Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o 2021

Filip Springer - Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast

W 1999 roku 49 województw zostało zastąpione w nowym podziale przez 16, w efekcie ponad 30 miast utraciło swoją dawną pozycję. Zmiana jednak nie nastąpiła tylko na poziomie urzędowym, ale - w wielu przypadkach - oznaczała pogarszająca się jakość życia, mniej pieniędzy na rozwój, upadek gospodarczy i stopniowe starzenie się mieszkańców. 15 lat po wprowadzeniu aktualnego podziału, Springer przez kilka miesięcy jeździ z miasta do miasta, rozmawia z mieszkańcami, obserwuje pogłębianie się podziałów między miejscami, gdzie spływają pieniądze z inwestycji centralnych i tymi, gdzie już - według władz - nie warto inwestować. Czasem aktualna kondycja miasta jest efektem jednej decyzji sprzed lat (np. prestiżowa organizacja Dożynek czy ekspresówka przez środek miasta), czasem - zbiorem wielu. Sporo miejsca zajmują - jak to częste u autora - budynki i architektura, ale porównywalnie też sporo jest o ludziach, którzy w mniejszych miastach żyją (i dlaczego). Zdarzają się i historie pozytywne, bo i w mniejszych miastach da się zrobić coś unikalnego i cennego; problem w tym, że rzadko o tym wiadomo. Są zdjęcia, bardzo ciekawe.

Pochodzę z Włocławka, dawnego miasta wojewódzkiego, zdegradowanego obecnie do niczego, jako że województwo kujawsko-pomorskie rozdzieliło większość urzędów między Toruniem a Bydgoszczą. U Springera o Włocławku jest mało - bohaterką jest niszczejąca i zaniedbana okolica ulicy 3 Maja, niegdyś reprezentacyjnego deptaku, teraz miejsca, gdzie nie warto się za głęboko w bok zapuszczać (trochę można zobaczyć tu). Szkoda, że tylko tyle.

Inne tego autora tutaj.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 2, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, panowie, podroze, reportaz - Skomentuj


Craig Russell - Pieśń Walkirii / Strach przed ciemną wodą

Kiedy zmęczyłam pozostałe dwa tomy (z sześciu) cyklu o komisarzu Fablu, okazało się, że jest kolejny, na szczęście jeszcze nie wydany w Polsce. Może kiedyś, a może nie, bo to nierówny i chaotyczny cykl; dwa dni po przeczytaniu już nie pamiętam fabuły.

Tytułowe Walkirie to wytrenowane przez Stasi zabójczynie, uśpione po upadku systemu. Hamburska policja podejrzewa, że nieaktywny od ponad 10 lat seryjny morderca - Anioł z St. Pauli - powrócił, zabijając mężczyzn, korzystających z usług prostytutek. Jak się łatwo domyślić, aktualny zbrodniarz (a właściwie zbrodniarka) jest naśladowczynią przestępczyni sprzed lat, obie były wynajmowane przez Stasi do pozbywania się wrogów politycznych. Zniknął zupełnie wątek Witrenki, jedynie wspomniana jest dawna podwładna Fabla, która w wyniku śledztw z poprzednich tomów wylądowała w szpitalu psychiatrycznym.

Tom 6 to mozolna walka Fabla z cyber terrorystami, zgromadzonymi wokół pro-ekologicznej korporacji. W drugim wątku policja usiłuje znaleźć mordercę kobiet, który umawia się przez wirtualny czat, a w rzeczywistości nie zostawia śladów. We wszystkim pomaga chorobliwie otyły, ale nadzwyczaj sprawny super hacker, niestety ginie, zanim Fabel może mu podziękować. W tytułowej ciemnej wodzie ląduje Fabel, zepchnięty w samochodzie z nabrzeża do rzeki.

Inne tego autora tutaj.

