Więcej o
SOA
Jeśli codzienny ASAP nie przyniesie spektakularnego fakapu, jestem na fali wznoszącej. Wącham ciężki zapach mokrych liści, nieco kawowy o poranku. Opanowałam 6:30, kiedy wczoraj przestawiłam budzik na 6:45, bo jechałam zasięgnąć języka w skarbówce, obudziłam się wcześniej i czekałam, aż zadzwoni. Wprawdzie o poranku chwilowo już jest noc, a nie wschód słońca, jak jeszcze dwa tygodnie temu, ale potem na Drodze Dębińskiej świat się już zaczyna wynurzać spod kołdry. Dalej uwielbiam swój dom - TŻ stwierdził, że zadomowimy się wtedy, kiedy przestaniemy czuć zapach klatki schodowej. Przestałam. Home, home again
I like to be here when I can. Na parapecie mam schyłkowe, jesienne mieczyki.
Gorzej jest, jak fala opada. Wczoraj. Brak poczucia sensu, co ja robię tu, czego ode mnie chcecie, nie wiem, jak rozwiązać kolejny kryzys. Może i robię dobre wrażenie, ale dalej jestem tu nowa i nie wiem, gdzie co leży. Nie odpowiadam za wszystkie decyzje podjęte przed moim pojawieniem się. Jasne, jestem niesamowicie elastyczna, ale nawet gumka kiedyś pęka, jak się ją za dużo razy naciągnie albo za mocno. Wczoraj było zdecydowanie za mocno. TŻ mi aż loda na pocieszenie kupił. Nie zjadłam i mam dziś, do gorącej herbaty.
Dzisiejszy wpis sponsoruje inkoherencja.
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday October 20, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Z głowy, czyli z niczego, SOA
- Skomentuj
... wystawiłam fakturę. Teraz #czekamnaprzelew.
Poza tym o poranku 4 stopnie celsjusza, których przez dłuższą chwilę nie rekompensują widoki świata błyszczącego mglistą poświatą w jesiennym słońcu. W biurze (uroki zabytku) kaloryfery lodowate, wszyscy w kurtkach, rozważam na jutro rękawiczki. Bardziej od herbaty rozgrzał mnie spacer na lancz do Pyrabaru i słońce grzejące w plecy na rynku Bernardyńskim. Foch, bo mieczyków już nie było. A chciałam. Za to codziennie wracamy po szkole z kieszenią kasztanów, dziś nawet rzucałam patykiem.
Uczulenie nie odpuszcza; dermatolog pokiwała trzy tygodnie temu głową i wyjaśniła, że przy ATZ to częste, że reakcja alergiczna na zmianę ujęcia wody. Odrestaurowałam nieco twarz, usta co półtora tygodnia pierzchną i pieką, plamy na szyi dalej w formie, natomiast ślad na podrapanej przez sen ręce sugeruje, że biłam się z kotem. Tyle dobrze, że antyhistaminy działają idealnie nasennie.
Przyszła piękna włóczka, przyszła kanapa, teraz już nie ma wymówki, dziecko potrzebuje szalika na jesień. Może zdążę przed listopadem.
Codziennie przedzieram się przez kryzysy służbowe, na dniach rozpoczynam kolejny remont. A przecież w skrzyneczce czekają cebulki na wyznaczenie im gustownej rabatki w ogrodzie. I hamak (chociaż, jak rany, nie przy 4 stopniach na termometrze; właśnie - gdzie kupić analogowy termometr za okno?).
Pierwszy raz październik. W tym roku.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday October 1, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Z głowy, czyli z niczego, SOA
- Komentarzy: 6
To nie ranne wstawanie męczy. Męczy konieczność skupienia w zbyt krótkiej dobie wszystkiego. Wstać, zmyć sen, przygotować śniadanie do szkoły, zapominając o swoim, wybiec, wbiec, przejść przez meandry elektronicznego labiryntu gasząc pożary i szukając drogi z przerwą na krótki obiad, rzucić wszystko, żeby wybiec, zgrzytając zębami przetoczyć się przez korki, wbiec, pobrać dziecko ze świetlicy, zabezpieczyć kwestie obiadowe, jeśli w szkole znowu obiad okazał się fujka (tyle że nie). Zwalczyć chęć zwinięcia się w kątku, bo nagle wieczór.
Trenuję rozwijanie kłębka zwiniętego ciasno w brzuchu, czekając na kanapę, żeby usiąść z koszykiem i drutami i jak w ubiegłym robić niekończące się szaliki, żeby owinąć nimi wszystko.
Wewnętrzna Filifionka weszła mi na wysokie obroty.
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 8, 2015
Link permanentny -
Kategorie:
Z głowy, czyli z niczego, SOA
- Komentarzy: 4
Najpierw, podczas (wiem, jak to brzmi, ale naprawdę) przetwarzania wsadowego, błąd w zapytaniu. Mała paniczka, brakuje kolumny, drop table, create as select tak jak powinna wyglądać. Po czym, jednak, przedziwna awaria. Niby loguje, ale nie loguje, jak zrobię wstecz, to czasami się pojawia zawartość. Sprawy nie ułatwia, że rzecz się dzieje w iframe. Nade mną i TŻ jęczący Majut, bo na plac zabaw miał obiecane. Cholera wie, po czyjej stronie, serwer sesji działa w innych serwisach, z którymi współdzieli, w logach niewiele. Poprosiłam o kontakt z serwisem, który zarządza otoczką iframe'a, może jakaś awaria. Wreszcie TŻ znalazł błąd, dziwny, dotyczący zapytania. Pobrał dziecko na plac zabaw, a ja zostałam z logami. Zapytanie okazało się być w porządku, ale funkcja pobierająca wynik rzuca critical errorem. Przedziwne. Śledzę to, co robi przetwarzanie, przeglądam dane w tablicach, których dotyka. Wszystko jest. Zmian w kodzie nie było.
