Więcej o
Oglądam
Mam słabość do Channinga Tatuma po bardzo złym ”Jupiter Ascending”, niestety tutaj chłopak nie ma makijażu, a fabuła nie jest lepsza. Wiem, nie ogląda się Magic Mike’a po fabułę, tylko po dobrze zbudowanych mężczyzn z elastycznymi ciałami, którzy tańczą z lekkim posmaczkiem erotyki, ale tutaj nawet to jest wygładzone i letnie. Nie ma obciachu ani kontrowersji, bardzo sympatycznie jest rozegrany motyw z uzyskaniem pozwolenia na dotykanie, najlepszą rolę ma cyniczny acz wierny służący, niestety poza tym bieda.
Mike dorabia sobie jako barman, poznaje bogatą, sfrustrowaną Maxandrę (Salma Hayek), która jest w trakcie nieprzyjemnego rozwodu. Kupuje u niego ostatni taniec (“bez happy endu”, jasne), po czym wpada na pomysł, że zabierze chłopaka do Londynu, żeby zirytować eks-męża - planuje wystawienie erotycznego widowiska tanecznego zamiast nudnej sztuki w pretensjonalnym teatrze, dziedzictwie eks-męża. Przebudowują teatr, mają pewne problemy z mężem i urzędnikami, Maxandra się rozmyśla, ale Mike doprowadza do premiery przed zamknięciem teatru, tańczą i w końcu padają sobie w ramiona. Wszystko przyprawione jest mdłym komentarzem nastoletniej córki Maxandry, która analizuje istotę i rolę tańca; niestety tam, gdzie mogłaby mieć cokolwiek ciekawszego do powiedzenia, kamerdyner zasłania jej oczy, a potem wyprowadza ją z sali, żeby nie widziała, jak atrakcyjni, skąpo ubrani mężczyźni symulują akt płciowy w rytm muzyki. Ech.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwca 18, 2023
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
Dla ustalenia uwagi - nie lubię filmów kostiumowych na serio, ale bardzo lubię postmodernistyczne kawałki w sztafażu. I “Wielka” dostarcza doskonale - dopisek w czołówce “* an occasionally true story” zdecydowanie ucina wszelkie dyskusje o zgodności z prawdą historyczną, nie dziwi więc kolor skóry, szczegóły ubioru, makijażu czy skomplikowane kwestie pokrewieństwa. Młodziutka Katarzyna (właściwie Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst) przyjeżdża do Rosji, żeby wziąć ślub z wymarzonym carem, Piotrem III. Niestety, nic nie idzie według zamierzeń - Piotr jest chamem, brutalem, pijakiem i częstokroć zwyczajnie idiotą, nie ma romantycznej miłości, tylko zadarcie kiecki i z przeproszeniem, byle jakie ruchanie, arcybiskup zamiast przywitania testuje palcami, czy przyszła caryca jest dziewicą, dwór z niej szydzi, a jej zamiłowanie do nauki i postępowe idee, które chciałaby wprowadzić… cóż, może je sobie wetknąć. Ale to w zasadzie komedia, więc te wszystkie drobne problemy motywują Katarzynę do rozpoczęcia planowania przewrotu i przejęcia władzy nad Rosją. Sytuacja zmienia się dynamicznie - są sojusznicy i wrogowie, liczni kochankowie obojga, sobowtóry, niespodziewane zmiany stron, niedźwiedzie, szalona cioteczka Elżbieta i doskonały, współczesny język. Z kolejnymi sezonami (aktualnie zakończył się trzeci) jest coraz bardziej chaotycznie i komedia idzie raczej w kierunku groteski i komedio-dramatu, ale w zasadzie nie ma słabych momentów.
Oczywiście ostrzegam - jest brutalnie, mnóstwo przemocy, ach ci Rosjanie, ale dawno się tak dobrze nie bawiłam. Aktorzy doskonali - duet Fanning i Hoult świetnie się uzupełnia, krótka rola Gillian Anderson jest chyba najlepsza, Hodge i Isaac (w obu się kochałam w “Capital City”, jak to dawno było, jakże się chłopaki postarzeli, chlip) świetni. Do tego rozmach - scenografia i kostiumy na bogato, należycie odrobione tło historyczne (oczywiście nie pozwólmy, żeby fakty zepsuły dobrą historię) i absolutnie brak skrępowania, jeśli chodzi o moralną ocenę tego, co się działo.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwca 15, 2023
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Lekka hiszpańska obyczajówka o panu Lopetegui (śliczne nazwisko, tym bardziej zabawnie brzmiało, jak wszyscy do niego się po nazwisku zwracali, a nie po imieniu), dość sztywnym i kostycznym wykładowcy uniwersyteckim, który - po śmierci ojca - decyduje się w wieku 45 lat na ryzykowny krok zrobienia wreszcie prawa jazdy[1]. Na kursie nie dość, że uczy się razem ze swoją studentką Yolandą, to jeszcze “cierpliwy” instruktor strasznie bohatera irytuje swoimi żarcikami i ciągłym zwracaniem uwagi, do czego Lopetegui bynajmniej nie jest przyzwyczajony. Pod pretekstem błahej historyjki o nauce jazdy pojawiają się pewne historie z przeszłości profesora - jego skądinąd świetna książka o duchach, którą napisał przed, ale wydał 2 miesiące po premierze “Szóstego zmysłu”, odejście ojca i rozpad małżeństwa - oraz Yoli, która jest córką znanego literata, który, jakkolwiek publikuje świetne książki, tak ojcem jest mocno takim sobie.
