Więcej o
Moje miasto
Mam w głowie takie generyczne obrazy na różne okazje. Jesień - park z płomiennym listowiem, lato - plaża, wiosna - coś tam jeszcze innego. Zima ma kilka obrazków, ale taki pocztówkowo-świąteczny, zapisany gdzieś na dnie mojej głowy, to gwiazdkowa wieś. Ciasno stłoczone domy ze skośnymi dachami, okryte śniegiem, z choinkami, światełkami, bałwanem koło krzywego płotu z desek. I taką wieś dzisiaj zobaczyłam w podpoznańskim Luboniu. Widziałam ją już wielokrotnie, bo tamtędy wiedzie droga do outletu z ciuchami. Za każdym razem jestem zachwycona, bo czuję się, jakbym pojechała w Zupełnie Inne Miejsce. Domy są jak z najprostszych dziecięcych rysunków - prostopadłościenne klocki z dwuspadzistymi dachami, tyle że w jednym prostopadłościanie mieści się kilka domów, na każdy przypadają po dwa okna i drzwi na środku. Wygląda to przeraźliwie ubogo, ale coś mnie w tych domach fascynuje. Dzisiaj padał śnieg, zapadał zmrok, w oknach za zasłonami zapalały się światła, a w jednym z domo-baraczków szyld dumnie obwieszczał, że tu się mieści ogólnospożywczo-przemysłowy sklep "Rabat". Poczułam się jak w skansenie własnej wyobraźni.
PS Uprzedzając, powyższa notka nie ma wydźwięku pejoratywnego ani kpiącego.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota stycznia 2, 2010
Link permanentny -
Kategoria:
Moje miasto
- Komentarzy: 5
Zamiast dzwonków sań chlapanie rozmiękłego błota. Na ulicach widać kryzys, światełka są na nielicznych domach. Wbrew zniechęcającemu znakowi "ślepa ulica" Promienista przechodzi gładko w Powstańców Wielkopolskich, gdzie obok siebie mieszka dyskretny urok burżuazji i dzielny przedstawiciel "There, I fixed it"...
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudnia 26, 2009
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Skomentuj
Nigdy nie byłam specjalnie aktywną wielbicielką tego całego świątecznego rozgardiaszu, zwłaszcza w kwestii mojego w nim udziału. Owszem, blinkenświatełka są miłe wzrokowo, udekorowane wystawy sklepów również, dekorowanie pierniczków urocze, pakowanie prezentów daje niesamowite efekty (sprawdzić, czy nie pakuje się samodzielnie, bo wtedy nie tak niesamowite), ale w tym roku jakoś mnie to wszystko omija. Mam kilkumiesięczne opóźnienie w życiu. Wczoraj powoli zaczęłam rozpakowywać skrzynkę, do której podczas sierpniowego remontu wrzuciłam zalegające w łazience i na przedpokoju szpargały (znalazłam kocie książeczki zdrowia i ściereczki do suszarki, yay). Nie bywam w centrach handlowych, a nawet przestałam przestawiać się w tryb myślenia o prezentach. Nie myślę o choince. Ba, nawet nie wpadłam w christmas frenzy ze sprzątaniem, odkurzaniem, czyszczeniem i polerowaniem (głównie dlatego, że mi się nie chce). Nie poszłam na festiwal rzeźby lodowej ani na świąteczny jarmark na Starym Rynku... WTEM, jak to bywa z notkami, które się piszą kilka dni, wszystko poszło w buraki, albowiem wbrew pogodzie (ja wiem, że w grudniu musi być zimno, ale tak od razu -12?) poszłam jednak na Rynek, żeby wyprowadzić na spacer nowy aparat i odbyć grudniową świąteczną trasę w wersji kompaktowej. Rzeźby lodowe - zaliczone, kolędy śpiewane na scenie przez wymarznięte a fałszujące dzieci (z małym tłumkiem składającym się tylko z rodziców) - zaliczone, grzanego wina nie piłam, ale za to był podgrzewany oscypek, świąteczne światełka, dekoracje, jemioła i ośnieżone dachy kamienic - zaliczone. Ba, nawet wybrałam szybko (acz w myślach) brakujące prezenty. I to tyle, jeśli chodzi o abnegację świąteczną.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudnia 19, 2009
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Skomentuj
Jest coś uspokajającego w starych cmentarzach. Mocne, wysokie drzewa. Równe rzędy nagrobków. Zielona trawa. Okazjonalna kępka lawendy czy ostrej trawy. Liście lipy zasypujące ścieżki. Od kilku lat zbieram się, żeby wyprowadzić nikona na spacer na Ogrody i tamtejszy cmentarz. Łatwiej już iść na Cytadelę, na mój ulubiony cmentarz żołnierzy brytyjskich. Nie wiem czemu takie cmentarze nieprawomyślnie kojarzą mi się z doskonałym miejscem piknikowym.