Poddałam się.
Poszłam wygarnąć śmieci z nadkuwetowego schowka, żeby TŻ je wywlókł na śmietnik. Święta w końcu. Cuda, wianki, wiaderko przeterminowanej farby, odmrażacz do szyb bez pryskadełka, gwarancja do ostatnio zepsutego trymera do brody razem z przypiętym paragonem, niepotrzebne wieszaki i rdzewiejący stojak do wina. I nagle strzał prosto w przysadkę czy co tam mam do kojarzenia: z jakiego użytkownika była utworzona tablica po dropnięciu? Hahaha, nie z tego, co trzeba. I jeszcze Burszyka wystraszyłam, jak gnałam do komputera sprawdzić \dt.
Wiesz, córeczko, mama jest takim detektywem. W komputerze.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday April 4, 2015
Link permanentny -
Kategoria:
SOA
- Komentarzy: 3
... ciekawe, jak długo. Czytam więc sobie, co fabryka przynosi, po części dlatego, że obiecałam w ramach gentelman's agreement wsparcie mojemu następcy, po części, że czytałam pocztę służbową przez 13 lat i 2 miesiące, trudno ten nawyk u siebie wyplenić.
A w poczcie cuda. Mój następca wybrał politykę quick winów, w wyniku której ogłosił wszem wobec, że jeden produkt przekazuje dalej, drugi - bierze pod swoje skrzydła, ale z niskim priorytetem, a trzeci - który miał być zamknięty i usunięty - zamierza zostawić nierozwijany, bo usuwanie kosztuje. Przekazanie pierwszego produktu było moim pomysłem, bo niespecjalnie wymaga rozwoju, a jedynie administracji. Wzięcie drugiego to ruch czysto platoniczny, bo wszystkie requesty o zmianę wylądują w miejscu zwanym "na święty nigdy", ale pierś gotowa na wyzwania jest. Trzeci produkt jest drażliwy, bo to nie jest tak, że da się go trzymać nierozwijanego. A to dlatego, że wymaga łatania. A to dlatego, że występuje w kilku wersjach, a w wersji w miarę ogarniętej tylko dla jednego kraju i usunięcie pozostałych krajów przy niemożliwości przemigrowania danych do wersji ogarniętej jest maksymalnie niepolityczne. A to dlatego, że kiedy zapadła decyzja o usunięciu produktu, tymi rękoma usunęłam wszystkie bugi i zadania rozwojowe, również zadanie zlecone przez dział prawny, którego niezrobienie skutkuje konsekwencjami. I teraz siedzę jak ten piłujący pazury kocur i myślę, czy wyjaśnić mojemu następcy (który na ten przykład zapomniał napisać chociaż raz "dziękuję" za kilometrowe opracowanie statusu prac dla każdego produktu, czemu się w zasadzie nie dziwię, w końcu to był mój psi obowiązek), czy poczekać, aż ten jego populistyczny quick win (bo usunięcie drażliwe i wzburzyło kilka grup w Fabryce, więc decyzja o pozostawieniu stawia ładnie na piedestale złotego chłopca dobrodzieja) wybuchnie mu w nos.
Dalej wieczorem czuję ucisk w brzuchu, mimo że nie idę do pracy następnego dnia.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday February 27, 2014
Link permanentny -
Kategoria:
SOA
- Komentarzy: 1
- Poziom: 3
Dzień, w którym budzę się w środku nocy bez oddechu, bo śnił mi się przerażająco realistyczny sen, że uciekam, a ONI mnie gonią. Las, klatka schodowa, piwnica, opuszczone mieszkania, zakamarki. Ale bez względu na to, gdzie się schowam, są zaraz za mną. Nie znajdują mnie, bo się budzę. Useless trivia - podobno we śnie nie można policzyć palców ani sprawdzić, która godzina. Challenge accepted?
TŻ ustawia budzik na 6:00 zamiast na 6:30 i mija dosłownie minuta, kiedy budzik dzwoni ponownie.
Ogrzewanie w samochodzie. Przesiądź się nagle z marzenia o natychmiastowo działającej klimatyzacji na ciepłe powietrze, bo o poranku jest rześkie 13 stopni.
300 maili w inboksie. Skasuj, przenieś, zaznacz na potem, plotka, zwolnienie, awans, zmiana. Cztery "nie zrobione, bo byłaś na urlopie, więc odłożyłem/am do twojego powrotu". Bardzo śmieszne.
(...)
Zostawiłam telefon w pracy z tego wszystkiego.
A to przecież nie ja poszłam do szkoły, do jasnej.
Za to pierwszy dzień Maja w przedszkolu po wakacjach to nieustające pasmo sukcesów. Nie ma dużego Franka, co zabierał rzeczy i wyzywał od maluchów (bo on mówi, ze ja mam dwa lata tylko, a ja mam pseciez ctely!), nowa szczoteczka do zębów (Helutka: Ja też mam nową szczoteczkę!), a ja do tego dostałam pyszną kanapkę z żytniego chleba z pastą marchewkową i sałatą. Serio, w życiu bym nie przypuszczała, że pasta marchewkowa może być taka doskonała.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 2, 2013
Link permanentny -
Kategorie:
SOA, Maja
- Skomentuj