Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Lucy Maud Montgomery - Blue Castle

Kierowana półprzytomnym imperatywem o poranku w hotelu, że teraz natychmiast muszę przeczytać “Błękitny zamek”, bo wieki nie czytałam oraz czemu by nie po angielsku, skoro książka jest już w domenie publicznej, pobrałam plik i z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że są fragmenty książki, których nie pamiętam. A umówmy się, ja wprawdzie zapominam, co czytam (i - jak się ostatnio okazało przy ponownym oglądaniu “Flight of the Conchords” - również, co oglądam), ale są takie książki, które w czasach nastoletnich przeczytałam kilkanaście razy i pamiętam do poziomu frazy. W zestawieniu z posiadanym w domu wydaniem Naszej Księgarni z 1988 okazało się, że polska wersja jest oberżnięta lekko o ⅓, czasem brakuje kilku akapitów, czasem całych rozdziałów (dla porównania wersja oryginalna ma rozdziałów 45, polska - 27). Zniknęło lustrowanie całej rodziny Stirlingów przez krytyczne oko Joanny, pogrzeb Cesi Gay, wiele z uroczych opisów życia na wyspie na jeziorze Mistawis, opinie Joanny o architekturze; co ciekawe, swoistej cenzurze uległa większość fragmentów dotyczących kościoła[1] i sympatii Joanny (i Edwarda) do kotów. Ponieważ włączyło mi się moje OCD, przeczytałam jednocześnie książkę po polsku i po angielsku, a zauważone braki zaznaczyłam w pdf, żebyście Wy nie musiały.

Jakkolwiek uważam, że tłumaczenie nieznanego autora nie jest złe (mimo kilku niezgrabności typu to piece a quilt - sztukować kołdrę czy drobnych logicznych błędów typu robienie pikniku w marcu zamiast w maju), tak wiele decyzji o spolszczeniu uważam za chybione. Poniżej skrócona lista zmian co najmniej dziwnych. Nie ma na niej tłumaczenia imienia protagonistki - Valancy Jane (zwanej infantylnie Doss) - na Joannę Walencję (Bubę) czy zamiany Barneya na Edwarda, albowiem jestem w stanie zrozumieć, co za tym stało. Przy innych - niezbyt.
Cousin Stickles to ciocia Tekla.
Cousin Gladys to kuzynka Lodzia (dlaczego!).
Redfern’s Purple Pills to Czerwone Pigułki Redferna.
Wasbarras (ród, z którego pochodziła matka Joanny) to Barracludowie.
Edward Beck (staruszek z guzem) to Rudolf Schultz (sic!).
Cecil Bruce to Robert Price.

Dla tych, co nie czytali i są ciekawi treści: Joanna to 29-letnia stara panna, uważana przez rodzinę za nijaką i bez perspektyw, potulnie wypełniająca obowiązki narzucane przez matkę, drżąca w obawie przed ubóstwem na starość (trzeba być grzeczną dla niemiłego wuja Benjamina, może coś zapisze w testamencie). W swojej głowie Joanna jest panią na zamku - piękną, pożądaną, otoczoną pięknymi rzeczami, przyjaciółkami i zalotnikami; czasem to wystarcza, żeby przechodzić nad codziennymi upokorzeniami, czasem to jednak za mało. W rzadkiej chwili buntu wybiera się sama do lekarza, gdzie dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i został jej najwyżej rok życia. Absurdalnie, to daje dziewczynie energię do tego, żeby ten krótki czas przeżyć tak, jak sama chce, a nie jak chce jej zakuta w konwenanse rodzina. I teraz to rodzina cierpi, kiedy Joanna wprowadza się do znanego pijaka, żeby pielęgnować jego umierającą, upadłą córkę. Jak to u Montgomery, w tle są fantastyczne kanadyjskie pejzaże, wielka miłość i szczęśliwe zakończenie. Może i jest to powieść dla romantycznych gąsek, trudno, najwyżej jestem romantyczną gąską.

Inne tej autorki tutaj.

[1] Nawet w tak niewinnym kontekście jak żarty z wujenki, którą pies ugryzł w okolicy poczty (a w oryginale “just below the Catholic church”).

#94

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipca 27, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, beletrystyka, panie, mlodziezowe - Komentarzy: 13

« O spacerach zorganizowanych - Dzieciniec pod Słońcem - O jeziorach w Łagowie »

Komentarze

Szymon
Jest nowsze tłumaczenie, powinno być też kompletne
Zuzanka
@Szymon, wiem, że są (bo jest więcej) nowsze. Nie bardzo widzę jednak sens kupowania nowej książki, skoro jedną już w domu mam, tym bardziej że mogę przeczytać oryginał. Bardziej zastanawiam się nad fenomenem, którego efektem jest tak dziwacznie poskracana książka. W każdym razie - które tłumaczenie polecasz?
Korba
@powieść dla romantycznych gąsek Wychodzi na to, że jestem romantycznym gąsiorem, bo też ją lubię. A Lucy zacząłem czytać gdzieś za wczesnego Jaruzelskiego (gdy miałem lat dwadzieścia i kilka), pożyczywszy kilka tomów Ani od mojej ówczesnej lubej.
Zuzanka
@Korba, trochę ironizuję, ale zupełnie nie czuję wstydu, że lubię książki LMM. Autorka ma świetny zmysł obserwacji swojego otoczenia, przy tym jednocześnie nie jest wredna (to na przykład było moim zarzutem dla Austen). A że tematyka to (dorastające) dziewczęta o nadczynnej wyobraźni - cóż, znała się na nich doskonale.
Korba
Jane wredna?! Ironiczna, uszczypliwa, czasem nieco złośliwa - tak, choć przy tym wykazująca sporo zrozumienia dla ludzkich ułomności. Ale wredna?!... Dziewczyno, skąd Ci to przyszło do głowy?
Zuzanka
No właśnie zupełnie mam inny odbiór Austen. Na pierwszy plan wysuwa mi się złośliwość, nawet głównej bohaterki "Dumy i uprzedzenia" nie mogłam polubić.
Korba
Pacz pan kurczę, jak to można w internetach kalumnie rzucać na pannę Elizabeth Bennet - sympatyczną młodą damę, pełną wdzięku i świetnego poczucia humoru. Wprawdzie nie była tak przepełniona dobrymi uczuciami do wszystkich ludzi, jak jej starsza siostra, ale dzięki temu była ciekawsza i zabawniejsza. Nadęty i wredny (do czasu) był oczywiście pan Darcy, ale został za to pokarany bezdennie głupią teściową. Dobrze, że się przynajmniej w zgadzamy w kwestii pani Barneyowej :).
Zuzanka
No niestety, to takie miejsce, gdzie rzucają kalumniami. Niedługo planuję poniewierać "Dziwne losy Jane Eyre", pozostając przy epoce.
sliwka
Trzy lata temu, będąc już po 40, pojechałam na urlop na PEI, żeby zobaczyć na żywo Zielone Wzgórze, więc tego. Nie jestem fanatyczną wielbicielką LMM, ale kochałam te książki w swoich latach nastoletnich. Z czasem doceniam bardziej jej późniejsze książki, bo jest w nich dużo ciepłego poczucia humoru, ale tak naprawdę najbardziej utkwiły mi w pamięci pamietniki LMM, które mnie każą myśleć, że pisała te książki przede wszystkim dla siebie, żeby uciec w świat idealny przed trudną rzeczywistością. Czytałam gdzieś, że będąc już znaną psiarką i nieźle zarabiając na swoich książkach nie mogła rozporządzać swobodnie honorariami za nie jako kobieta niezamężna i dyponowali nimi mężczyźni z jej rodziny. Dlatego uciekła w nieszczęśliwe małżeństwo z człowiekiem chorym psychicznie.
Zuzanka
Sliwko, pamiętam, że planowałaś. Jak było? Kanada jest gdzieś na mojej liście miejsc, do których chciałabym pojechać, tylko za daleko na krótki wyjazd.
sliwka
Poleciałam do Toronto i stamtąd samochodem na PEI i do Nowej Szkocji (jakie 5000 kilometrów w obie strony) trochę ponad dwa tygodnie. Krajobrazy przepiękne, myślę że wschodnia Kanada bardziej intersująca niż Ontario (chociaż Niagarę przy okazji warto zobaczyć jako ciekawostkę). Gdybym miała jechać jeszcze raz chyba bym poleciała z Toronto samolotem na wschód i tam wynajęła samochód, żeby więcej zobaczyć właśnie w Nowej Szkocji, PEI i Nowym Brunszwiku.
Zuzanka
Fantastyczny kawał drogi, tym bardziej zazdroszczę!
Tores-
O patrz, ja też dopiero ostatnio się dowiedziałam, że polska wersja jest okrojona! I czekam na nowe wydanie/tłumaczenie, które powinno być jakoś już? żeby porównać. Albo spróbuję po angielsku jednak. Też w ogóle nie rozumiem, po co były te skróty.

Skomentuj