[1] Jak to mówi młodzież, totalny rel, ja wprawdzie nie miałam podczas kursu jazdy 45 lat, tylko 34, ale zdawanie z ludźmi 15 lat młodszymi jest… trudne, zwłaszcza kiedy okazuje się, że im wszystko wychodzi od ręki, a dodatkowo wszyscy się dziwią, co tu taki starszy pan (sic!) robi.
Chwilę wcześniej zaczęłam też oglądać inny hiszpański serial, “Paquita Salas”, o agentce celebrytów, który niestety okazał się być nieśmieszny w kierunku żenujący. Rolę ekscentrycznej właścicielki agencji gra dość nieudolnie przebrany mężczyzna, wszyscy udają, że jest to kobieta, tyle że to już nie są lata 90. Możliwe, że umykają mi różne lokalne smaczki, trudno; właśnie wysypało nowym sezonem What We Do in the Shadows, który jest pyszny (sceny z dżinem i powiększaniem penisa, płakałam łzami).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 28, 2023
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Brytyjski komediodramat o dziwnej relacji między Costello Jones, samotną matką, ledwo wiążącą koniec z końcem, niepijącą alkoholiczką, tancerką erotyczną oraz - jak się okazuje - aspirującą pisarką, a homoseksualistą Florianem Selbym, synem lorda i kiedyś dziedzicem fortuny, aktualnie eks-więźniem, hazardzistą i do pewnego stopnia psychopatą. Oboje kochają Iris, 10-letnią córkę Costello, niestety kiedy są blisko siebie, działają sobie na nerwy i eskalują konflikt. Z jednej strony serial pokazuje, jak trudno wyrwać się z ubóstwa i jak ruchy w teorii pomocowe utrzymują ten stan (schroniska, idiotyczne zasady zasiłków), z drugiej, jak ubóstwo jest fetyszyzowane przez lewicę. I jakkolwiek całość się świetnie ogląda, tak miałam wrażenie, że brakuje w tym serialu istotnych fabularnie kawałków - skąd w ogóle przyjaźń Jones i Selby’ego, jaką rolę poza byciem skomplikowaną 30-latką i przyjaciółką ma Gloria, jak Jones wylądowała w zaułku życia i w zasadzie o czym jest ten serial (poza tym, że o tym, że ciężko wychowywać dziecko w niestabilnym świecie biedy).
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 24, 2023
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Nasza rzeczywistość, ale z drobnymi zmianami. Jedna z nich to odkrycie, że na całym świecie bez żadnego ostrzeżenia nastolatki zaczynają mieć umiejętność rażenia prądem. Serial skacze między różnymi lokalizacjami (czy przypomina to “Sense 8”? być może), pokazując różne reakcje na odkrycie nowej cechy - w USA chcą dziewczęta izolować, zwłaszcza że hormonalne nastolatki potrafiące wywołać krótkie spięcie wszystkiego np. w samolocie są realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa, w krajach arabskich użycie energii elektrycznej zostaje zakazane i grozi śmiercią, w Moldovie[1] autorytarny prezydent chce kobiety inwigilować jak przestępców i tak dalej. Wiele wątków - rodzina burmistrzyni ze Seattle, uwikłanej w politykę; religijna wspólnota odrzuconych przez społeczeństwo dziewcząt, do których trafia Allison, słysząca głos Boga-kobiety[2]; nieślubna córka londyńskiego mafioza; trophy wife prezydenta Moldovy, była gimnastyczka; wreszcie bloger z Namibii, który zaczął publikować filmiki o nowym zjawisku. Na razie dostępny jest pierwszy sezon, który rozpoczął wiele wątków i zostawił je w powietrzu, radzę poczekać z oglądaniem, aż (czy) pojawi się zapowiedź kolejnego.
