Więcej o
Oglądam
Czy może być ktoś bardziej żałosny niż postarzały gwiazdor sitcomu sprzed lat, aktualnie głównie grający ogony, a znany z ekscesów wyczynianych pod wpływem obficie zażywanych używek? Pewnie może być, ale BoJack - koń znany z “Rozbrykanych” - znajduje się na pewno dość wysoko na tym podium. W celu ratowania podupadającej sławy, jego agentka, kotka Princess Carolyn, wynajmuje ghost writerkę Diane w celu napisania pochlebnej biografii BoJacka. Podczas prób wyciągnięcia z rozsypującego się aktora jakiejś spójnej historii, powoli zaczyna do niego docierać, że chyba nie odniósł aż takiego sukcesu, jak mu się do tej pory w alkoholowym i narkotykowym przytępieniu wydawało. Nie będę streszczać kolejnych sezonów, które pokazują długą i bolesną drogę BoJacka do zrozumienia siebie, swoich wyborów, wzięcia odpowiedzialności za wszystkie złe uczynki, jakie w życiu zrobił, wyjaśnię tylko, że jest to czarna komedia, która elementy absurdalne i groteskowe i to nie zawsze wynikające z tego, że część postaci to zwierzęta, przeplata momentami absolutnie walącymi po nerkach i poniewierającymi widzów. I, tak jak Waltera White’a, Dextera czy Tommy’ego Gavina, szybko się zaczyna sponiewieranego i zmęczonego życiem i byciem sobą BoJacka lubić.
Jaka tu jest obsada, nawet jeśli wszyscy występują tylko głosami! Will Arnett, Wendy Malick, Stephanie Beatriz, Rami Malek, Angela Basset czy epizodycznie pojawiający się np. Zach Braff (w roli znanego aktora Zacha Braffa). Poziom szydery na Hollywood i ogólnie przemysł filmowo-serialowy jest ogromny, ze wszystkimi patologiami i trendami jak #meetoo i konsekwencje, przeprosiny non-apologies, ukrywanie afer dla celów biznesowych, szybkie romanse i zerwania, stręczenie dzieci czy podporządkowanie wszystkiego karierze. Doskonały drugi plan z meta-żartami dla spostrzegawczych, czasem aż się prosi, żeby zatrzymać oglądanie, żeby złapać wszelkie nawiązania. Co ciekawe, serial nie zachwycił mnie początkowo, odrzuciła mnie animacja, humor też niespecjalnie przyciągnął, ale dość szybko się wciągnęłam i wiernie zostałam przez całe 6 sezonów.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maja 17, 2022
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Zawsze obiecuję sobie, że poczekam, aż będzie dostępna całość, żeby nie czekać na kolejne sezony, zwłaszcza jak nie są rozdzielnymi opowieściami. Tu wytrzymałam cztery lata, aż pojawił się sezon trzeci, więc za karę będę czekać kolejne dwa (przy dobrych wiatrach) na sezon czwarty, ostatni. Ale nie żałuję, bo bardzo oglądalny.
Serial jest fabularnie[1] wierną ekranizacją książek, ale z jednej strony dodaje do nich nową jakość, porządkując wydarzenia, które w książce są czasami przemieszane chronologicznie i obudowane dygresjami, z drugiej odziera je jednak z części tła historycznego, które jest bardzo istotne w książce. Aktorzy są doskonale dobrani, zarówno dziewczynki z pierwszych sezonów, jak i późniejsze dorosłe, grające Lilę i Lenù, podobnie drugi plan. Nieco irytowała mnie zamierzona sztuczność scenografii Dzielnicy w Neapolu, jej umowność, bez zieleni, celowo sterylnie brudnej (bez śmieci, ale wszystko szare, zniszczone i zapuszczone, nawet jeśli do poprawy życia wystarczyłaby warstwa farby), a jednocześnie doceniłam rozmach, z jakim oddano lata 50., 60. i 70. we Włoszech. I chyba bardziej niż w książkach nie lubiłam żadnej z bohaterek, wchodząc mentalnie w rolę rodzica.
[1] Tak, musiałam przeczytać ponownie wszystkie cztery tomy cyklu, bo uwierały mnie niedomówienia serialu. Za dwa lata będę pewnie musiała sobie czwarty tom przypomnieć.
#55-58
Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwietnia 27, 2022
Link permanentny -
Kategorie:
Czytam, Oglądam, Seriale -
Tagi:
2022, beletrystyka, panie
- Skomentuj
W 2020 powieść o tym, co stało się ze światem po tym, jak pandemia gruzińskiej grypy zmiotła z powierzchni Ziemi 90% ludzkości, była dla mnie bolesnym zbiegiem okoliczności. I skupiłam się wtedy na samej idei pandemii, nie na akcji jako takiej. Serial na podstawie powieści wchodzi bardziej w związki międzyludzkie i fabułę niż skupia się na dzielącej życie bohaterów na Przed i Po chorobie, idąc nawet dalej niż książka. Przypadkowi ludzie skupieni wokół Arthura Leandera, nieco przebrzmiałego aktora - 9-letnia aktorka Kirsten, ciągle szukający miejsca w życiu Jeevan, Elizabeth, rozwiedziona druga żona Arthura i ich wycofany syn Tyler czy wreszcie Clark, przyjaciel i adwokat aktora, spotykają się na skutek przedziwnego splotu wydarzeń (i tytułowego komiksu, napisanego przez pierwszą żonę Arthura) 20 lat później na prowincjonalnym lotnisku. Książka miała więcej niedopowiedzeń, była mniej drastyczna w wymowie, serial z kolei jest bardzo plastyczny i choć czasem rozwleka niepotrzebnie niektóre epizody, ładnie eksponuje te elementy fabuły, który mi nieco umknęły przy czytaniu. Musiałam przeczytać drugi raz, bo niewiele pamiętałam.
