Jak na książkę zamykającą cykl (chyba ze spadkobiercy wydadzą kwity z pralni) - całkiem zgrabne i nawet zatrącające o delikatne wzruszenie zakończenie. Adrian współdzieli z rodzicami domek (i kredyt hipoteczny) przekształcony z chlewika, pracuje w upadającej księgarni, pisze sztukę pt. "Zaraza", którą chce wystawić w lokalnym kółku parafialnym oraz odkrywa, że ma raka prostaty. Jego siostra zaciąga rodziców do plotkarskiego programu telewizyjnego, żeby ustalić, czy jej ojcem nie jest dawny sąsiad Mole'ów, pan Lucas, z którym Paulina Mole miała przed laty romans. Starszy syn Adriana, Glenn, jest żołnierzem w Afganistanie, a młodsza córka, Gracie (l. 5), bojkotuje szkolny mundurek. Żona za to zbyt chętnie się kręci koło lokalnego lorda, niezbyt mądrego, ale bogatego i reprezentacyjnego.

Zgubiłam się, przyznaję, w stosunkach rodzinnych Adriana - w pewnym momencie okazuje się, że ma trójkę dzieci z różnymi partnerkami, ale na tyle dawno czytałam poprzednie tomy, że mogę nie pamiętać. Poza tym jak zwykle - delikatna drwina z rządu i klasy lordowskiej, kryzys roku 2008 i upadek funduszy hedgingowych, małe miasteczko, pisma do premiera i zakaz palenia w miejscach publicznych.

Inne tej autorki.

#109

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday October 20, 2014

Link permanentny - Tagi: panie, 2014, beletrystyka - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Aleksander Wierny - Teraz

Spodziewałam się kryminału, egzotycznie osadzonego w Częstochowie i początek nawet mnie zmylił - grupa ludzi (uśmiechnięta ofiara losu, seksowna i nietrudna panna, narkoman i karierowicz) dostaje propozycję pracy w rozwijającym się przedsięwzięciu. Niezła płaca, mało pracy. Szybko się okazuje, że idą za tym konsekwencje w postaci łamania prawa. Niestety, w tym momencie autor wchodzi w metafizykę - jest przebierający się raz za supermana, raz za posmarowanego smołą i pierzem kurczaka nadczłowiek, obserwujący wszystkich uczestników oszustwa/eksperymentu za pomocą laptopa bez względu na to, gdzie są. Dodatkowo jest też jego przeciwnik, drugi nadczłowiek, który ostrzega i pomaga. W tym momencie, kiedy zaczyna się filozoficzna gadka o wyrzekaniu się jakiegokolwiek pragnienia w życiu, odpadłam. Skończyłam tylko z uporu, bo liczyłam chociaż na zakończenie typu "potem się obudził, a zły sen spowodowała niestrawność". Ponownie - niestety, nie. Mogłam w tym czasie przeczytać coś ciekawszego.

#108

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday October 17, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Barbara Kosmowska - Gorzko

Mówiłam, że "Ukrainka" daje zakończeniem po nerkach? To w "Gorzko" zakończenie jest takie, że nic tylko sięgnąć po żyletkę i drut kolczasty. Teresa, z małego Miasteczka, traci dziewictwo w letnią noc balu maturalnego, z zemsty na sobie za to, że się zakochała bez wzajemności w lirycznym Adamie. Traci cnotę z synem rzeźnika, przypadkowym nastoletnim bucem, bez przyjemności. I tak znika z Miasteczka, idzie na studia do Miasta, zostawiając dom rodzinny trochę jak z "Szopki"[1] - wiecznie narzekającą matkę, cichego ojca reperującego motorower i babcię-szlachciankę, pełną klasy i opowieści o tym, co kiedyś. I właśnie dla tej babci wraca od studiów, pierwszego kochanka, przyjaciółek z akademika, wraca z Miasta. Ale na trochę, bo szanuje Miasto i chce być jego częścią. Tyle że Miasto tego uczucia nie odwzajemnia - może to przez gorący okres w historii Polski (stan wojenny, konspiracja, bibuły), może przez to, że Miasto daje do zrozumienia Teresie, że powinna wrócić tam, skąd przyszła. Zaakceptowałam taką linię fabuły, ale nie sprawia to, że się łatwo zamyka ostatnią stronę. Powtarzam się od paru tomów - zabrakło mi zbilansowania fabularnego, elementów kpiarsko-komicznych; owszem, Teresa i jej babka są dość autoironiczne i z dystansem, ale to ostatecznie nie łagodzi fatalnego.