Niestety, jakkolwiek pomysł uzbrojenia nastolatek, które mają potencjał zmienić przemocową dynamikę świata, jest świeży, tak wykonanie w serialu to w zasadzie zepsuły. Wdano się w niepotrzebne wyjaśnienia, że wyładowania pochodzą z WTEM wyewoluowanego organu, którego nie da się usunąć bez szkody dla kobiety, bo jest połączony z systemem nerwowym. I jeszcze to bym łyknęła, ale WTEM okazało się, że można tę moc przekazywać dorosłym kobietom (i co, tak od ręki im rośnie ten organ elektryczny, serio?). Wielość wątków, z których kilka zaczyna się ze sobą łączyć, jest chaotyczna; pozawieszano sporo strzelb (kim jest tajemniczy jutuber, który szerzy nienawiść do kobiet, co z puczem w Moldovie, kim jest głos bogini w głowie Allison i czy w ogóle da się żyć w społeczeństwie, gdzie kobiety są wyposażone w nielicencjonowaną broń, którą mogą zabić każdego w zasięgu kilkunastu metrów), widać spory budżet, ale nie idzie za tym jakość.
[1] To druga różnica - kreatywne użycie geografii. Istnieje tu mityczny kraj zwany Moldovą lub Karpatią, coś pomiędzy Ukrainą, Białorusią a Rumunią za czasów reżimu Ceausescu.
[2] Ależ oczywiście że skojarzył mi się ten dowcip 54.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maja 22, 2023
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
7 lat temu przeczytałam pierwszy tom cyklu Natalii Osińskiej o Tosi, która odkryła, że znacznie lepiej czuje się jako Daniel. Nie ukrywam pewnego podekscytowania tym, że na Netflixie od wczoraj można obejrzeć ekranizację. W skrócie - idźcie oglądać, nie czytajcie drugiej części notki, to naprawdę świetnie zrealizowana, doskonale zagrana przez fantastycznych młodych ludzi historia o transpłciowości, rodzinie, przyjaźni, zrozumieniu, odkrywaniu siebie i byciu w grupie, która cię rozumie. Ciekawa ścieżka muzyczna, dużo koloru.
Już obejrzałaś? Nie? To wróć, jak obejrzysz, no naprawdę. Bo teraz chciałam podsumować to, co mi się w ekranizacji nie podobało. Książka rozgrywała kilka kontrastów między ubieraną w różowości blondyneczką Tosią z rozczochranym Tośkiem w bluzie i spodniach, film w ogóle tego nie pokazał. Naprawdę w 2023 nie ma kompletnie żadnej różnicy, czy osoba ma zabawny t-shirt i kolorową kamizelkę i pomalowane paznokcie czy makijaż (Konrad tak samo chodził z czarnym lakierem i eyelinerem), czy bardziej luzacko nosi bluzę i bojówki i ma krótsze włosy. Zniknęła ciekawa dynamika w Tośkowym domu, gdzie wiecznie nieobecny, wiecznie spięty, rygorystyczny Marcin (czemu w filmie to taki boomer, toć aktor jest 10 lat młodszy ode mnie!) był równoważony przez kobiecą, nadopiekuńczą, ale też i dociekliwą ciotkę Idalię. Świat domowy i świat szkolny w ogóle się nie przecinają, uporządkowany, pomocny i zaradny Leon nie pojawia się w tym ekosystemie w filmie poza jedną sceną, a w książce był mocnym kontrapunktem dla rozsypanego i wiecznie histeryzującego Tośka. Nie pastwię się już nad zamianą Poznania na Warszawę czy szkoły publicznej na posh szkołę prywatną (i serio w szkole prywatnej nauczycielka gnoi uczennicę za to, że jest ładna i ma makijaż?), ale loft Leona, który uciekł z domu i ledwo utrzymuje się z korepetycji (tu ich nie daje, bo nieustająco chodzi na imprezy)?! guacamole, którym chce częstować Tośka niedługo po szyderze, że kupuje na promocji?! To psuje cały suspens, ujawniany kawałkami w kolejnych tomach, gdzie Leon okazuje się mieć też mroczną tajemnicę. Smutno mi, bo materiał wejściowy naprawdę miał ręce i nogi, była zgrabna historia z tajemnicami, życiem szkolnym, stopniowym docieraniem się wszystkich bohaterów w nowej rzeczywistości i dojściem do stabilnego momentu. Film w zasadzie nie ma fabuły - Tosia pożycza ciuchy od Leona, jest jej w nich lepiej, dociera do niej, że nie jest dziewczyną, po drobnych perturbacjach i jednej bijatyce na stołówce klasa ją akceptuje, po kolejnych akceptuje ją ojciec, a i Leon nie traktuje już Tośka jako przykrywki.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 18, 2023
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj