Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Okazało się, że mam trzy zaległe tomy to przeczytania, co cieszy, zwłaszcza że mam urlop. Miałam nie pisać, tylko czytać, ale potem zapomnę, więc.
Zaczyna się od tego, że w urodziny Robin Cormoran zabiera ją na kolację, po czym - podochocony alkoholem - próbuje pocałować, co Robin na tyle zaskakuje, że unika zbliżenia. Oczywiście Strike odczytuje to jako niechęć, więc szybko a niefrasobliwie wchodzi w związek ze znajomą z kręgów Charlotte. Czy Robin przez cały czas akcji pluje sobie w brodę? Być może? Czy Cormoran ciągle myśli o Robin? Również prawdopodobne. Ale “will they won’t they” nie jest oczywiście treścią książki. Poza pomniejszymi śledztwami na zlecenie, Robin nie przyjmuje sprawy cyberśledztwa, z którą zgłasza się Eddie Ledwell, współtwórczyni ekscentrycznej animacji “Serce jak smoła”; tajemniczy fan o nicku Anomia, który zaskakująco dużo wie o samej Eddie, stworzył grę na wątkach animacji, a ponieważ artystka jej nie pochwaliła, zaczął ją prześladować w Internecie i nawoływać do prześladowania. Efekt jest oczywisty - ktoś zabija Ledwell, a ciężko rani jej eks-przyjaciela, drugiego współtwórcę, Josha Blaya. Teraz, kiedy jest namacalny dowód nienawiści, a za wyjaśnienie płaci agencja, której zbrodnia pokrzyżowała plany przerobienia “Serca” na netflixowy serial, detektywi rozpoczynają śledztwo na dwóch płaszczyznach - w otoczeniu obojga autorów i wirtualnie. Nie zdziwi Was zapewne, że Robin się przebiera i udaje kogoś innego, a Strike usiłuje zachować incognito, przez co uszkadza sobie kikut nogi. Rozwiązanie jest… karkołomne, z wieloma fałszywymi tropami, ale dość satysfakcjonujące.
Są we mnie dwa wilki - jeden szuka wszelkich niedociągnięć technicznych i powiązań między akcją książki, a realnym światem (konflikt fandom vs. JKR, ruchy incelskie, ableizm, terfizm), drugi zaś cieszy się dynamiczną fabułą i próbuje zgadnąć, kto z wielu przewijających się bohaterów jest zbrodniarzem. Nie wiem, czy podoba mi się tłumaczenie wszelkich znaczących imion - Paperwhite to Narcyzka, co w ma pewne konotacje psychologiczne. Mogłam poprzewracać oczami nad korowodami, jakie Strike z Ellacot robili, żeby wejść do gry, ale niech będzie, każde konto było weryfikowane. W kindlu zapisy z czatów, zwłaszcza jeśli np. dzieją się trzy jednocześnie i ma to znaczenie) są w zasadzie nieczytalne, musiałam się jak zwierzę przesiadać do niektórych rozdziałów na duży ekran komputera. Ale poza tym absolutnie guilty pleasure, nie mogłam się oderwać.
Inne tej autorki.
#79