[1] Z całym szacunkiem do autorki, mam poczucie posklejania różnych autorek - Papużanki z jej toksycznym domem, Plebanek z dorastaniem w "Portofino", Bator z historią rodzinną i powtarzalnością przez pokolenia tych samych wzorców.

Inne tej autorki tu.

#107

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday October 16, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, beletrystyka, panie - Komentarzy: 2


Monika Szwaja - Klub mało używanych dziewic

Przyznam, że nieco zniechęcona tytułem sięgnęłam tylko dlatego, że - zatopiona w biografiach (próbuję mozolnie Tyrmanda i jego Dziennik 1954, wlecze mi się) - potrzebowałam nieco fabuły. No i skończyły mi się audiobooki. "Klub" nie jest książką złą, ale typowym chic-lit, bezpretensjonalnym, lekkim, na leżaczek przy basenie[1].

Dziewczęta po 30. spotykają się na zjeździe towarzyskim z liceum i stwierdzają, że są fajne, więc zakładają Klub, w którym będą robić Dobre Rzeczy. Trochę z nudów, trochę z poczucia beznadziejności (3 na 4 leczą się u tego samego psychiatry). Książka jest taka trochę o niczym - przeplatające się wycinki z życia każdej z pań - Michaliny, zajmującej się zielenią cmentarną, z toksyczną matką, Aliny, pracującej w banku rozwódki z nastoletnią córką, Agnieszki, zmyślającej sobie kolejnych ukochanych nauczycieli czy wreszcie Marceliny, urzędniczki będącej w związku (i w ciąży) z palantem. Za sprawą klubu zmienia się życie większości pań - Alina zostaje wolontariuszką w hospicjum i dogaduje się z córką, Michalina namówiona przez księdza zostawia cmentarz i zaczyna projektować ogrody, Agnieszka zaprzyjaźnia się ze starszą panią w potrzebie, a Marcelina - w zasadzie nie za sprawą klubu - otrzymuje w spadku dom na wsi i rodzi dziecko. Jakkolwiek fabuła jest słaba, tak konstrukty bohaterek ciekawe, a dialogi i sytuacje celne i czasem zabawne. Epizodycznie wspomniana jest bohaterka innej książki Szwai - Wika Wojtyńska podsyła klientkę "z szołbizu" do firmy projektującej ogrody, w której zatrudniona jest Michalina.

[1] Byłam przekonana, że przy basenie na leżaczku da się przeczytać wszystko. Otóż nie - tylko nabyty szacunek dla książki (i fakt, że ktoś będzie musiał ją wyciągnąć) nie pozwoliły mi na wywalenie tomu felietonów Clarcksona do basenu. Po przeczytaniu kilku "kawałków", pełnych niczym nie popartego samozachwytu i przekonania o własnej wszechwiedzy autora, podziękowałam i odłożyłam na przybasenową półkę. Dziękuję, nie smakuje.

Inne tej autorki tu.

