Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Wielkopolska w weekend - Obrzycko

Zawsze mnie ujmowała idea tzw. domu pracy twórczej. Że pracownik naukowy płci dowolnej zostawia dom, rodzinę, pracę nietwórczą i wyjeżdża w okoliczności przyrody, żeby tam powstało jakieś dzieło, czego śladem będzie np. dopisek na zakończonej książce "Poznań - Obrzycko, 1973 r.". I ktoś, na przykład ja, po latach czyta (czy z obowiązku, czy z przyjemności) i myśli - co takiego ważnego w tym, powiedzmy, Obrzycku było, że warto było o tym wspominać? Odpowiadając sobie na to pytanie, w faktycznie istniejącym Obrzycku jest ładnie. Duży, piękny park, wyjątkowo dobrze zachowany pałac (w którym dodatkowo ktoś dokłada pracy i teraz, bo na schodach z tyłu jest zamontowana winda dla wózków), kwiatki i motylki, a głębi parku rzeczka i żaby, tyle że trzeba być tym mitycznym pracownikiem twórczym, żeby dostać herbaty czy zjeść śniadanie w stołówce. Chyba że się jest lokalnym czarnym kotem ("nie ić, kokka!"). I trzeba mieć siódmy zmysł odnajdywania obiektu bez nawigacji, albowiem po co oznaczyć, którędy do pałacu, przecież jak kto mieszka, to wie, a jak kto nie mieszka, to na co mu to. Nie ma tego złego, zdobywam kolejne skille w jeździe leśną dróżką, zawracaniu na pięć czy sześć i odpytywaniu sympatycznego pana, co to w rowerowym koszyku wiezie jamnika, czy aby na pewno ta droga dokądś prowadzi (nie prowadziła).

Szczególną sympatią darzę tę panoramkę, bo ciekawszego efektu bym nie uzyskała, nawet gdybym chciała.

Rzutem oka zza płotu, pałac Twardowskich w Kobylnikach. I jak w Obrzycku infrastruktura na ciekawego turystę, co akurat przejeżdżał i chętny coś by[1], nie jest przygotowana, tak tu pełen wypas, tyle że - jak widać - wypas zastawiony pod wesele, które się zarezerwowało i zablokowało zasoby.

[1] I nieustająco fascynuje mnie model biznesowy takiej restauracji Rycerskiej w Szamotułach, która jest otwarta w tygodniu do 21, a w weekendy pieczołowicie się zamyka o 18. Bo przecież po 18 się nie je. Co miało tę zaletę, że zjadłam świetny obiad we Wzgórzu Toskanii w Przeźmierowie, które słusznie ma trzy gwiazdki, bardzo sympatycznego właściciela (który wśród kieliszków, porcelany, białych obrusów i storczykowych dekoracji wyciąga malowanki i kredki dla młodszego gościa, a przy tym opowiada o swoich winach[2]). I jak wolę lokale bez krochmalu, złoceń i drewnianych mebli na wysoki połysk, tak i jedzenie było przyzwoite cenowo, a przy tym naprawdę dobre, i uśmiechy obsługi mówiły, że biorą na poważnie i takich, co - nieco przykurzeni - wracają z wycieczki i chcą niesolonych frytek i kredki.

[2] I tak, ma wina z winnicy Ference'a Máté, bo skąd nazwa, prawda.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 18, 2011

Link permanentny - Tagi: polska, przeźmierowo, obrzycko, kobylniki - Kategorie: Koty, Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Maja, Fotografia+ - Komentarzy: 4

« Business & Beauty (5) - Bogdan Daleszak - W ubraniu skocz do jeziora »

Komentarze

Theli

Z tą pracą twórczą w Obrzycku nie do końca tak jest. Miejsce głównie służy do spotkań, imprez, konferencji itp. Nie wiem, czy samemu można tak po prostu przyjechać i zamieszkać.
Panoramka cudna. Jest pół Maja i duch Maja.

Zuzanka

@Theli, wiedziałam, że jest jakiś haczyk :-> (a z panoramki jestem dumna)

wonderwoman

a ja byłam w domu pracy twórczej w świnoujściu. i nie widziałam by ktoś pracował, wszyscy natomiast leżeli na plaży :)
(panorama super)

Theli

Popytałam u źródła - można pojechać samemu, ale uprzedzono mnie, że ceny są - eufemistycznie mówiąc - zaporowe.
Z domów twórczych polecam też Ciążeń - mi podoba się bardziej niż Obrzycko, duży pałac i ogromny park, cisza, spokój, pełen wypas dla fotografa :)
Nie można wpaść na kawę, bo nie prowadzą restauracji, ale jeśli ktoś chce wynająć pokoje (standard normalny, hotelowy), to może korzystać z kuchni.

Skomentuj