Więcej o
POLSKA
[19.09.2026]
Byłam blisko, kimże byłabym, żeby odmówić wizyty w skarbnicy Polskiej Estetyki. Poprzednio nie udało mi się wjechać windą na wieżę widokową (winda nieczynna po 18:30) i odpuściłam wspinanie się na prawie 800 stopni za pół ceny[1], tym razem jak dama wjechałam windą i rozkoszowałam się widokiem okolicznych pól w powoli zachodzącym słońcu. I kopuły, nie zapominajmy o ultra-złotej kopule, która w zachodzącym słońcu wygląda jeszcze bardziej zamożnie niż zwykle. Być może miała miejsce mini-sesja fotograficzna, podczas której denatka leżała u podnóża przepięknej klatki schodowej (3 piętra, nie 27!), nie potwierdzam, nie zaprzeczam. M. był zachwycony, bo na straganie oprócz plastikowych Maryjek znalazł małpkę na wodę święconą, coś pięknego i niedrogo.










[1] No chyba że naprawdę lubicie chodzić po schodach, ale dla mnie oszczędność 6 złotych nie jest przekonująca w zestawieniu z 27 piętrami.
GALERIA ZDJĘĆ i poprzednia wizyta.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 30, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
lichen, polska
- Skomentuj
[18-20.09.2026]
Kiedyś na frazę “impreza integracyjna” skręcało mnie w środku (IYKYK), dziś - jeśli tylko termin pasuje - chętnie się wybieram. Tym razem padło na Ślesin, a konkretnie ośrodek przy jeziorze. To lato było nieco naciągane, bo wieczory i poranki już takie bardziej rześkie, ale sobota była przepiękna, słoneczna i można było leżeć w hamaczku, jak się odbyło pośniadaniową drzemkę albo iść popatrzeć, jak nieco bardziej aktywni ludzie pływają po jeziorze na różnych sprzętach. Można było iść z A. i D. na spacer o poranku, a po południu pojechać na improwizowaną wycieczkę do pobliskiego Kuriozum, o czym niebawem. Trochę wymarzłam, bo domki nie miały ogrzewania, a grzejniczek miał za krótki kabel, żeby był użyteczny, ale pod dwiema kołderkami przeżyłam. Same moje ulubione rzeczy - jedzenie, które ktoś zrobił, spacer, mini wycieczka, spanko, hamak, a wieczorem kino. Notka na przyszłość: brać zatyczki do uszu, bo nie wszyscy nocą sypiają.














GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday September 26, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, slesin
- Skomentuj
[26.02.2026]
... a kolacja będzie w Czechach, ale o tym później[1]. Zwykle najpierw załatwiałam główną atrakcję wyjazdu, w tym przypadku będzie to - wiem, znowu - Liberec, ale ponieważ skończyły mi się niemieckie kapsułki do prania, a mieliśmy wracać w niehandlową niedzielę, to tym razem zaczęłam od Niemiec. Jak się pewnie nietrudno domyślić, mam słabość do miast przedzielonych, piękny wiosenny dzień, po obiedzie tuż przed zachodem słońca namówiłam rodzinę na krótki spacer nad rzekę, gdzie po jednej stronie Polska, a po drugiej Niemcy. Kontrast niestety widać, drugą widoczną rzeczą po muralu na baszcie jest wielki napis ZIGARETTEN, tyle spojrzeń. Było trochę narzekania, bo ciągle pod górę, a przecież nawet nie zaproponowałam wejścia na którąś z wież (a są!), ale przez dobry obiad i zakupy - tym razem przemycałam z Niemiec dla kolegi Hubbę Bubbę, która u nas jest raczej niedostępna - nikt się nie obraził. Aż tak. Kuszą mnie jeszcze dwa wyglądające ciekawie muzea i chciałabym okazję, żeby pokrążyć trochę więcej po uliczkach starówki, bo bardzo urokliwe; to nie jest moje ostatnie słowo w kwestii Goerlitz.










