Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o G is for Garden

Ogród 2021

Wiem, wiem, miało być co miesiąc, a wyszło jak zwykle. Na swoje usprawiedliwienie mam, że w tym roku długo było zimno i wegetacja udawała, że nie ma wiosny, potem zdarzało się życie, w efekcie o wiele mniej czasu spędziłam w ogrodzie niż chciałam, chęci do zabawy z aparatem też było mniej. Żonkile i narcyzy nie obrodziły, hiacynty sprzed lat powoli obumierają, a tulipany też jakoś nie zachwycająco, mam wrażenie, że nawet te, co się ładnie rozwinęły, nieco już oparszywiały. Taki rok chyba. W zasadzie nic nie wyrosło z wysianego drobiazgu - wilce, nasturcje, kocimiętka, miechunka - nic, żodyn, niente. Pojawił się za to krzaczek łubinu, pigwowiec zarzucił kwieciem (nie że owocami, no bez przesady) i bez, dużo bzu było w tym roku. Piwonie na poziomie stanowiska, natomiast nędzny krzaczek dalii do dzisiaj nie wypuścił pączków, a nawet jeśli wypuści, to jakby już po sezonie.

W długi weekend wbiłam się w klin ładnej pogody między październikowymi słotami i listopadową dramą, posadziłam - oprócz dotychczasowych cebulek - tulipany: 'Pretty woman', 'Toronto', 'Paul Scherer', 'Upstar', 'Creme Upstar', 'Purple dream' i miks odmian pełnych; miks hiacyntów i narcyzy pełne 'Replete'. Do zobaczenia na wiosnę.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 7, 2021

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - Komentarzy: 1


Ogród 2020

Co roku obiecuję sobie, że będę wrzucać mniejsze noteczki o tym, co w ogrodzie co miesiąc. Czy poległam? Być może.

Po liczbie zdjęć, a wierzcie mi, było ich w tysiące, łatwo się domyślić, ile czasu spędziłam w ogrodzie (podpowiem dla słabszych - dużo). Wychodziłam pooddychać, czasem na chwilę, czasem na trochę dłużej, robiąc przerwy w home office i remote learning, na hamaku spędziłam długie godziny, co było zacną alternatywą do popracowej drzemki, bo nie wstawałam nieprzytomna o 18:30 i nie zastanawiałam się, gdzie zniknął dzień (jak teraz).

Tulipany obrodziły nad podziw, sporo niespodzianek, jedynym zarejestrowanym smuteczkiem był brak niebieskich papuzich, co to mi znajoma przywiozła z Holandii. Żodyn nie zakwitł. Żonkile i narcyzy się nieco przerzedziły, nowe hiacynty piękne, pozostałe - dwu- i trzyletnie - już nie za zbytnio. Pierwszy raz od wsadzenia zakwitł pigwowiec (nie żeby pojawiły się owoce), a polna róża - którą regularnie tnę do gołej ziemi - wypuściła pączki na jednej gałązce. Kilka mieczyków, kilka irysów, pierwszy raz pojawił się kwiat liliowca, świeżo wysiane wilce i fasolnik wypuściły burzę liści i żadnych kwiatów, miechunkę coś znowu zadusiło, a hortensja miała o połowę mniej kwiatostanów w porównaniu z ubiegłym rokiem. Obrodził za to groszek pachnący, przepiękne kolory, cieniowanie i zapach. Piwonie i dalie wypuściły po kilka kwiatów, musiałam się suplementować kupnymi.

Żeby nie było nudno, rozpędziłam się nieco w zakupach i kupiłam 14 paczuszek z nowymi cebulkami; zaczęło się to już w sierpniu w podlaskiej Biedronce. Dla pamięci, na wiosnę powinny się pojawić: Black Parrot (czarny papuzi), Virichic (różowo-zielony w pionowe pasy), Prinses Irene Triumph (pomarańczowo-czerwony), Rococo (czerwony papuzi z żółto-zielonymi brzegami), Flaming Flag (biały z fioletowymi pasami), Lambada (strzępiasty czerwono-pomarańczowy), Happy Generation (biały z czerwonymi, wąskimi paskami), Estella Rijnveld (papuzi biało-czerwony), Triumph Blue (ciemny fiolet), Lasting Love (bordowy wąski), Candy Prince (różowy z zielonkawym środkiem), China Town (różowy z zielonymi żyłkami, ostre końce płatków), Hemisphere (biało-różowy melanż) i Miranda (czerwony pełny). Nie mogę się was doczekać, my precioussss!

GALERIA ZDJĘĆ (bardzo dużo) oraz poprzednie lata: 2019, 2018, 2017 i 2016 A 2016 B.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudnia 19, 2020

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - Komentarzy: 7


Dębiec pachnie miętą

Frezje mają pączki, piwonie rosną, aczkolwiek jedną oblazły mszyce. Mieczyki inwestują w liście, podobnie nasturcje, a dalie są żałośnie malutkie, jak się nie zmotywują, to nie wróżę im sukcesów. Za to maciejka wieczorami obłędnie pachnie.

