Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

O sobocie w Berlinie

[12.09.2026]

Impulsem do wyjazdu był Festiwal Latawców, który odbywał się przez cały dzień na Tempelhof, gdzie od dawna chciałam pojechać, a jakoś się nie składało. I wtem się złożyło. Ale chronologicznie, 17 tysięcy kroków i bardzo holistycznie wyszło, bo prawie była sztuka, była natura, konsumpcjonizm i festyn. Najpierw zabrałam rodzinę do Neue Nationalgalerie na wystawę rzeźb Fujiko Nakaya, której integralną częścią miała być mgła opływająca rzeźby. Tyle że maszyna do mgły się zepsuła. Więc pojechaliśmy dalej, do Viktoriapark, gdzie wprawdzie trochę się wchodzi pod górę, ale są za to widoki i wodospad. Potem nieco zakupów - nastolatka jak zwykle wyszła szczęśliwa z Darkstorów, a ja wyszłam szczęśliwa z 5-piętrowej Humany, ale nie ze względu na zakupy, a na klatkę schodową. Wspominałam, że lubię klatki schodowe? Po obiedzie i krótkiej drzemce wielka wyprawa; wielka, bo miasto Berlin z niewiadomych przyczyn zamknęło, poza Tempelhofer Damm dla ruchu samochodowego, trzy przystanki metra przy Tempelhof i trzeba było w dwie strony iść z i na Platz der Luftbrücke. Ale dzień był piękny, niebko dopisało, trochę już było czuć jesień, a setki kolorowych latawców to fantastyczny widok. Bardzo mi się podobało, może i za rok pojadę?

A na sam koniec dnia, kiedy wracaliśmy po zakupach do HIT-a, bo przypomniałam sobie, że nie zrealizowałam kupony za butelki, a eloy przypomniał sobie, że nie zjadł Curry Wursta, usłyszałam przy przejściu przez Wilhelmstrasse "A dzień dobry", bo niespodziewanie wpadłam na A. W Poznaniu się nie możemy spotkać, za to w Berlinie i owszem.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday September 20, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tag: berlin - Skomentuj

« Anatol Ulman - Drzazgi. Powabność bytu

Skomentuj