Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla Oglądam

Change of Seasons

Zbliża się lato, kończą się sezony seriali. Skończył się 4 sezon "Monka" (5. będzie, pewnie jesienią). Skończył się 3 sezon "L-wordu" (czy będzie 4. - nie wiadomo). Niedługo koniec "Losta" (niech ich szlag, będą mnie trzymać w niepewności do 5. sezonu :->), "Desperate Housewives" też ma zakontraktowany 3. sezon (tu akurat im dalej w las, tym, nudniej, 2. sezon jest słabiutki).

Po części się cieszę, w zasadzie od pół roku nie oglądam filmów, tylko seriale. Z drugiej strony film to tylko półtorej-dwie godziny, a jak się polubi bohaterów, to czasem mało. Szczęśliwie zawsze na przetrzymanie wakacji zostają evergreeny typu "Świat według Bundych" czy "Przystanek Alaska"...

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 21, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


Marek Koterski - festiwal

Cała twórczość Koterskiego to Adaś Miauczyński. Facet, który jest wszechstronną mendą, pechowcem, bucem i kawałkiem sukinsyna. W zasadzie obejrzałam w całości "Porno" (i to wiele razy) i "Ajlawju". Reszty nie byłam w stanie - oglądanie sprawiało mi fizyczną przykrość (jak można być takim fajfusem?!).

"Dom wariatów" - w zasadzie film o rodzinie, z której Adaś (Kondrat) pochodzi. Matka i ojciec z psychozą natręctw, szwagierka popełniająca samobójstwo co jakiś czas.

"Życie wewnętrzne" - Adaś (Wysocki) z żoną w budownictwie z wielkiej płyty. Marzenia o ryćkaniu się z sąsiadką w okolicznościach dowolnych. Dziwny.

"Ajlawju" - Adaś (Pazura) trafia na swoją Małgorzatę (Katarzynę Figurę). Ten film byłby dobry, gdyby nie Pazura. Miłość dwojga ludzi po przejściach, z których on ma pierdolca, węszy zdradę, rozlicza z 15-minutowego spóźnienia, robi awantury, ale żyć bez niej nie może. Ona szassem sobie wypije, ale jak wyżej. Smutne.

"Nic śmiesznego" - to też ogladałam kiedyś w całości w kinie, na studiach. Wyszliśmy z kolegą z kina, popatrzyliśmy na siebie, westchnęliśmy "Ale krap" i poszliśmy na pizzę. W tym filmie boli wszystko - Pazura, dentysta, wybuch sławojki z malowniczym rozpryskiem łajna, seks na PRL-owskiej wersalce, przaśność i brzydota świata.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 18, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


Napisy do filmów (2)

  • damage beoynd repair = uszkodzenia po kuracji [six feet under]
  • [o imigrancie] send him the Pledge of Allegiance = wyślij mu "Podręcznik elegancji" [Married with children]
  • [playboy do sexy rozdzianej a chętnej lasi] would you like to go to the bedroom? = chcesz iść do łazienki? [Married with children]
  • he was doing something worthwhile - widać działo się coś dziwnego [nie pamiętam]

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 18, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


My name is Earl sezon 1 (24)

Earl był pasożytem, pił piwo i imprezował, a poza tym kradł, oszukiwał, robił ludziom przykrości, krzywdził bliskich i obcych. Do czasu, kiedy kupił zdrapkę na loterię, zdrapał i okazało się, że wygrał $ 100000. Chwilę potem wpadł pod samochód i zgubił kupon. Podczas leżenia w gipsie obejrzał w TV program o karmie. I w tym momencie do niego dotarło, że karma nagradza za dobre uczynki, a karze za złe. Stworzył listę swoich wszystkich złych uczynków, które w życiu popełnił i postanowił po kolei je naprawiać. W tym momencie wiatr przywiał do niego wygrywający kupon. I tak z pieniędzmi przez 24 odcinki pierwszego sezonu Earl starał się być trochę lepszą osobą.

Brzmi poważnie, ale serial jest straszliwie komediowy, niepedagogiczny i w doskonałym stylu. Oprócz Earla występują: brat Randy - nieco opóźniony w rozwoju, o osobowości 13-latka i takichż potrzebach, eks-żona Joy - plastikowa blondie manikiurzystka, niezbyt błyskotliwa, ale sprytna, Darnell zwany Crabmanem - afroamerykański kelner w knajpie, aktualnie mąż Joy i ojciec jednego z jej dzieci i w niektórych odcinach Catalina - nielegalna emigrantka z Meksyku, pokojówka w motelu, w którym mieszka Earl.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 14, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


Hi way

Jedno słowo: żałość. Wiecej słów: niestety, jeżeli gdzieś jest szeroko reklamowany film polski, nie ma co czekać, należy spieprzać. Pomijając fatalne światło (buro, szaro i ciemno nawet w pełnym słońcu), całość nie ma sensu. Nie wiem, czy autorzy aspirowali do zrobienia drugiego "Rejsu", ale tragicznie nie wyszło. Jest parę scen śmiesznych, kilka genialnych tekstów (aczkolwiek żadnego nie pamiętam ;-)), niezłe sytuacje, ale całość nie ma sensu. Zabrakło pomysłu na polepienie kabaretowego aktorstwa, scenek i muzyki w coś spójnego.

Nieporozumieniem jest puszczenie tego filmu w normalnej dystrybucji zamiast na offowym festiwalu kabaretowym typu A'YoY. Uwielbiam MUMIO za pierwszy program, za drugi mniej, cenię za świetne reklamy Plusa. Ale filmów to oni nie umieją jeszcze kręcić.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 3, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj