Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Oglądam

Jericho (pół sezonu 1)

Bardzo przyjemny film obyczajowo-przygodowy. W małym amerykańskim miasteczku w środku Kansas na horyzoncie nagle pojawia się gustowny grzybek pochodzenia atomowego. Miasteczko jest odcięte od reszty świata, czasem przeleci samolot, czasem uda się odebrać kawałek audycji po chińsku. Nie ma komórek, Internetu, czasem prądu. Schrony nie są utrzymywane od lat 50., nie ma procedur na okoliczność wybuchu wojny atomowej (i tak naprawdę nie wiadomo, czy to wojna).

Co mnie drażni - serial wygląda jak amerykański podręcznik "Co robić, jak wybuchnie wojna atomowa" dla rozleniwionych po zakończeniu zimnej wojny Amerykanów. Żeby nie było aż tak dydaktycznie, jest dołożony wątek obyczajowy (mer miasteczka z rodziną, kilka romansów, związek pozamałżeński, niespodziewana ciąża). Ale niektóre sceny (jak ktoś ma sepsę, należy podać to i to, jak zrobić lód w domowych warunkach, co robić podczas opadu atomowego, jak awaryjnie zasilić pompę basenową do gaszenia pożaru) są tak obrzydliwie wyjęte z programów "Zrób to sam", że zęby bolą. Dość urokliwe są zakończenia odcinków, jak to bohaterom coś się udało, gra nastrojowa muzyczka, palą się blinkenlichten (c Agnus), wszyscy tańczą i klaszczą w dłonie. Wspominałam coś o bólu zębów?

Na plus - bohaterowie są dość sympatyczni, chociaż główny frontmen wygląda na strasznie spiętego. Liczę, że się rozepnie (a tu i ówdzie zapnie).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 7, 2007

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


Kyle XY

Bardzo ładny thriller młodzieżowy. W lesie pod Seattle policja znajduje 16-latka. Nagiego, z umysłem noworodka, który nie umie mówić, nie rozumie cywilizacji i fizjologii własnego organizmu i nie ma pępka. Kyle (nazwany roboczo przez psycholog) trafia do domu wspomnianej pani psycholog i wchodzi w zwyczajne dla amerykańskich nastolatków interakcje ze światem zewnętrznym. Pierwszy wzwód, drużyna koszykówki, imprezy. A jednocześnie wielka tajemnica (bo czemu nie ma pępka, wspomnień i ciągle rysuje dziwne rzeczy, a zahipnotyzowany zachowuje się jeszcze dziwniej) i niezły challenge dla pani psycholog, która nie jest przyzwyczajona do pracy z kimś z fotograficzną pamięcią, mózgiem aktywnym w 70% i różnymi dodatkowymi uzdolnieniami, których standardowy homo-sapiens nie ma.

Na razie 10 odcinków w 1. sezonie, ale liczę na więcej. Obiecują, że TBC.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 1, 2007

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Jazda

Wspominałam, że lubię filmy bez happy-endu? To nie jest dokładnie tak. Lubię, jak się dobrze kończą. Ale to właśnie te takie cholernie nie fair, że mam ochotę usiąść w kątku i katatonicznie się kiwać, aż mi się poprawi, uważam za dobre. "Jazda" jest dobra. Cholernie dobra. Fabułę można streścić w kilku zdaniach (Dwóch chlopaków kupuje grata i jadą nim w road-trip po Czechach. Spotykają dziewczynę. Jadą. Pojawiają się spięcia na linii ich dwóch-ona jedna. Za dziewczyną jeździ jej ex-facet. Po dziwnej nocy w skansenie dziewczyna <rot13>jfvnqn qb fnzbpubqh fjbwrtb rk v tvaą j jlcnqxh<rot13>), ale klimat... Jak na starych filmach ORWO - dużo żółtego, miękkie linie, ciepłe światło. Jak w snach i we wspomnieniach z dzieciństwa. I jest śliczny pręgaty mały kotek. I taki ciepły klimat dolce far niente. Niespiesznego jeżdżenia po bocznych drogach, gdy największym dylematem jest "to teraz w lewo czy w prawo".