#45-46

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwietnia 29, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie - Skomentuj


Joanna Bator - Gorzko gorzko

Bator znowu napisała wałbrzyską sagę rodzinną i znowu jej to wyszło doskonale. Cztery pokolenia kobiet z rodu wywodzącego się od Berty Koch, córki masarza: Berta, która postawiła wszystko na miłość; Barbara, osierocona w niemowlęctwie i naznaczona wojną w sierocińcu, wychowana przez małżeństwo Serce; Violetta (przez “v” i dwa “tt”), wychowana bez ojca, aspirująca do wyższych celów; wreszcie Kalina - narratorka na zmianę pierwszo- i trzecioosobowa, której matkowała Barbara w zastępstwie wiecznie nieobecnej matki. Kalina podejmuje się przełamać zmowę milczenia, narosłą wokół rodzinnych tragedii i mozolnie, z pomoca detektywa, odkrywa, co się stało z Bertą, czemu Barbara wylądowała w sierocińcu i co ją przemieniło w dziwną staruszkę w czerwonym berecie, gromadzącą rzeczy ze śmietników, czy czemu Violetta - szukająca całe życie miłości i wzniosłości - nie umiała kochać. W tle Wałbrzych i Sokołowsko, gdzie Kalina - na uwieńczenie swojej historii - kupuje dom, dawny pensjonat Gluck, w którym Magda Tabach - której potomkowie odgrywają znaczącą, choć drugoplanową rolę w życiu potomkiń Bert Koch - sprzątała i użyczała na noc zakochanym. Autorka opisuje swoje bohaterki z czułością, której czasem brakuje narratorce, zwłaszcza w odniesieniu do Violetty, jednocześnie wyjaśnia, że nie była w stanie porozmawiać z żadną z nich i są to na poły przypuszczenia, na poły wnioski z dokumentów i rozmów z innymi. Oczywiście, pojawiają się też mężczyźni, ale są zmarginalizowani - szybko znikają z życia kobiet na zawsze, albo ich nieliczne powroty każdorazowo są okupione cierpieniem. Najwyrazistszą postacią jest Jakub Serce, złamany wojną i tragediami kolejnych strat, absurdalnie cały czas odległy emocjonalnie. Znacznie większą rolę odgrywają sąsiedzi - Papugowie - których kolejne pokolenia kontrastują losami z Barbarą i jej zstępnymi, stanowiąc lustro, w którym niekorzystnie odbija się wszystko, co nietypowe u Serców.

To duża objętościowo książka, z przeplatającymi się kolejno czterema liniami fabularnymi, chronologicznie ciągnąca każdy wątek aż do finału. Nie wszystko oczywiście wiadomo, jak stwierdza kilkukrotnie narratorka, czasem trzeba dodać trochę fikcji dla urozmaicenia narracji albo dla uporządkowania chaosu. Czasem, zwyczajnie, nie został już żaden ślad po wydarzeniach. Wspomnienia są bliższe powieści niż reportażowi, nawet w przypadku narracji pierwszoosobowej, kiedy łatwiej zmienić porażkę w coś bardziej pozytywnego lub dodać happy end, na który niektóre sytuacje zasługują. Tak też traktuję finał spinający całość - może w dawnym pensjonacie zamieszkali potomkowie Berty Koch i Magdy Tabach z psem o różnokolorowych uszach, może Kalina otworzyła kawiarnię, a może nie.

Książkę przepięknie opisała dees, ja na takie analizy jestem za prosta.

Inne tej autorki tu.

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 25, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, beletrystyka, panie - Komentarzy: 1


Paweł Huelle - Castorp

Zacznijmy od tego, że nie czytałam “Czarodziejskiej góry” Manna nawet w okresie, kiedy próbowałam przeczytać całą dostępną klasykę literatury (patrz: liceum). Istotne jest to o tyle, że “Castorp” to, według współczesnej nomenklatury, fanfik napisany na podstawie drobnej wzmianki o studiach Hansa Castorpa na Politechnice Gdańskiej. I niestety tylko jako fanfik mogę w tej sytuacji tę opowieść traktować (czytaj: nie zażarło). W porównaniu z innymi książkami Huellego - niekoniecznie.

