Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Marjorie Baldwin (albo Piętaszek Jones) jest SIL - Sztuczną Istotą Ludzką, zwaną też artefaktem. Nie do odróżnienia z wyglądu od zwykłych ludzi, ma jednak nadludzkie zdolności regeneracyjne, szybkość, siłę, inteligencję i co ino, dzięki czemu doskonale sprawdza się w zadaniach specjalnych. Pracuje dla tajemniczej korporacji jako kurierka i poznajemy ją, kiedy jakimś cudem zostaje pojmana przez wroga, ale niczego nie ujawnia mimo obficie opisywanych przez autora tortur (typu tjnłg tehcbjl pml bqpvanavr cvrefv). Po uratowaniu bierze urlop, ale wtem wydarzenia Czerwonego Czwartku - serii zamachów, które destabilizują kruchy pokój międzynarodowy - odcinają ją od zasobów i szefa. Pół tomu usiłuje się przedostać do swojego kraju, drugie pół - usiłuje dyskretnie opuścić Ziemię na życzenie swojego zmarłego szefa, kiedy już do swojej korporacji powróci. A, i odzyskać kontakt z przyjaciółmi poznanymi w trakcie wydarzeń, bo teraz są jej rodziną.
Co mnie podkusiło, żeby wyjąć tę ramotkę (44 lata to już ramotka!), to sama nie wiem. Kiedyś zachwycałam się Heinleinem[1] i jego wizjami, dziś zastanawiam się, dlaczego główną cechą protagonistki jest nimfomania przedstawiana jako “zdrowe podejście do seksu”. Piętaszek udostępnia swoje ciało każdemu, kto ma na nią ochotę, bo ona ochotę ma zawsze, nawet jeśli jest sponiewierana i skrzywdzona. Fabuła jest pretekstowa, przetykana rozważaniami o tym, czy człowiek sztucznie wyhodowany jest rzeczywiście gorszy od urodzonego naturalnie; nie, a nawet lepszy, chociaż to społecznie niewygodna prawda. Nieźle się czyta, taka przygodówka dla fanów rozebranych bohaterek, ale na koniec nie zostaje żadna głębsza myśl.
[1] Czy “Obcy w obcym kraju” też mnie aktualnie będzie mierzić? Ostatni raz czytałam go ponad 20 lat temu!
#129