A za domem odkryłam krzaczek melisy cytrynowej. W zasadzie to nie za, a obok, bo nie wiedzieć czemu dom ma wejście z boku, a nie od frontu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwca 11, 2016

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - Skomentuj


Nie zrobię kariery w ogrodnictwie, raczej

Na paczce z kłączami konwalii informacja, że sadzić w kwietniu. I co, tak przez noc wyrosną i zakwitną w maju, czy jednak to inwestycja długoterminowa i do zobaczenia za rok?

Zagrabiłam, trochę odchwaściłam, lekko wzruszyłam ziemię i rozsypałam spore pudło nasion trawy z niebagatelną pomocą w osobie Majuta (sianie, gadanie). No jakoś nie mam poczucia sukcesu, mimo że od tego momentu dzień w dzień leje.

Za to jesienna paczka nabiera kolorów. Po przekwitniętych krokusach wyszły granatowe hiacynty i już prawie dwa tygodnie pachną nawet za płotem. Wczoraj nieśmiało rozwinęło się po kilkanaście kwiatów na hiacyntach pomarańczowych. Szafirki są tuż-tuż, podobnie żonkile i tulipany, po kolorach pączków zgaduję, gdzie który rośnie. Z październikowej notki wnioskuję, że wąskie chude liście to mogą być irysy, mam nadzieję, że jednak ciut odbiją, bo są bardzo rachityczne. Za to bez już niedwuznacznie sugeruje, że mam szykować sekator. Żadna moja zasługa, ale będę korzystać z wielką radością.

Keukenhof to nie jest, ale blisko.

EDIT: Ciut później:

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 17, 2016

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - Komentarzy: 4


I już po pół roku

... z jesiennych zasiewów wyrosły krokusy. Hiacynty są najbardziej rozwojowe, martwi mnie nieco brak żonkili. Reszta zielonej armii wysuwa liście. Żeby im nie było smutno, w ubiegłą niedzielę TŻ wykopał, a my z Majutem wsadziliśmy kłącza i cebule (dalie, mieczyki i frezje). Ponieważ udało się w międzyczasie wyciąć dwa drzewa spod okien i przyciąć czereśnię, mam chytry plan wysypać wszędzie nasiona trawy i różnych drobnych kwiatów i popatrzeć, co z tego wyjdzie. A w przyszłym roku może już uda się zrobić trawnik z rolk^Wprawdziwego zdarzenia.

Pół roku temu.

PS Przenoszę się na nowe, ale jeszcze nie.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwietnia 1, 2016

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - Komentarzy: 2


O ogrodzie i że upał zelżał

Zadzwonił telefon kilka dni temu. TŻ oznajmił, że kupił mi w prezencie solidną łopatę Fiskars. W ubiegłym tygodniu usiłowałam wykonać podkop za pomocą małej łopatki ogrodowej, poległam nie tylko ze względu na to, że pracowałam z nadczynną lingwistycznie córką, ale głównie ze względu na korzenie, którymi mój ogród jest poprzerastany. TŻ dzielnie więc przekopał kilka metrów kwadratowych ziemi i w wielkim chaosie posadziłam: żonkile, tulipany Rem's Favourite i Purple Prince Triumph, szafirki klasyczne i białe, hiacynty błękitne (odmiana "Delft blue") i pomarańczowe (odmiana Gipsy Queen), mieszane krokusy i mieszane irysy.

Praca uczy, dowiedziałam się więc, że żonkile to tak naprawdę żółta odmiana narcyza, krokusy to szafran (wiedziałam, ale i tak), a irysy to kosaćce (a ta konkretna odmiana to wersja holenderska, delikatniejsza od najpopularniejszych bródkowych). Sadziłam w chaosie, bo chociaż miałam rozrysowany plan, co i gdzie, kupione koszyczki na cebulki, to i tak wyszło jak wyszło, a jak wyszło, to wyjdzie na wiosnę. Albo i nie wyjdzie. Teoretycznie od lewej są żonkile, potem irysy, szafirki i hiacynty, dookoła obsadzone cebulkami tulipanów.

Wieczorem w miasto, chociaż lodowaty wiatr zaprzeczający informacji w kalendarzu, że październik, nie zachęcał. W uroczej Pod Niebieniem dla gości z dalekiego Szczecina można dostać burgera z kaczki po poznańsku (kaczka wyglądała obłędnie, natomiast idea burgera w pyzie drożdżowej jednak do mnie przemiawia, bo ja nie lubię pyz) czy wegetariańskie gołąbki z kaszy. Ponieważ był dzień odkryć, kartoflanka po poznańsku - zwana "ślepymi rybami" - to nic innej niż vichyssoise na ciepło (bez myrdyrdy, za to z chipsami z boczku, a w wersji wege - prażonymi migdałami). Majut dostał pieczone w słoiku ciasto czekoladowe z lodami, po czym usnął w samochodzie w drodze do domu i przespał pełne 12 godzin.

Cebulki: Lidl, Biedronka (oraz nieustająco czekam na import z Holandii).
Łopata: Liroy Merlin.
Pod Niebieniem: Żydowska 1 (dawniej Warung Bali).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 10, 2015

Link permanentny - Kategorie: Maja, Fotografia+, Moje miasto, G is for Garden - Komentarzy: 4