Więcej o
Moje miasto
Wszystkie prognozy zapowiadały pogodę niestabilną i niepewną, wymyśliłam program minimum - szybki rzut oka na ledwie muśnięty okiem zza bramy Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan. I co? Pogoda cudownie się ustabilizowała, ciepło, nie padało, słonko grzało jakby ktoś mu za to płacił. Ale nie żałuję, bo uważam, że to miły prezent od miasta - w odległości kwadransa samochodem od domu znaleźć miłe miejsce, gdzie można usiąść, popatrzeć przez korony nieco pogryzionych Szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem kasztanowców, wypasać na trawie rozbrykane dziecko (które szybko uzyskało chwilową ksywę "Glebożer" i zostało zabrane na bezpieczne spożywczo tereny kolan rodzica) i przez dłuższą chwilę próbować odcyfrowywać stare (i czasem zawiłą gotycką literą ryte) napisy w kamieniach.

Tyle razy przejeżdżałam obok wielkiego, brzydkiego i brudnego hotelu Polonez i ani razu nie spojrzałam, co za nim (a raczej trochę obok) stoi. A szkoda; zza hotelu widać i wieżyczkę kościoła Św. Wojciecha, i szczyt budynku Duszpasterstwa Akademickiego. Za to z cmentarza widać hotel w całej brudnoszarej i kanciastej okazałości, zwłaszcza jako tło dla jednej z bardziej znanych tutaj nagrobkowych rzeźb.
A cmentarz sam w sobie smutny - jak to cmentarz. Oprócz nagrobków, które mówią o dobrym, długim i owocnym życiu, są i takie, które każą szybko zerkać na bliskich stojących dwa metry dalej, czy naprawdę są i mocno chcieć, żeby byli jak najdłużej. Świat, w którym dzieci żyją przez rok, nie jest światem sprawiedliwym.
Jeśli ktoś jeszcze nie widział (GALERIA ZDJĘĆ tu) - naprawdę warto; otwarte codziennie od 10 do 18.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 25, 2010
Link permanentny -
Kategorie:
Wielkopolska w weekend, Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
cmentarz
- Skomentuj
Do niedawna poruszałam się stałymi ścieżkami. Tędy do pracy, tędy na zakupy, tędy na jogę, tędy do restauracji; zmiany w rutynie związane były raczej z przeprowadzkami (czy to służbowymi, czy też prywatnymi) niż z chęcią - pun intended - poznania. Autobusem 68 zawsze jeździłam albo do skrzyżowania z tramwajem PST, albo pod pomnik Mickiewicza, albo na dworzec. I od zawsze chciałam wysiąść na rogu ulic Przepadek i Niepodległości, tylko zawsze jakoś brakowało mi motywacji. Do dziś. Bo... czemu nie?
Żeby dotrzeć do centrum, wystarczy przejść krótką i malowniczą ulicą o dźwięcznej nazwie Święty Wojciech (nie: Świętego Wojciecha, bo ŚW to nazwa dawnej podpoznańskiej osady, która została włączona do Poznania pod koniec XVIII w.). Przez chwilę poczułam się jak przewodnik wycieczki: po lewej Pomnik Żołnierzy Armii Poznań[1], po prawej tajemniczy ogród[2], znowu po lewej kościół Św. Wojciecha, po prawej piękny budynek Duszpasterstwa Akademickiego, po lewej zabudowania Zakonu Karmelitek Bosych, a potem mała zgrabna uliczka ze ślicznymi kamieniczkami. Dziękuję, można przestać robić zdjęcia i podnosić głowę wysoko.

GALERIA ZDJĘĆ.
[1] I znowu zrobiło mi się przykro, kiedy zobaczyłam walające się butelki, papierowe opakowania i niedopałki. Miejsce turystyczne bądź co bądź (trzech Niemców w sandałach, grupka czterech emopanien i para z pieskiem o dźwięcznym imieniu Delma), trochę obciach.
[2] Brama była zachęcająco otwarta, ale zostawiłam sobie na następną wycieczkę. Coś ładnego tam jest czy mnie wyproszą, gdy tylko postawię stopę za zabytkowym płotem?
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday July 23, 2010
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Komentarzy: 10
Wychowywałam się w mieście bez tramwajów. Przy okazji wizyt w Warszawie, tramwaj mnie przestraszył, bo wyglądał jak trochę mniejszy pociąg, a pociągu trzeba się strzec, bo wiadomo. Kiedyś chyba też jechałam tramwajem w Toruniu, ale bez rewelacji. A do poznańskich tramwajów poczułam ogromną sympatię od pierwszego wejrzenia. Do dziś wolę jeździć tramwajem niż autobusem, lubię kołysanie, nagłe zwroty na zakrętach, dźwięk przesuwającej się zwrotnicy[1] i miasto płynnie przesuwające się za oknem. I dziś pierwszy raz jechałam tramwajem z córką. Podobało się, mimo braku klimatyzacji i gorąca.