#44
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwietnia 5, 2022
Link permanentny -
Kategorie:
Czytam, Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Przepięknie narysowany komiks o tym, co w życiu autora ważne - śmierci ukochanej dziewczyny i surfowaniu. Opowieść o Kristen, której złośliwy nowotwór przekreślił wszystkie plany, w tym radość z surfingu, malowana jest w tonacjach turkusu i niebieskiego. Historia hawajsko-kalifornijskiego surfingu z kolei to brąz i sepia. Mało tekstu, ale są momenty, że w gardle zatyka, mnóstwo pięknych rysunków, w zasadzie co drugi kadr, zwłaszcza te architektoniczne, mogłabym z przyjemnością powiesić na ścianie.
#41
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marca 28, 2022
Link permanentny -
Kategorie:
Czytam, Oglądam -
Tagi:
2022, komiks, panowie
- Skomentuj
Nie byłam ultra-fanką Matrixa, chociaż zrobił na mnie duże wrażenie. Łatwo mnie kupić dowolną historią o poznaniu niepoznanego, że świat nie jest taki, jaki się wydaje oraz że deja vu to czarny kot. Trochę mi ochłodło przy kolejnych częściach, gdzie zmyłka goniła zmyłkę, mesjanizm deptał po piętach legendom, a wszystko miało na celu pozyskanie odrobiny prądu. Poprzeczka na czwartą część była zatem dość nisko. I nie czuję zupełnie rozczarowania.
Thomas Anderson jest znanym projektantem gier, w tym nagradzanej serii "Matrix". Nie jest jednak szczęśliwy, ciągle coś mu doskwiera, mimo niebieskich tabletek na szczęście, którymi hojnie zasila go psychiatra. I tu niestety obsada stanowi jeden ogromny spoiler, bo skoro psychiatrą jest Neil Patrick Harris, to nie dziwi zupełnie, że wtem pojawia się niejaki Morpheus z czerwoną pigułką, a Trinity wchodzi do trendnej kawiarni po sojowe latte (nie wiem, czy naprawdę po sojowe, drobna złośliwość). Jest sporo paraleli do fabuły pierwszej części, mnóstwo odniesień do memów i mrugnięć oka do widza kultowego, pojawiają się aktorzy z innych produkcji Wachowskich (np. z "Sense8"), warstwa wizualna nie zawodzi, chociaż nie wprowadza niczego zmiatającego z nóg, muzyka podobnie. Prywatnie ucieszyła mnie panorama San Francisco, może nawet obejrzę ponownie dla samych obrazków.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marca 25, 2022
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
Jak w większości dokumentacji, na początku powinna pojawić się sekcja "tło". "Diunę" przeczytałam dawno, a nawet dawniej (i chyba kolejne dwa albo i trzy tomy cyklu), bardzo mi się podobała, ale nigdy nie byłam fanatyczną wyznawczynią. Może przeszkadzały mi zatracające coelhizmem frazy, krążące jako cytaty motywacyjne? (zwłaszcza ta inwokacja o strachu, wyeksploatowana co cna). Ekranizacja Lyncha nie zmartwiła mnie jakoś specjalnie, po "Twin Peaks" wszystko, co z MacLachlanem, musiało być dobre. I Sting był. Nie czekałam na kolejną, aczkolwiek przy nazwiska Chalameta, Isaaca, a już na pewno Momoy już mi wzbierało zainteresowanie. Trailer mną pozamiatał.
Problem w tym, że ten ponad dwugodzinny odcinek nie pokazał dużo więcej niż trailer. Był śliczny, majestatyczny, wizualnie majstersztyk, scenografia, pojazdy, wreszcie obsada idealna w swoich rolach, muzyka wywołująca dreszcze (aczkolwiek do dud się nie przekonałam, mogę strawestować anegdotę o dżentelmenie i harmonii, że można umieć, ale można nie grać), złego słowa też nie powiem na samą fabułę. Spójna, logiczna, bez natrętnych ekspozycji. Tyle że to kawałek - skąd się wzięli Atrydzi na Arrakis, czemu zirytowało to Harkonnena i spowodowało desant Sardaukarów, zakończony pokotem zwłok i ucieczką dwójki głównych bohaterów na pustynię, gdzie Paul i Chani wymienili znaczące spojrzenia. Zapomnę, co obejrzałam do czasu, aż pojawi się kolejna część. Bardzo przyjemnie się oglądało, ale nieco żałuję, że nie poczekałam na całość. Pytanie, oczywiście, ile trzeba będzie czekać.
Oraz absolutnie shipuję Duncana i Paula, jaka chemia!
Druga część.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marca 14, 2022
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj