Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Joseph Heller - Paragraf 22

Panowie (...) Jesteście oficerami Armii Stanów Zjednoczonych. Oficerowie żadnej innej armii na świecie nie mogą tego o sobie powiedzieć. Zastanówcie się nad tym.

Nauczona doświadczeniem, że niekoniecznie to, co opisuje narracja, jest tym, co się zdarzyło naprawdę, każdy kolejny raz rozpoczynania książki Hellera był obarczony pewną podejrzliwością. A może Yossarianowi to się śni? A może to książka o czymś innym? Może dlatego udało mi się ją przeczytać za czwartym podejściem, co może nieco dziwić w kontekście tego, że jestem w stanie przejść przez większość literatury niskich lotów. Ale skończyłam, tak? I, co gorsza, podobało mi się. Co gorsza, bo to przerażająca książka o wojnie, tym bardziej przerażająca, że śmieszna. I czytam, podśmiewając się, notując w głowie kolejne zabawne cytaty, a tak naprawdę nie jest śmiesznie. Bo wojna nie jest śmieszna i wojną cieszyć się może tylko ktoś, kto jest pozbawiony empatii, szalony wyzuty z moralności. Tymczasem to Yossarian chce orzeczenia, że jest szalony, bo wtedy nie będzie musiał latać i bombardować wroga i wszyscy będą mieli mniej okazji, żeby go zabić. Tyle że takiego orzeczenia nie dostanie, bo jeśli twierdzi, że jest szalony i nie chce zostać zabity, to wcale nie jest szalony i może lecieć na kolejną misję.

Za co polubiłam "Paragraf" bezwzględnie? Za język (i pewnie za tłumaczenie, chociaż roi się od niewyłapanych przez korektę literówek), za zabawy słowne w dialogach, za drwinę z wojskowości, za ciągłe przekręcanie kąta kamery i pokazywanie jednocześnie tej samej sceny z różnych ujęć. Za Milo Minderbindera, który kupując jajka na Malcie za 7 centów i sprzedając je na Pianosie za 5, miał z tego zysk (wszyscy mieli udział w zyskach). I za pielęgniarzy w szpitalu, którzy zapobiegawczo malowali wszystkim palce u nóg i dziąsła gencjaną oraz dawali środek na przeczyszczenie. I byłego starszego szeregowego Wintergreena, który samodzielnie ustawiał wojskową hierarchię.

Tylko ta wojna w tle. Nie lubię.

Chociaż praca, jaką wykonujemy, nie jest zbyt ważna, ważne jest, żebyśmy wykonywali jej jak najwięcej [generał Peckem].

#40

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwca 2, 2013

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 9

« Miasto dla dzieci - Red State »

Komentarze

silver

O, dzięki za przypomnienie, że dawno nie czytałem. Nieodmiennie bawi mnie scena z podwójnym widzeniem :)

btw: mogę Ci polecić 'Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości', niedawno skończyłem, leży na półce jakbyś nie miała co czytać (ha, ha ;) ). Trochę inna 'wojna' opisana. Ciężko się czyta na co 'waaadza' najwyższa mogła sobie pozwolić.

theli

No to lepiej nie oglądaj filmu, jeszcze bardziej strasznie (bo widać), a ciut mniej śmiesznie.

Zuzanka

@Silver, nie czytam książek o wojnie z założenia. Trafiają się tylko takie, które mają coś ponad.
@Theli, nie planuję. Jeśli książka opiera się na języku, to nie da się dobrego filmu zrobić (np. Pratchett zupełnie się nie sprawdza na ekranie, ładne obrazki, ale to tak 30% książki).

y

A u mnie P22 jest nieodmiennie, od lat, na samym szczycie niezbyt długiej listy Książek Ukochanych. Nawet mam na biurku we fabryce, i baaardzo często otwieram na chybił-trafił, i czytam choćby parę zdań, zdumiewająco często trafiając na cytat kapitalnie pasujący do bieżącej sytuacji - np dziś, z prowadzeniem Yossariana za ucho przez siostrę Duckett (a skoro tak, to z przyjemnością przeczytałem kawałek następnego rozdziału, gdzie Yo postanowił coś dla niej zrobić, co skończyło się utratą przytomności u Dunbara, a następnie sceną z rybą.

No i te sutki jak dojrzałe czereśnie... ooooooooooch ;-)

Cichy

A ja niezmiennie nie jestem w stanie zrozumieć, co ludzie widzą w tej książce. Fabuły prawie nie ma, komizm co najwyżej przeciętny, jest parę zabawnych scenek i postaci, ale o wiele za mało jak na kilkaset stron - ja ziewałem już po kilkudziesięciu, a gdzieś w połowie straciłem motywację do dalszej lektury, co zdarza mi się naprawdę rzadko...

Alex

@cichy

To nie jest książka, która ma mieć fabułę, albo która ma być zabawna.

mt3o

Bo do tego, żeby Paragraf się podobał, trzeba lekko łykać niezdrowe ilości absurdu i mieć duży dystans. Paragraf jest książką o absurdzie, a wojna i wojsko są tylko trochę tłem dla tego absurdu.

Do książek nie mam serca (względnie: czasu), dlatego książki nie czytałem. Za to audiobook przesłuchałem 3x w ciągu ostatnich kilku lat i chętnie do niego wracam. Jest kapitalny.

y

Cichy: obiektywnie rzecz biorąc racja - trudno tu mówić o jakiejś zwartej fabule, ale jakbym miał wskazać analogię, to jedyne co przychodzi mi do głowy to Pulp Fiction. Też ziewałeś?;) Analogia dlatego, że i tu, i tam po wszystkim okazuje się, że jednak jest w tym pewna kompletna historia, opowiedziana wprawdzie po mistrzowsku, ale za to jakby trochę mimochodem. No, ale jak chodzi o P22 to z całą pewnością nie jestem obiektywny - zresztą, podobnie jak odnośnie Pulp Fiction ;) Co ciekawe, inne książki tego autora już mnie tak nie nawilżają, mimo zbliżonego zestawu postaci.

Cichy

@mt3o
Ale ja nie mam problemu z łykaniem absurdu, lubię Monty Pythona, Vonneguta i w ogóle - natomiast absurd w Paragrafie 22 ani trochę mnie nie rusza.

@y
Nie widzę analogii. Pulp Fiction bezdyskusyjnie ma fabułę, co prawda pociętą, ale widoczną i grającą ważną rolę, a P22 to niemalże zbiór opowiadań, połączonych (z rzadkimi wyjątkami) bardziej bohaterami niż historią.

Skomentuj