#98 / #7

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 29, 2014

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2014, beletrystyka, panie - Komentarzy: 2


Paweł Huelle - Śpiewaj ogrody

W niechronologicznych epizodach autor-narrator odsłania historię związku Grety i Ernesta Hoffmanów, śpiewaczki i kompozytora na tle burzliwej historii Gdańska w okresie przed i w czasie II wojny światowej. Na to nakładają się już własne historie narratora - najpierw wychowanego w powojennej rzeczywistości chłopca, potem dorosłego, który rozmawia ze starą już Gretą, Niemką, która mimo wszystko została w Polsce; przejścia jego rodziny, rodzin znanych mu Kaszubów oraz - występującego w roli nemezis z przeszłości - pewnego zdegenerowanego Francuza z XVIII wieku. Dużo ładnych scen, dużo ładnych słów autor zebrał, żeby pokazać siłę przypadku, przyjaźni i zwykłej ludzkiej życzliwości. I że człowiek potrzebuje ogrodów, kawałka ziemi, który rodzi i który można kształtować.

Dobrze, że nie czytałam recenzji przed lekturą, bo w zasadzie większość z nich narzeka, że autor jest erudytą, porusza się sprawie w poprzek historii i kultury oraz że korzysta z memów i klisz (Wagner - hitlerowskie Niemcy, RM Rilke - dobrzy Niemcy itp.). Mogę na to odpowiedzieć - so what. Nie jest to książka z potoczystą narracją, w którą się wchodzi jak w wartko płynącą rzekę, ale to - jak okolica Gdańska - zatoka, do której dopływają wątki-dopływy różnych ludzkich losów.

D. mi pożyczyła - dziękuję!

Inne tego autora tu.

#97

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday September 28, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, beletrystyka, panowie - Komentarzy: 3


Krzysztof Varga - Nagrobek z lastryko

W 2070 roku narrator ogląda zdjęcie swoich dziadków z 2005 roku i zaczyna opowieść o nich, swojej matce, Polsce i wreszcie - sklejaną z dziwnych kawałków - opowieść o sobie. Trzon książki stanowi świat dziadka - Piotra Pawła, świat nadmiaru, zakupów dla zakupu, bez sensu i bez potrzeby. Świat pracy bez celu (marketing przenośnych toalet), organizowania życia wokół clubbingu, rytuału rzucania palenia, relacji miłości-nienawiści z babcią Anną i córką nie umiejącą niczego czuć.

Tylko po co...
... autor uparł się osadzić teraźniejszość za 60 lat, opisując niespecjalnie sprawnie świat z przyszłości, niby taki sam jak współczesny, ale zupełnie inny z argumentem "bo tak". Po drodze jakaś niedookreślona wojna, która rujnuje Polskę, a zwłaszcza Warszawę z późniejszą falą emigracji. Wiem, celowy zabieg uwypuklający odcięcie od opisywanych postaci, ale według mnie nieudany. Cenię sobie Vargę jako ironistę i błyskotliwego reportera codziennych idiotyzmów, lubię jego frazę, ale przedzieranie się przez narosłe przez konwencję zwały mnie nudziło. Żeby nasycić się pysznym cytatem tu i ówdzie potrzebowałam zbyt dużo wysiłku, żeby utrzymać się w nurcie rozjeżdżającej się narracji.
... wprowadził do i tak absurdalnego opisu świata pokolenia nawet nie Y, ale 1/2 Y, elementy schizoidalnej groteski - dziecko, które nie je i nie wydala, a mimo to rośnie. Wprowadził niepokalane poczęcie narratora, którego urodziła matka Zuzanna, zawsze dziewica. Za dużo, niepotrzebnie.

Może to dlatego, że mam w tej chwili w głowie tylko zapach jesiennych owoców i zachwyt babim latem? Wysiadałam z samochodu na Jeżycach, spojrzałam w nasycone błękitem niebo, intensywny cynober dachu kamienicy, złamaną rudością zieleń drzew; to nie jest czas na refleksje nad kondycją Polaka początku XXI wieku na dorobku.

Inne tego autora tu.

#93

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 16, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, beletrystyka, panowie - Skomentuj