Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Fotografia+

Sunday, sunny sunday

Kiedyś poznańska Panorama była instytucją numer jeden dla wszystkich spragnionych modnego i ładnego obuwia. I z taką myślą pojechałam, nie mogąc znaleźć sobie żadnych ładnych pantofli na ten sezon. Niestety, czasy Panoramy odeszły do nicości, gdzie odchodzą wszystkie ładne buty, wycofane z kolejnych kolekcji, wypierane przez szpetne rzymianki z golfem, koturny z platformami czy megaszpice. Tanio czy drogo, większość butów wygląda jak z końcówki PRL-u. Honor uratowałam pantofelkami dla nieletniej. Ale i tak warto było, bo odkryłam tamże stoisko z przetworami bułgarskimi i węgierskimi z bardzo sympatycznym i kompetentnym panem sprzedającym. Kozia, owcza czy bawola feta, podobnie sery żółte. Węgierska paprykowa kiełbasa. Ostra i łagodna pasta paprykowa (jednym ze słów, które mi zostały w głowie po wizycie na Węgrzech, to "erős", bardzo przydatne). Nadziewane warzywa o różnym stopniu ostrości. Dżem z fig. Kosmetyki i dżemy z róży. Czatneje i pasty warzywne. Nietanio, ale i tak będę wracać, bo przez chwilę poczułam się jak na Węgrzech (a z panem ustaliliśmy, że jednak język węgierski strasznie nie wchodzi, ale da się przeżyć - "i wtedy w tym warsztacie zawołali dziewczynę, ona nie dość, że mówiła w kilku językach, to jeszcze wydrukowała mi mapę trasy z googlemaps").

W ramach powiększania terytorium lanczowego - caffe "Lawenda" na Wodnej. Prowansalsko, dużo poduszek, niezłe menu deserowo-obiadowe (sałatka zielona kurczakiem bardzo przyjemna, nie zawiera pomidora i jest jest DUŻO). I ławka przy szeroko otwartym na ulicę oknie.

Wszystkie miejsca, w których da się latem otworzyć okno na całą szerokość i wpuścić światło do środka, a na ulicę wypuścić atmosferę i zapach przygotowanej świeżo kawy, mają u mnie dodatkowe punkty. Nie trzeba nic więcej niż trzy krzesła na chodniku, żeby mieć namiastkę miejskiego ogródka. I nieustająco optuję za tym, żeby zabronić ruchu samochodowego na wszelkich ulicach dojazdowych do Starego Rynku. Irytują mnie uliczki zastawione zaparkowanymi samochodami, psującymi ujęcia i przeszkadzającymi w spacerze. Chcę, żeby restauracje wyległy na ulice jak na pobliskiej Woźnej, tworząc zaciszne i spokojne miejsce na letnią kolację pod parasolami czy gołym niebem. Ale najpierw poproszę o sprzątnięcie śmierdzących worków ze śmieciami z samego środka Starego Rynku, domycie obsikanych arkad i zakończenie niesławnego remontu dawnego sklepu "5-10-15" na rogu Paderewskiego i Szkolnej. Jak na miejsce, do którego Poznań chce zaprosić tysiące ludzi w 2012 roku, to jednak jest trochę przaśnie. A szkoda.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday June 27, 2010

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 2






Wegetacja

Nigdy do tej pory nie oglądałam świata dzień po dniu. Powoli i z namysłem. Wcześniej zawsze wychodziłam za mury wyrywkowo, nie rejestrując zmieniającego się z dnia na dzień wszystkiego. W tym roku jest inaczej. Widziałam, jak jesienna złoto-czerwona winorośl przechodzi zimą w plątaninę brązowych gałązek, żeby wiosną nieśmiało wypuścić pączki, a tuż przed latem uformować drobne kuleczki niebawem już winogron. Jak żywopłot z owocowej gęstwiny przechodzi przez nagą szarość gałęzi w soczystą zieleń, a teraz pokrywa się drobnymi białymi kwiatkami. Jak spadają liście z drzew, zimują pod śniegiem, są grabione i palone wiosną, podczas gdy na drzewach rosną nowe, świeże. Jak zmieniają się zapachy - po jesiennych i zimowych dymach z komina przychodzą zapachy bzu, jaśminu, oliwnika czy wreszcie ostatnio róż.

Naszła mnie ta myśl dzisiaj, kiedy oglądałam owocniki jak-to-ono-się-nazywa jeszcze przemieszane z kwiatkami. To wszystko się dzieje co roku bez względu na to, czy ktoś patrzy, czy nie. Cieszę się, że przez ostatni rok mogłam być zaraz obok. To był najlepszy, najpełniejszy rok z przestawionym kalendarzem w moim życiu. I jeszcze się nie kończy.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday June 21, 2010

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 2