Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Wielkopolska w weekend - Lusowo

To nie tak, że nie czekałam w tym roku na lato z poczuciem, że muszę delektować się każdym dniem. Bo czekałam. Tyle że nie spodziewałam się, że nałożą mi się upały z koniecznością ponadnormatywnego przebywania w bezcienistych okolicach. I wyszło, że jednak słabo znoszę nieustające 32-36 stopni, odbija mi się na elan vital, która to elan myśli tylko o tym, żeby zawinąć się do łóżka i wyjść wieczorem. Nie rejestruję upływu czasu w upale, zwijania się owocowych straganów, czerwienienia jarzębiny. Tak zupełnie bez żalu, jak nie ja. Może nie dopadnie mnie w tym roku kryzys kolejnych urodzin?

Wprawdzie nie w weekend, ale w tygodniu, pozwoliłam się wywlec nieletniej nad ostatnio ulubione jezioro w Lusowie. Wprawdzie skręciłam w nie ten zjazd na rondzie ("Mamusiu! Tam będą patykowilki!"), ale do jeziora jedzie się łatwo, trzeba minąć kościół i lekko w lewo. Za pomostem kaczki, przed pomostem ważki, ciepła woda i piasek.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpnia 10, 2013

Link permanentny - Tagi: polska, lusowo - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Maja, Fotografia+ - Komentarzy: 2

« Joe Alex - Cichym ścigałam go lotem - W drodze - Kutno »

Komentarze

Tobatka

Gwoli ścisłości - Lusowo, nie Lusówko.. Lusówko to jakieś 3 km dalej.. Jezioro to samo, ale plaża - jak widzę - w Lusowie :)

A przy okazji kolejnego pobytu w okolicy na kawę zapraszam :)

Zuzanka

O, to poprawiam niezwłocznie. Przekonana byłam, że to zjazd na Lusówko, a nie Lusowo.
O kawie będę pamiętać, pewnie jeszcze nie raz się wybierzemy w tym roku, upały mają być do końca sierpnia.

Skomentuj