Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Mary Roach - Osobliwe życie nieboszczyków

Roach wybiera różne tematy, czasem anegdotyczne, wszystkie związane jednak ze śmiercią, zwłokami czy pochówkiem - badania naukowe ciał lub preparatów, crash-testy z użyciem zwłok (jako najbliższych anatomicznie żywemu człowiekowi), rozkład, ekologia pochówku, szacunek dla zmarłych i przesądy związane ze zwłokami, trochę groteski typu eliksir z mumii czy te mniej oficjalne karty z historii patologii, czy wreszcie tabu związane ze śmiercią. Pomijając garść ciekawych historii typu ustalanie przyczyn katastrof lotniczych na podstawie uszkodzeń ciał pasażerów, to, co mi głównie zostało po lekturze dziś, to pełen prawdopośrodkizmu stosunek do medycyny i kuchni chińskiej (czy szerzej - azjatyckiej), słynnej z przetwarzania wszystkie, co da się złapać (historycznie również ludzi). Autorka jest pełna podziwu do przedsiębiorczości Azjatów przez wieki, zwracając białemu człowiekowi uwagę, że pies różni się od krowy tylko społecznie, zaś kość słoniowa na fortepiany czy wątroba tygrysa na leki na potencję to ten sam sposób utylizacji fauny. Wiem, minęło prawie 20 lat od wydania książki (2003), świat się nieco zmienił, zwłaszcza przez ostatnie pół roku, ciekawa jestem, czy dziś również takie podejście by autorka miała; szybki skan Internetu znalazł tylko najświeższe felietony z 2016. Szkoda.

Wadą tej książki jest zupełnie niepasujący sposób pisania, mieszający reportaż z pamiętnikiem (autorka z upodobaniem do relacji wciska niepotrzebne szczegóły typu “przed wejściem do kostnicy chciałam iść na kawę i coś zjeść, ale nie mogłam znaleźć miejsca parkingowego w okolicy, więc zaparkowałam dalej i jak już doszłam na miejsce, to było za późno na szukanie kawiarni”, kogo to obchodzi, serio, jak się czyta o metodach badania czasu rozkładu zwłok czy średniowiecznych preparatach z nieboszczyków). Przeszkadzało też mi skakanie z tematu na temat, czasem zamykając jeden i przechodząc do drugiego dygresyjnie, przy czym przejście było oczywiste tylko dla autorki (typu “kiedy wracałam do domu i popatrzyłam na niebo, przypomniało mi się…”).

Inne tej autorki tutaj.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maja 1, 2020

Link permanentny - Tagi: popularnonaukowe, panie, 2020 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2

« Karin Fossum - Czarne sekundy - Joanna Bator - Rok królika »

Komentarze

Tores-
Ten sposób pisania to chyba jakaś metoda, której uczą ich na kursach, bo na tego typu frazy natykałam się w wielu książkach, np. o działaniu mózgu czy tych z serii Trupia farma. Trzeba napisać, czym się jechało, co po drodze było widać, gdzie się zaparkowało i jaka była pogoda, jak się szło przez parking. Albo że po wejściu do domu zdjało się kanapkę z serem i obejrzało kawałek filmu na kanapie w salonie. To najwidoczniej dodaje realizmu albo coś.
Zuzanka
No kompletnie mi to nie leży, ja nie chcę poznawać autorki jako osoby, interesuje mnie to, co obserwuje. To się świetnie nadaje na notkę blogową, ale nie na książkę reportażową, która nie skupia się na ludziach i ich przeżyciach; łyknę to u Hugo-Badera, ale nie tutaj.

Skomentuj