Młody Hans Castorp przyjeżdża do Gdańska na studia, gdzie chce poznać konstrukcje okrętów i inne dziedziny ścisłe. Nauka przychodzi mu bez problemu, prowadzi też uporządkowany tryb życia, brudną bieliznę wysyła do rodzinnego Hamburga (gdzie bez komentarza pierze ją panna Schalleen, która pozostaje w bliżej niewyjaśnionej zażyłości z Hansem i jego bielizną) ku rozpaczy gospodyni, u której mieszka, towarzyskiej pani Wybe, która chciałaby się tą bielizną zająć sama (a konkretnie to dać ją do prania swojej fertycznej kaszubskiej służącej). Ale nie bielizna jest clou opowieści, tylko zakochanie Castorpa w przypadkowo spotkanej damie, jak się później okazuje, Polce. Traci chęć do nauki (chociaż, jako nadzwyczajny akademik, nie opuszcza się w ocenach), kradnie książkę należącą do damy, wynajmuje detektywa, ignoruje hamburską rodzinę, uczestniczy w orgii, wreszcie - gdy Polka wraca na kolejny turnus do kurortu - wprowadza się do tego samego pensjonatu, żeby być blisko, ignorując fakt, że panna ma fatyganta w postaci rosyjskiego oficera. Wtem dramatyczny finał i koniec. Całość podlana jest mnóstwem filozoficznych rozważań w tonie kafkowskim (z których chyba najciekawsze są przygody z niegrzecznym konduktorem), obserwacji otaczających bohatera przypadkowych ludzi, a w tle - co chyba jest jedyną zaletą książki - nostalgiczne Trójmiasto początku XX wieku.

Inne tego autora tu.

#43

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwietnia 23, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, beletrystyka, panowie - Komentarzy: 6


Andrzej Dziurawiec - Inny czas #126

Ewa wzywa 07, zeszyt 126

Spis osób:

  • Bogdan Kucharski (53) - scenograf filmowy, gospodarz imprezy
  • Piotr Kownas - reżyser
  • Bronisław Ostankiewicz (40+) - drugi scenograf, alkoholik, a nie pije (może ma wszyty esperal)
  • Waldemar Kozak (29) - drugi reżyser, chłopak Grałek, ma żonę jędzę
  • Bożena Grałek - asystentka kierownika produkcji, spiła się, więc żaden z nią nie poszedł
  • Zbigniew Stawski - operator kamery, próbował z Grałek, mimo że pijany
  • Jerzy Grucha - kierownik produkcji, na twarzy ma wypisaną wiarę we własną nieomylność
  • Andrzej Mróz (47) - operator obrazu
  • Wiesław Staromłyński - asystent Kownasa, fotosista
  • kapitan Marcin Zadra - napiłby się wódki
  • podporucznik Marek Barnych - nie cierpi bezruchu
  • Monika Thorstein (38) - drugi kierownik produkcji, rozwódka z córką
  • pułkownik Stępak - niedwuznacznie sugeruje, żeby sprawę szybko zamknąć
  • Włodzimierz Mołodysz - dziennikarz, lubi opowiadać dowcipy o milicjantach
  • major Warecki - emerytowany buldog, złapie sprawę, to nie puści
  • Marian Joniec - siedzi za malwersacje, ale chce zapomnieć
  • Wacław Kawecki - architekt, przyjaciel Ostankiewicza

Podczas pijackiej imprezy w willi scenografa ktoś zabija młodą dziewczynę, Bożenę. Większość z obecnych ma alibi, bo kiedy padają strzały, wszyscy kręcą się przy ognisku, a na górze jest tylko pijany do nieprzytomności operator kamery. Dziewczyna, jak w śledztwie wychodzi, raczej przechodnia w towarzystwie (oraz mimo wczesnej ciąży mocno pijana), okazała się angażować w śledzenie nadużyć przy produkcji filmu, co było nie w smak również władzom (nawet sam pułkownik wywiera nacisk[1] na ekipę). Kapitan Zadra nie daje się jednak zastraszyć i z pomocą emerytowanego majora Wareckiego rozcina skorumpowany krąg w przemyśle filmowym, doprowadzając do aresztowania sprytnego mordercy.

Kultura gwałtu - wszystkim żal faceta, który zdradzał żonę, a ta robiła mu w pracy awantury: (..) na jego miejscu wolałbym rozstać się w ten przyjemny sposób [strzelić w głowę] z małżonką raczej… Pewnie nawet niedługo by siedział. Każdy sąd by go zrozumiał… chociaż ja wiem, przy obecnej feminizacji sądownictwa…
Ekipa milicyjna utrzymuje work-life balance: (...) wyszli razem i normalnie, jak inni, o zwykłej porze. Postanowili to uczcić - żony i tak przyzwyczaiły ich się do ich późnych powrotów. Bez żadnego więc ryzyka, wręcz z czystym sumieniem, mogli udać się do “Bazyliszka” i udali się.