PS Drugie zdjęcie z jesieni. Zdecydowanie jesienią lepiej niż ciemną zimą.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudnia 6, 2009
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
cmentarz, cytadela
- Komentarzy: 2
I co? Śmiałam się z ludzi, co zamawiają mleko sojowe do kawy i mnie pokarało. Szczęśliwie latte z soją nie jest aż tak straszna, jak się spodziewałam. Ba, nawet specjalnie się nie różni od latte ze zwykłym mlekiem. Nie spodziewałam się, że poznam Ekowiarnię od tej strony, ale poranek w miejscu, gdzie można powybrzydzać, zamienić masło na oliwę i zjeść fantastyczną sałatkę z tuńczykiem, jajkiem, kiełkami i musztardowym winegretem, to miły poranek. Wspominałam, że lubię wyjść z domu i usiąść w miejscu, gdzie są duże okna, kwiaty, ludzie, w głośnikach Enya (epizod z przeraźliwym coverem "Sound of Silence" pominę wzgardliwie), a wszędzie urokliwe detale.

I mała dygresja z tła. Lubię, jak język ewoluuje. Jestem wielką fanką pozyskanych z sieci sformułowań typu popadanie w szezlong i emitowanie się za kioskiem czy z takiego Wilq, że można zaliczyć totalny kompromis. Dziś wzruszyłam się nieledwie, będąc świadkiem scenki: Młody mężczyzna, szykujący się zapewne do lanczyku, dzwoni do kogoś. I sugeruje wspólną konsumpcję wytwornymi słowy: "A co powiesz na małe komsi komsa? A, ty już dzisiaj komsa? A co jadłeś?". Jestem marakuja, nie wiem, co powiedzieć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 26, 2009
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Komentarzy: 4
Żal mam. Bo na Śródce nie ma już kawiarni i antykwariatu w jednym (a jak jeszcze był, to wizytę odłożyłam na ten "następny raz"). A to oznacza, że Ostrów Tumski i Śródka straciły jedyne miejsce, w którym potencjalnie można było napić się ciepłej herbaty. Dziś nie było tej herbaty koniecznie trzeba, bo 15 listopadowych stopni i słońce nie pozwalało na marznięcie, ale ubolewam tak bardziej pro publico bono, bo Śródka to taka pustynia. W przeciwieństwie do księżyca (gdzie może być wódka, panienki i hamburgery, ale impreza się nie udała, bo nie było atmosfery), jest atmosfera, ale nie ma nic poza tym. Można przejść się szczerbatymi chodnikami, obejrzeć coraz bardziej znikający stary Poznań...
... czy iść na jakiś niehitowy film do kina Malta. I to by było na tyle. A miejsce aż się prosi o zestaw klimatycznych restauracyjek i kawiarni, które wiosną mogą wysypać stolikami na chodniki i placyki, o zorganizowanie cotygodniowych jarmarków w okolicy kościoła, czy o ustawienie ławeczek, na których można usiąść. Zamiast tego są woniejące uryną bramy, śmieci na podwórkach, doklejone plomby, których mieszkańcy pewnie nauczyli się nie zauważać niczego poza własną klatką schodową.
A na dawnym moście Rocha kłódeczki. Jestem za.
Catspotting: 4 (jeden przyjacielski, jeden na progu domu, jeden z misją, jeden na parapecie).
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 21, 2009
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Komentarzy: 4