Trasa PST (Poznańskiego Szybkiego Tramwaju) jest niespecjalnie długa - 6 przystanków, ale warto się nią przejechać turystycznie (chociaż większość trasy pokonuje w wykopie) ze względu na przystanki. Od zawsze każdy miał swój kolor, od kilku lat każdy[3] dodatkowo jest pomalowany tematycznie [2019 - link nieaktualny]. Najbardziej lubię przystanek Słowiańska:
GALERIA ZDJĘĆ. Oraz kilka wpisów na blogu obok (bo, nie ukrywam, popełniłam trochę autokanibalizmu).
[1] I oczywiście wart każdych pieniędzy widok motorniczego, który na skrzyżowaniu łapie wielką metalową sztabę[2] i wyskakuje z tramwaju, budząc popłoch wśród kierowców nienawykłych, że im przyłoży w przednią szybę.
[2] I przesuwa nią zwrotnicę, która się zacięła.
[3] Oprócz przystanku Kurpińskiego, który jest zwyczajnie bury i pomazany. A szkoda. I oprócz Sobieskiego, który jest typową zajezdnią w plenerze.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 21, 2010
Link permanentny -
Kategorie:
Maja, Fotografia+, Moje miasto
- Skomentuj
Upał zelżał, kiedy niespiesznie wracałam wieczorem do domu. Uciekł mi autobus, siedziałam z książką na przystanku, niespiesznie przerzucając kolejne strony opowieści o Toskanii. Przystanek powoli się zapełniał. Jedna pani, druga pani, para w sandałach, w końcu dwie ładne Azjatki z zakupami. Przyglądają się rozkładowi, wreszcie jedna podchodzi do siedzącej obok mnie dziewczyny i ze sporym skupieniem zadaje pytanie wyuczoną polszczyzną: "Ile kosztuje?". W powietrzu zawisła niejaka konsternacja. Azjatka powtarza wolno i wyraźnie: "Ile kosztuje?". Dziewczyna pyta: "Ale co? Bilet? 15-minutowy?". Azjatka z błyskiem zrozumienia i szerokim uśmiechem: "Która godzina!".
I tak cały czas zbierało się na burzę, kiedy wracałam chodnikiem pod lipowym tunelem (co ciekawe, w tym roku lipy we wsi nie pachniały, prawdziwy zapach poczułam tylko w Sopocie i było to tak niespodziewane, że pół wieczora mi zajęło zastanawianie się, co tak pachnie). Ale w końcu się nie zebrało.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday July 17, 2010
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto
- Komentarzy: 2
Gdyby nie to, że przedwczoraj[1] musiałam zniknąć prawie jak Kopciuszek, tyle że o 20 i nie zostawiając pantofelka, mogłabym w Sweet Surrender zostać długo. Doskonale sobie zdaję sprawę, że większość uroku w naszej rodzinie zawdzięczamy nieletniej, która się do każdego uśmiecha, wyciąga łapkę i ogólnie jest najsympatyczniejszym stworzeniem na świecie, kiedy pomyka na czterech po podłodze, podnosząc pyszczek jak mała foka, kiedy do czegoś dotrze. Bo ja jestem z tych bardziej nieśmiałych i źle się czuję wśród obcych. Ale nagle się okazało, że nie czuję się jak wśród obcych, bo wszyscy się uśmiechają, jedzą, notują w ankietkach punktację i w przeciwieństwie do wyborów prezydenckich miałam wrażenie, że na coś realnie wpływam.
Kiedyś pisałam bardziej enigmatycznie o małej kawiarni w jeżyckiej kamienicy, ale dzisiaj już mogę pokazać palcem na mapie, że mieści się na Krasińskiego 1/1 i można tam wypić świetną kawę i zjeść coś dobrego (na przykład urocze ciasteczko z pianką o nazwie S'more czy jabłkowy cobbler), patrząc na tramwaje przejeżdżające ulicą Roosevelta i wiaduktem PST.
[1] Notka powstawała ewolucyjnie. Zaczęłam o 23:30 w piątek, potem zrobiłam kolejne podejście przed południem w sobotę, poprawiając dziś na wczoraj. A dziś łatwo się domyślić, zaczęłam od uaktualnienia. Jutro...
PS Pragnę nadmienić, że jestem doskonale przekupna i chętnie napiszę notkę o tym, jak mnie ktoś karmi, poi i zabawia.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 4, 2010
Link permanentny -
Kategorie:
Maja, Fotografia+, Moje miasto
- Komentarzy: 3
Kiedy jadę tramwajem, nie kusi mnie, żeby przeładować zmywarkę, wstawić kolejne pranie, napisać notkę, sprawdzić pocztę czy zobaczyć, ile da się pyknąć kamyczków w Venice Deluxe. Patrzę paniom na buty. Patrzę za okno (woda na Cybinie wróciła już do dawnego koryta). I wreszcie mam czas, żeby moje myśli, stłamszone przez cały czas pod natłokiem listy TODO (a przecież nie pracuję!) wyszły na wierzch. Żebym była sama ze światem, mimo że wśród ludzi.
Dzisiaj odkryłam, że tęskniłam za tramwajami.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday June 28, 2010
Link permanentny -
Kategoria:
Moje miasto
- Skomentuj