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 1, 2007

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Little Miss Sunshine

Bardzo ładny film. O tym, że jeśli się czegoś będzie bardzo chciało, to się to dostanie, nawet jeśli każdy uważa, że droga do sukcesu prowadzi którędy indziej. Ale bynajmniej nie jest to film o wieszaniu na domowej lodówce zdjęcia CELU i recytowania kolejnych mantr, żeby tylko łaskawość świata się w stronę człowieka zwróciła. Tłustawa Olive, lat 7, bardzo chce zostać małą miss. Mimo że nie ma szans, rodzina ją wspiera. Ojciec tłumaczy, że jak będzie jadła lody, to bedzie gruba, dziadek uczy ją układu tanecznego, brat, który milczy w intencji dostania się do lotnictwa US Army, przekazuje rady na karteczkach, a matka usiłuje sprawić, że cała rodzina się nie rozlatuje. Do tego spada na nich opieka nad bratem matki, który właśnie wrócił ze szpitala z podciętymi nadgarstkami. I kiedy okazuje się, że muszą zdezelowanym vanem (z RĘCZNĄ skrzynią biegów) przejechać kawałek Ameryki, żeby zdążyć na eliminacje okręgowe do Małej Miss, wychodzi, że jest to bardzo nietypowy film drogi.

Świetna rola Michaela z "The Office" i Toni Collette.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudnia 26, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


American Pie V - Naked Mile

W zasadzie to miałam się nie przyznawać, że takie filmy oglądam, ale w zasadzie to dość ciekawy obiekt do obserwacji socjologicznych. Stereotypowi amerykanie w zasadzie składają się z samych fiksakcji. Na punkcie seksu - czy u nas w szkołach też jest taka presja na to, kto już zaliczył, a kto nie, a bycie dziewicą płci dowolnej to powód do obciachu? Pewnie jestem stara baba, ale ze swoich licealnych czasów niewiele pamiętam, może dlatego, że jednak życie osobiste się miało poza szkołą, a nie w klasie. Na pukcie kupy - no jak rany, wszystko związane z wydalaniem to jednak obciach i lepiej robić to w zaciszu toalety, a nie np. w suszarce na pranie w domu dziewczyny. Na punkcie nagości - niewątpliwie scenarzyści musieli się napracować, żeby pokazać jedynie same biusty, bo pokazanie chociaż kawałka narząda to skandal (wspominałam, że w jednym z odcinków "The Office" pokazali Kamasutrę, w której obrazki były zamazane?).

Jednocześnie, jak oglądam te filmy, to mam żal. Że nie miałam prawdziwego życia kampusowego. Życie w akademiku było barwne, ale mimo wszystko dość przaśne. Nie było hucznych imprez, na których można było iść zwiedzić pięterko z lokalnym bawidamkiem. Mam teraz traumę i będę musiała iść na terapię, bo już mi oko lata.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudnia 25, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 9


Wpuszczeni w kanał

Naprawdę w pyteczkę. Rzecz się dzieje w ścieku. Przeraźliwe ślimaki, robiące nastrój i śpiewające piosenki, z niesamowitą mimiką. Komando francuskich żab-komandosów + żaba-mim, które wyglądały jak żabie Aniołki Charliego i były rrrasowymi Frrrancuzami. Batoniki, które nie zawsze są z czekolady. Czerwony awaryjny guzik. Mnóstwo McGyverowych sztuczek - czyli to wszystko, żeby dzieci i młodzież starsza (znaczy - ja) uznały, że film jest świetny. Dla dzieci nie za brutalny, dla dorosłych - nie za głupi.

Poza tym nie wiem, czy to efekt diety, ale nie smakowały mi multikinowe naczos. Zjadłam pół porcji i miałam dosyć. Trochę to smutne, zwłaszcza że do teraz mi ciut mdło. Oczywiście nie jest to coś, z czym ostra papryczka nadziewana serkiem sobie nie poradzi.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudnia 10, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 2