Zapiekanka z ziemniaków, boczku, kapusty kiszonej i co ino. Z serem.
[1] Dobra, figura retoryczna, nie było kolacji, bo był późny obiad (i dużo!), ale mieliśmy kupione w niemieckim REWE przekąski i napoje.
GALERIA ZDJĘĆ i wcześniej:
2025 i 2024.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday March 8, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
goerlitz, niemcy, polska, zgorzelec
- Komentarzy: 1
[6.07.2025]
Wracając z Liberca, zahaczyłam ponownie o Görlitz. Jak zwykle na obiad oraz dla odmiany do zoo. Zoo jest bardzo miłe, dość kameralne, ale zielone i da się należycie pospacerować. Można wejść do ptaszarni, popatrzeć na karmienie zwierząt - załapałam się na szopa pracza i wyderkę, które dostały najpierw wiaderko śledzi, a potem - jak szop oddalił się z łupem do wody (wiecie, że one “myją” jedzenie tylko w niewoli, w naturze nie?!), wyderka dostała martwego szczura. Bynajmniej nie pogardziła. Trochę rozczar, bo lemury były w remoncie, a obiecywanych manuli albo nie znalazłam, albo występowały tylko nominalnie na niektórych znakach. Widział ktoś?
Adresy:
Ten paragon grozy to nie w Goerlitz, tylko dla odmiany w drodze do, w Lubinie. Zatrzymałam się w malowniczych, niedawno odremontowanych na luksusowo Małych Koszarach, gdzie za dwie kawy, lemoniadę i trzy porcje ciasta - duże, owszem - ale zapłaciłam więcej niż za obiad w Poznaniu. Pycha, ale ostrzegam, że nie budżetowo.




GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday August 19, 2025
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
goerlitz, lubin, niemcy, ogrod-zoologiczny, polska
- Skomentuj
[2022 - 2024]
Tak, doskwiera mi zima, głównie psychicznie, bo już nawet nieśmiało widzę jasno za oknem, kiedy kończę fedrowanie pekabu i mogłabym iść w świat. Ale nie idę, tylko narzekam. Wytrzymajcie ze mną jeszcze trochę. Na ten czas zapasy kolorów z rodzinnej miejscowości męża, głównie z ogrodu babci I., trochę z miejskich ulic, znad jeziora, na które koniecznie latem i drobny (chociaż oczywiście już pokazywałam) dodatek w postaci punktu widokowego w Czarnkowie.
GALERIA ZDJĘĆ (dużo!).
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday February 22, 2025
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czarnkow, polska, trzcianka
- Skomentuj
[22.07.2023]
Po wielu latach planowania dotarłam wreszcie, z przygodami po drodze, do Lichenia. Nastawiałam się na grozę i pękające oczy, tymczasem zostałam mile zaskoczona, bo - owszem - zdarzają się rzeczy tandetne i zwyczajnie niechlujnie zrobione (oraz stragany z takim badziewiem[1], że dostawałam wysypki), ale architektura Nowej Bazyliki[2] jest należycie majestatyczna i na bogato. Rzadko się zdarza, że wchodzę i nie wiem, co powiedzieć i tu tak miałam. Oczywiście to, co miałam w głowie nie dotyczyło samej architektury, tylko z jednej strony niesamowitej mobilizacji ludzi na podstawie tak marnej przesłanki jak XIX-wieczne zwidy pasterza, który rozmawiał z Matkobosko w lesie, z drugiej ludzkich priorytetów, które milionom ludzi każe inwestować w wybudowanie miejsca kultu. Nie szpitala, szkoły, domu opieki, tylko pełnego złota skromnego pałacu próżności pośrodku niczego. Nie narzekałam, nie poszła na to świadomie ani jedna moja złotówka (znalazłam darmowy parking, a na siku płatną toaletę nad jeziorem), dzwonnica jest jednym z piękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam. Tuż obok bardzo przyjemna plaża i jezioro, gdzie wiatr i pszczoły nie odstraszyły moich znajomych i mnie od pikniku. Bardzo przyjemna sobota, można gościom.

















GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Zapałałam namiętnością do butelki w kształcie Maryjki z odkręcaną koroną, ale plastikowy artefakt za 5 zł okazał się być “cudowny” - jak się naleje do niego wody, to nie wylatuje, chyba że się potrząsa (o szamponie nawet nie ma mowy, za gęsty).
[2] Starą zostawiłam na następny raz, nie zdążyłam też na wieżę widokową (ponad 720 stopni, na szczęście jest winda!), to w ogóle jest miejsce na wiele wzruszeń różnego rodzaju. Dla mnie niekoniecznie religijnych, ale co kto lubi. Dookoła też mnóstwo dobra, chociażby kapliczki postawione chyba w każdym miejscu, gdzie “cudowny obraz” spędził choć chwilę.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday July 29, 2023
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ -
Tagi:
lichen, polska
- Komentarzy: 1