Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla czerniejewo

Wielkopolska w weekend - Czerniejewo (3)

[10.06.2018]

Upalna czerwcowa niedziela. Poprzedniego wieczoru TŻ z Majem pobrali mnie z imprezy integracyjnej (tl;dr - jestem stara, nie piję, lubię się wysypiać), wyspałam się jak sahib, więc mogłam w plener. Planowałam zerknąć w przestronne korytarze pałacu w Czerniejewie, ale okazało się, że zwiedzanie trzeba umówić z wyprzedzeniem i w grupie. Za to znacznie poprawiła się pałacowa restauracja - krótkie menu, doskonałe potrawy, piękne wnętrze oraz uczciwa kawa, nie zalewane fusy.

Właściwym celem było pole lawendy w położonych półtora kilometra od Czerniejewa Pakszynie. Maj mimo startowej niechęci (serio, czy niespełna 9-latki muszą wszystko, co proponuje rodzic, traktować jako dopust i marudzić? co będzie, jak przyjdzie kryzys nastolatka?) był zachwycony, bo pachniało, brzęczało[1], a fiolet po horyzont robił wrażenie. Pogoda była mocno płaska, spore zachmurzenie z nielicznymi prześwitami słońca, pewnie przy lepszej pogodzie jest jeszcze piękniej.

[1] Widziałam gołąbka fruczaka!

GALERIA ZDJĘĆ (oraz poprzednie wizyty - 2010 i 2012.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwca 17, 2018

Link permanentny - Tagi: pakszyn, czerniejewo - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Czerniejewo (2)

Prawie co do dnia wróciliśmy po dwóch latach (a dwa lata temu było tak). Pewne rzeczy się nie zmieniają - dalej kawa do wyboru (rozpuszczalna albo jacobs z fusami), światło przeświecające przez gałęzie kasztanowców i majestatyczny budynek pałacu, który odsłania się po przejechaniu przez zdobioną bramę. Tym razem nie było koni w stajni (a przynajmniej nie wystawały w aurze much i landluftu), za 3,5 zł od łebka (młodzież nie płaci) można było obejrzeć pałac od środka i - już bez opłat - złupić park z jesiennych walorów. Jeśli by się wybierać do samego parku, to bez rewelacji, Kórnik znacznie wdzięczniejszy, ale łącznie z pałacem to bardzo miłe miejsce na niedzielne popołudnie. Madame była zachwycona i nam się też udzieliło.

GALERIA ZDJĘĆ: 2012 i i 2010.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 26, 2012

Link permanentny - Tag: czerniejewo - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Maja, Fotografia+ - Komentarzy: 3


Wielkopolska w weekend: (6b) Czerniejewo

Czerniejewa w planach[1] nie miałam, po czym nagle się okazało, że to miejsce z gatunku bardziej zapierających dech w piersiach. Poniżej pałac en face w pełnej[2], już częściowo jesiennej, krasie.

(kliknij, żeby zobaczyć większą panoramkę, którą też skleił mi ^Valwit)

Tu wszystko jest jak trzeba. W pałacu hotel z pięknymi wnętrzami (nie jestem daleka od myśli, żeby w piękny wiosenny weekend wybrać się tam, bo noclegi nie są okrutnie drogie), lokalny leniwy kot grzał się w popołudniowych promieniach słońca, a z okolic przypływał jesienny zapach dymu. Trochę smutne jest puste podwórze przed pałacem, sam piach i nic więcej. Brakuje takiej wisienki na czubku tortu, małego ogrodu, fontanny, wysypanych żwirem ścieżek, czegokolwiek. Dookoła spory park, który odłożyliśmy na następny raz, bo wieczór powoli się zbliżał, a lokalna komarra się właśnie zaczęła bezczelnie uaktywniać. Za pałacową bramą stajnie i wozownie. W wozowni mieści się niezła restauracja z kuchnią staropolską (kaczka z jabłkiem bardzo dobra, smażone buraczki wyśmienite, kapusta zasmażana mocno taka sobie, a na kawę-plujkę jednak spuszczę zasłonę milczenia, nie jestem przyzwyczajona do cedzenia fusów między zębami). Ze stajni przez okno wyglądał smutny koń[3] i wylatywało stado much (co poniekąd wyjaśnia smutek konia).

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Kończy się pora ciepła, tak mi się na podsumowanie zebrało. Skąd Wielkopolska w weekend? Kiedy chodziłam jeszcze do pracy z brzuchem pod brodę, byłam pełna planów na ten czas, który spędzać będę z moją latoroślą. Podzieliłam się pomysłem na małe, niekłopotliwe, bliskie wyjazdy w ładne okolice i zostałam przez Z. ofukana, że urodzę i zakopię się w pieluchy, a nie że będę jeździć, robić zdjęcia i relaksować się nad kawą, patrząc na słodko uśpione świeżym powietrzem niemowlę. Owszem, nie ruszyłam w szeroką Wielkopolskę jesienią 2009, ale głównie dlatego, że pogoda niespecjalnie pozwalała na cokolwiek, a i ja rzeczywiście potrzebowałam chwili na nabranie macierzyńskiej pewności. Tak czy tak, wolę podejście, że świat jest moją ostrygą, drogi Z. I nie tylko moją...

[2] Lubię bardzo mój obiektyw Nikkor 50mm, żadna tajemnica. Od kiedy go dostałam, w zasadzie przestałam używać jakichkolwiek obiektywów z zoomem (50mm też ma zoom, tylko trzeba czasem się trochę nachodzić), czasem tylko robiąc wyjątek dla fish eye'a, bo śmieszny i pokazuje szeroki świat, a nie urocze detale z ładnym bokeh. Teraz dodatkowo obiektyw dostał kilka punktów wow-factoru, bo wychodzą z niego przeurocze panoramy. Robienie szerokiego ujęcia to był jedyny powód, dla którego gotowa byłam zdradzać wąski kadr 50-tki. Ale nie muszę, bo najpierw z pomocą przyjaciół, teraz samodzielnie za pomocą małego zgrabnego darmowego programiku mogę pokazywać to, co widzę, trochę bardziej bogato. Poniżej pałac w Czerniejewie na tle Katedry na Ostrowie Tumskim.

[3] Nie będzie tak, że moje dziecko będzie chodzić do zoo, żeby oglądać konika, no przecież. Aczkolwiek większy entuzjazm wzbudził piękny kudłaty pies marki owczarek collie, zdecydowanie.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 26, 2010

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Maja, Fotografia+ - Tag: czerniejewo - Komentarzy: 2