Bawiąc-uczyć: szwenkier, trizmus (trismus).
Się pali: carmeny, mocne, sporty.
Się pije: wódkę, whisky (Zadra specjalnie jedzie przesłuchać Kucharskiego, licząc, że ten go poczęstuje dobrym alkoholem), śliwowicę, żytnią, koniak.
Się płaci z własnej kieszeni: za alkohol spożywany służbowo wieczorami w SPATiF-ie.
Historycznie: bohaterowie wspominają o strajkach na wybrzeżu (To tylko… “w nielicznych zakładach wybrzeża doszło do okresowych przerw pracy” - ostatnie zdanie zadeklamował niczym dyplomowany lektor DTV. Ulice są zaciemnione z powodu przejściowych trudności energetycznych.

[1]

To film w pewnym sensie priorytetowy, pan rozumie: ze względu na walory propagandowo-ideologiczne nasz film jest jakby pod specjalną opieką. Nie chcemy, nie wolno nam jej zawieść… I nie jest to tylko nasza sprawa...

Inne z tego cyklu tutaj, a inne tego autora tam.

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwietnia 21, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Marianna Szymusiak - Milionerka #124

Ewa wzywa 07, zeszyt 124

Spis osób:

  • Henryka Nowacka - magister z apteki, nie przejmuje się opiniami otoczenia
  • inżynier Rysiek Nowacki - fajny, wesoły, przystojny chłopak, ale kiepski mąż
  • Jan Krajewski - sprzedaje rodzinną posiadłość, bo chce wyjechać w świat
  • porucznik Szymański - pije herbatę o poranku, komendant posterunku
  • sierżant Wacław Zych - obdarzony intuicją i inteligentny, a do tego ambitny
  • Adamczykowa - wiejska kobiecina[1], sprząta u Krajewskiego, pierze, gotuje i nie tylko
  • Ewa Krajewska - siostra Jana, prawdziwa paniusia, nie przepracowana, to i zadbana[2]
  • kapitan Naziołek (sic!) - tęgi, z tak rudymi, że prawie czerwonymi włosami
  • Cichocka - emerytowana farmaceutka, współpracowniczka Nowackiej na pół etatu
  • kierownik apteki - pechowy właściciel fiata 126

Henryka, magister farmacji, nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Przeprowadziła się zaraz po studiach ze stolicy na prowincję, bo świeżo poślubionemu Ryszardowi obiecano duże mieszkanie oraz awans. Minęły trzy lata, para dalej gnieździ się w kawalerce[3], on wprawdzie chciałby dziecko, ale ona usuwa ciążę, bo na dziecko nie ma miejsca, oddalają się od siebie coraz bardziej. Kiedy wygrywa w Lotto milion, nie wydaje pieniędzy na zachcianki[4], tylko chce kupić dom, żeby uratować swoje małżeństwo. Niestety, jej zgorzkniały i staczający się w alkoholizm mąż traktuje niespodziewany wyjazd do dworku Krajewskiego jako szyderę - uważa, że to kochanek żony (i sprawca jej usuniętej ciąży). Henryka podpisuje więc umowę sama, ale z datą w przyszłości, bo w ciągu 10 dni chce się rozwieść (serio?), żeby mąż nie był współwłaścicielem domu. Kiedy Krajewski zostaje znaleziony martwy, podejrzenie pada na Nowickich, tyle że on ma alibi, ona właśnie uległa wypadkowi, a właściciel domu miał raka żołądka z przerzutami.

Dużo jest tutaj tła społecznego - post-szlachecka siostra Krajewskiego gardzi “chłopką”, “kuchtą” Adamczykową, która - jak się okazuje - sypiała z jej bratem, nie ukrywając, że nie robi tego z miłości[5]. Podobnie mieszkańcy miasteczka szykanują Nowacką, która jawnie usuwa ciążę (zamiast w tajemnicy), sugerując, że zdradzała męża i pozbyła się dowodu. Milicja oczywiście posługuje się stereotypami w ocenie dowodów[6] oraz czasem nie wytrzymują napięcia:

- A gówno mnie obchodzi, co będą mówić! - krzyknął już mocno rozzłoszczony porucznik i poszedł nie oglądając się na osłupiałego Zycha.

[1] Uwielbiam określenie “kobiecina” w odniesieniu do…

Miała około czterdziestu lat i gdyby była drobniejsza, wyglądałaby na pewno na młodszą. Jej śniada twarz była jeszcze prawie bez zmarszczek, ciemne włosy bez cienia siwizny, duże i bardzo ładne oczy intensywnego niebieskiego koloru patrzyły śmiało. Uważano ją tu za najładniejszą kobietę, ale też i nie miano o niej dobrego mniemania. Zamężna Od przeszło dwudziestu lat, do tej pory nie miała dziecka, co na wsi zawsze było utożsamiane z ciężką karą boską. Mąż jej był magazynierem i jednym z największych pijaków w okolicy. Chłop pijący nawet za dużo - to mieściło się w normie, ale kobieta bez dziecka zawsze stawała się podejrzana.

[2] Strażniczki patriarchatu zawsze i wszędzie:

Paznokcie zawsze umalowane, chociaż w tym wieku malować sobie paznokcie i to jeszcze na kolorowo? Włosy ufarbowane, ale nie powiem, przystojna. Jeszcze.

[3] Oraz oczywiście wszystkiemu winna żona i jej “okropny zwyczaj porządkowania”, bo przecież lepiej, jak wszystko jest na wierzchu w postaci “kontrolowanego bałaganu”.

Przeszukałem całe mieszkanie i tych papierów nie znalazłem. Myślałem, że ze złości oszaleję. Mieszkamy w kawalerce i żona ma okropny zwyczaj porządkowania, które polega na chowaniu w najdziwniejszych miejscach najbardziej mi akurat potrzebnych rzeczy. A ponieważ bez tych notatek nic mógłbym do rana zakończyć dokumentacji, to i cierpliwie szukałem. Wreszcie się poddałem i wróciłem do fabryki. Okazało się, że były w moim pokoju na dnie szuflady.

[4] Tak, była milionerką. Mogła kupić sobie samochód, kożuch z komisu, pojechać z „Orbisem" na dwa tygodnie do Japonii, mogła kupić sobie najdroższe narty i pojechać na urlop do Zakopanego, mogła... tak - mogła kupić sobie wszystko.

[5] Patriarchat w pełni:

- Tylko, panie komendancie - w oczach kobiety znowu pojawił się strach - jak mój stary dowie się, ile tu zarabiałam, będzie pan miał. drugiego trupa. On by mnie za to zabił. Nic przeklęły pijaczyna do domu nie przynosi, a tylko wynosi. Nawet złotówki z jego pensji nigdy nie widziałam. A przecież z czegoś musiałam żyć. Głupiej kiecki nie mogłam sobie kupić, boby zaraz była awantura. Jadłam u Krajewskiego, a pieniądze odkładałam na lepsze czasy. Bo to ja wiem. którego dnia mój stary zapije się na śmierć? I co ja wtedy zrobię? Z czego będę żyć? Pola przecież nie mamy, a z siedmioma klasami to ja mogę tylko zamiatać albo prać.

[6]

- E, nie, miał rękawiczki. Mordował się w tych rękawiczkach przy dziubdzianiu literek, a potem był już tak zachwycony swoją przebiegłością i tak zadowolony z efektu, że złożył kartkę; poszedł chyba po kopertę, rękawiczki musiały mu wtedy przeszkadzać, zdjął je więc i gołymi rękami włożył kartkę do koperty. I dlatego myślę, że nasz „anonim" będzie rodzaju żeńskiego. Tylko kobiety mogą popełnić takie błędy.

Się pije: domową nalewkę.
Się je: bułkę z mortadelą.
Się nosi: milanezowe halki latem (a nawet tylko biustonosz w ogrodzie przy domu), dederon (bardziej elegancka odmiana nylonu. Świetnie się nosi, doskonale pierze, nie zmienia koloru, nie kurczy się - słowem - same zalety).

Inne tej autorki:

  • Zemsta

Inne z tego cyklu tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 19, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: kryminal, panie, prl, 2021 - Skomentuj