Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Wielkopolska w weekend: (6a) Iwno

Kiedy za oknem jest słońce i 24 stopnie Celsjusza, szkoda mi siedzieć w domu, zwłaszcza że mam przykrą świadomość tego, że za chwilę zmrok zacznie zapadać o 14, a temperatura spadnie do poziomu, który wprawdzie pozwoli mi na zakładanie bordowych rękawiczek bez palców, za to z frywolnym mankietem ze sztucznego futerka, ale sprawi, że będzie mi źle, ciężko, niewygodnie i zimno bez względu na to, jak starannie się ubiorę. Uwielbiam tę część jesieni, kiedy w powietrzu unosi się zapach dymu, mgła delikatnie zaciera kontury budynków, które są o kilkanaście kroków dalej, ciągle świeci ciepłe słońce, dając złote światło i można jeszcze chodzić w sandałkach po jesiennych liściach. W Iwnie zaplanowałam sobie kawę, ale nie odbyła się, bo ślub (co jest częstą przypadłością w dowolnie wybraną sobotę w takim miejscu). Nie planowałam za to polowania na kasztany, które tutaj utraciło cały element przygody, bo kasztany w pałacowym parku w Iwnie są wszędzie, dodatkowo spadając na głowę i pod nogi podczas zbierania tych, które już leżały w zielonych łupinkach. Zapomniałam już chyba, jaka to przyjemność odkrywać podwójne kasztany, rozdzielone białą wyściółką. TŻ nabijał się nieco, że przypominam chomika z pełnymi policzkami, bo wyładowałam sobie kasztanami kieszenie i gdyby nie to, że jeszcze za bardzo nie mam co z nimi robić, nazbierałabym ich jeszcze więcej.

Sam pałac jest nieduży, ale uroczy. Trochę niechlujnie odremontowany z zewnątrz, ale sądząc ze zdjęć na stronie hotelu, wnętrza są pyszne i bogate. W uroczym owalnym wykuszu, oprócz kolekcyjki kaktusów (^siwa ma bardziej imponującą) była mała kolekcja niedużych piesków.

Ścieżki pałacowego ogrodu prowadzą nad jezioro. Na początku nie widać jeziora, tylko drugi brzeg. Po chwili okazuje się, że świat odbity w jeziorze jest tak samo realny jak ten powyżej. Pewnie dlatego niektórzy mylili gwiazdy z ich odbiciem.

(kliknij po większe; panoramkę skleił mi ^Valwit)

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 25, 2010

Link permanentny - Tagi: polska, iwno - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Komentarzy: 4

« Maj kontra wrzesień - Wielkopolska w weekend: (6b) Czerniejewo »

Komentarze

siwa

Bba. Nie pokazałam Ci tych największych, one stoją gdzie indziej, bo na tarasie nie ma miejsca ;) by. już w wieku szkolnym przynosił do domu kasztany na kilogramy. Jak przyniósł szęść kilo wprowadziłam embargo. Nie ucz dziecka ;)

wonderwoman

Bliźniaki!! Tak samo pożądane, jak bliźniacze paluszki. Prawie zapomniałam :)
Ja dziś równiez idę zbierać "skarby jesieni"- mile widziane kasztany, żołędzie, i piękne liście :)

y

a byłem tam na weselu kuzynostwa. wrażenie niechlujnego odremontowania zasadniczo nie pryska po zajęciu pozycji wewnątrz. no ale o ile-dobrze-kojarzę-własnością-skarbu-państwa-będąc - ciężko cudów oczekiwać. Tak, czy siak - sympatycznie. Wybierzcie się do Wiejc ;)

Aliszia

W maju ślubowałam w Iwnie, a w pałacu mieliśmy wesele. W środku wygląda dużo, dużo lepiej, niż na zewnątrz. A biorąc pod uwagę skomplikowaną sytuację prawną i otwartą wojnę pomiędzy użytkownikami i właścicielami- zewnętrze i otoczenie i tak wygląda grejt :) Btw. o ile jest otwarte, do środka można wejść bez problemu i "pozwiedzać", bo jest tam czynna restauracja (btw. z pysznym jedzeniem).

Pozdrawiam,
Ali

Skomentuj