O łagodnym falowaniu
[13-19.08.2026]
Wróciłam do Salonik z zamiarem zwiedzenia wszystkich okolicznych plaż, o co prosiła nastolatka (znaczy, że ma być woda, a nie że objeżdżamy wszystko, to był mój oryginalny plan). Planu nie wykonaliśmy, bo okazało się, że najmilej jest na najbliższej plaży w Perei, gdzie zatoczka, turkusowa płytka po horyzont woda i muszelki[1]. Za niebagatelną kwotę 5,99 euro kupiliśmy kółko-donut, które wprawdzie nieco farbowało w zetknięciu ze sprejem SPF, ale pozwalało na leniwe kołysanie się na falach, bardzo polecam. Siedzieliśmy przy Golden Star City Resort, gdzie całkiem dobrze karmili (półmisek frytek!), można też wynająć leżaczki.









Pojechaliśmy też do Epanomi, gdzie - jak się już przejedzie przez piaszczystą drogę do końca plaży - można się kąpać z zardzewiałym wrakiem. Mimo że malowniczo wyglądał na zdjęciach, z bliska już tak raczej powinien mieć wywieszoną tabliczkę “Tężec dla każdego”. Więc niekoniecznie. Nie zarejestrowałam też, że Grecja jest mocno nieczynna 15 sierpnia, więc odbiliśmy się od pobliskiej winnicy Gerovassiliou; miałam wrócić jak będzie otwarte, ale nie wróciłam.







[1] Z muszelkami była taka zabawa, że w większości te najładniejsze - długie spiralne - zawierały w sobie krabiki. Krabik wychodził, machał szczypczykami, po czym robił nagle *plop* i znikał w środku muszli. Bardzo fajne, trochę straszne.